– Umowa faktycznie zawiera wartość maksymalnej podwyżki, która co roku podlega waloryzacji – mówi nam Emil Wąsacz, prezes spółki Stalexport Autostrady, ale nie chce mówić o jej wysokości.

Również Ministerstwo Transportu przyznaje, że koncesjonariusz ma prawo kształtowania poziomu stawki za przejazdy A4. – Ale w granicach określonych prawem oraz umową o budowę i eksploatację autostrady, która wskazuje sposób określania opłaty maksymalnej – mówi Mikołaj Karpiński, rzecznik Ministerstwa Transportu.

Umowa ze Stalexportem jest fatalnie oceniana przez ekspertów z branży drogowej. Jak dotąd nie udało się w niej zmienić żadnego elementu. Nadal obowiązują zapisy, pozwalające spółce np. domagać się odszkodowania za uruchamianie alternatywnych tras i wywołany tym spadek liczby aut na A4.

Zerwanie umowy koncesyjnej rozważał poprzedni minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Analizy pokazały jednak, że ze względów na potencjalne odszkodowanie dla firmy taki ruch państwa mógłby okazać się nieopłacalny. Na razie więc kierowcy muszą liczyć na łaskę koncesjonariusza. Płatnym, 61-kilometrowym odcinkiem A4 jeździ ok. 30 tys. aut na dobę.

– Z każdą podwyżką zwlekamy. W tym roku już nie planujemy podwyżek – tłumaczy Emil Wąsacz i zapewnia, że całość wpływów z bramek idzie na modernizację trasy A4. Pierwsza dywidenda dla udziałowców spółki zaplanowana jest dopiero na 2018 r.