Samorządy w całej Polsce sprawdzają tysiące donosów w sprawie nielegalnego usuwania drzew. Tylko krakowski urząd miejski dostał ich 280, lubelski ok. 200, a gdański ponad 100. W części zbadanych przypadków faktycznie doszło do naruszenia prawa. Efekt: posypią się kary.

Zdaniem urzędników wielu mieszkańców nie zdaje sobie sprawy, że pomimo wejścia w życie lex Szyszko nadal muszą uzyskać pozwolenie na wycięcie roślin znajdujących się np. na terenach chronionych. W Gdańsku wszczęto już ponad 30 postępowań wyjaśniających w takich sprawach. Osobom, którym udowodnione zostanie nielegalne działanie, grozi 1000 zł kary za każdy centymetr obwodu usuniętego drzewa. Przykładowo za wycięcie rośliny, której pień miał 100 cm, sankcja wynosi aż 100 tys. zł.

Senat prawdopodobnie zakończy w tym tygodniu prace nad nowelizacją z 7 kwietnia 2017 r. ustawy o ochronie przyrody, która ukróci samowolną wycinkę drzew. Nie dość, że obecne regulacje pozwoliły na wyrąb kilkusetletnich dębów, to wiele osób wprowadziły w błąd – za co teraz będą one musiały słono zapłacić.