– Albo sanacja, albo bankructwo – szef WISE, dr Maciej Bukowski, nie ma złudzeń co do przyszłości.
Jeśli do połowy roku nie uda się powołać i zapewnić finansowania Polskiej Grupy Górniczej i 11 kopalń wchodzących w skład Kompanii Węglowej, czeka nas moment prawdy.
Przez ostatni rok górnictwo otrzymywało różne zastrzyki finansowe. Rząd zachęcał elektrownie do kupowania węgla na zapas – z powodzeniem. Hałdy przed kopalniami KW zmalały z 8,2 mln t do 5,8 mln t. Analitycy zwracają jednak uwagę, że energetyka kupując droższy polski węgiel, obniżała swoją rentowność i możliwości obniżek cen prądu. Na Barbórkę premier Beata Szydło zapowiedziała skup węgla przez Agencję Rezerw Materiałowych – skala zakupów jest niejawna, można szacować ją na kilkaset milionów zł. To kolejna ukryta dotacja. Teraz te możliwości się kończą. Można oczywiście zwolnić górnictwo z danin publicznych – składek na ZUS (tak jak już to robił premier Donald Tusk), podatków, ale to może zostać zakwestionowane przez Komisję Europejską jako pomoc publiczna.
Rok temu potrzeby finansowe przyszłej Nowej Kompanii Węglowej szacowano na 1,5 mld zł. Do dziś spółka zabezpieczyła sobie finansowanie 700 mln zł, ale potrzeby wciąż wynoszą 1,5 mld zł, czyli w sumie PGG potrzebuje na start 2,2 mld zł. To minimum, bo opracowany przez zarząd biznesplan przewidywał redukcję płac o 1–1,2 tys. zł. To w skali roku, przy zatrudnieniu 34 tys., prawie pół miliarda zł. Same czternaste pensje to koszt 226 mln zł. Górnicy nie chcieli z nich zrezygnować, a gdy zarząd zdecydował o wypłacie ich w ratach, złożyli doniesienie do Państwowej Inspekcji Pracy.
Reklama
To może stawiać pod znakiem zapytania udział inwestorów w tym przedsięwzięciu. Według zarządu są skłonni wyłożyć brakujące 1,5 mld zł. Gdy to się nie uda, rząd będzie musiał znaleźć inny sposób sfinansowania PGP. W sumie na start nowej grupy górniczej potrzeba 2,7 mld zł. To mniej więcej 110 zł na każdego podatnika. Eksperci sugerują, by do kosztów wspierania górnictwa doliczać też dofinansowanie górniczych emerytur – a to 5,5 mld zł rocznie. Czyli dodatkowe 200 zł na podatnika.

Reklama
A to tylko potrzeby Kompanii Węglowej – w dramatycznej sytuacji są też Jastrzębska Spółka Węglowa i Katowicki Holding Węglowy. Cała branża mimo – jak zapewniał rząd – intensywnej restrukturyzacji zanotowała stratę ok. 2 mld zł i jest zadłużona na 15 mld zł. Na jej ratowanie będą potrzebne kolejne miliardy złotych. Tylko w tegorocznym budżecie na restrukturyzację górnictwa przeznaczono 900 mln zł. Do 2018 r. ma być to ok. 3 mld zł. I to również zapłacą podatnicy.
Rząd dotychczas unikał radykalnych rozwiązań, obawiając się reakcji górniczych związków. Przez ponad rok udawało się odsunąć problem. Teraz te możliwości się kończą.
I co? Bukowski mówi, że nie wyobraża sobie, aby taka sytuacja mogła dłużej trwać. – Taka gra pozorów może potrwać góra pół roku. Potem już nie będzie skąd wziąć pieniędzy na bieżące finansowanie, w tym wypłaty – ocenia ekspert WISE.
Chemia pod nowym kierownictwem
Zmiany dotarły do Grupy Azoty. W piątek rada nadzorcza spółki odwołała prezesa Pawła Jarczewskiego oraz jego zastępców – Marka Kapłuchę, Mariana Rybaka i Krzysztofa Jałosińskiego. W zarządzie pozostali natomiast wiceprezesi Andrzej Skolmowski i Witold Szczypiński oraz wybrany przez załogę Artur Kopeć. Nowym prezesem Grupy Azoty został Mariusz Bober, wcześniej związany m.in. z KGHM; był prezesem KGHM Ecoren.
Pracę straciło 10 tys. górników, ale wydobycie pozostało bez zmian – Forsal.pl