statystyki

Czemu moje dziecko jest szczęśliwe w austriackiej szkole

autor: Marta Guzowska23.09.2015, 07:40; Aktualizacja: 23.09.2015, 08:17
Austria

Nie mam kwalifikacji, żeby ocenić w sposób obiektywny austriackie metody pedagogiczne. Ale porównując dzieci austriackie i ich polskich równolatków, stwierdzam, że te pierwsze o wiele mniej ze sobą rywalizują, chętniej i efektywniej współpracują i o wiele lepiej czują się w swojej szkole. Poniżej czysto subiektywna opinia, dlaczego tak jest.źródło: ShutterStock

Mój syn ma dziesięć lat. Chodzi do państwowej szkoły podstawowej w Wiedniu, w Austrii. Zdecydowałam się napisać ten tekst po rozmowie z kilkoma matkami dzieci w wieku podstawowym, dzieci, które uczęszczają do różnych szkół w Polsce.

Nie mam kwalifikacji, żeby ocenić w sposób obiektywny austriackie metody pedagogiczne. Ale porównując dzieci austriackie i ich polskich równolatków, stwierdzam, że te pierwsze o wiele mniej ze sobą rywalizują, chętniej i efektywniej współpracują i o wiele lepiej czują się w swojej szkole. Poniżej czysto subiektywna opinia, dlaczego tak jest.

W naszej szkole są ławki. Nie stoją przodem do tablicy, tylko w trzech grupach. Dzieci siedzą przodem do siebie nawzajem, bo często pracują razem. Nie ma stałych miejsc, co tydzień każde się przesiada. Pod koniec roku każdy siedział już koło każdego przynajmniej kilka razy i każdy współpracował z każdym.

Siedzenia w ogóle jest mało. Dużo jest wstawania, skakania i turlania się po podłodze, szczególnie dużo tego było w pierwszej klasie. Dzieci uczyły się liczyć, skacząc na jednej nodze i głośno nazywając kolejne cyfry. Podczas nauki godzin utworzyły na podłodze zegar... z własnych ciał. Ten rodzaj nauki nazywa się po niemiecku Bewegtes Lernen, nauka poprzez ruch. Nie jestem pedagogiem ani psychologiem, nie potrafię wytłumaczyć, jak to działa, ale połączenie aktywności fizycznej i umysłowej skutkuje szybszym przyswajaniem wiadomości. I, oczywiście, dzieci potrzebują tego ruchu.

Wspomniałam wyżej, że ławki nie stoją przodem do tablicy. To dlatego, że nie ma jednej tablicy. Na jednej ze ścian wisi, owszem, zielona tablica do pisania kredą, ale wszędzie dookoła wiszą pomoce do nauki gramatyki lub matematyki. Dzieci obracają się w kierunku tej pomocy naukowej, która właśnie jest w użytku.

Podczas dwóch pierwszych godzin w ciągu dnia nikt w ogóle nie siedzi w ławkach, chyba że bardzo chce. Można siedzieć na podłodze. Dzieci dzielą się na grupy po 2–3 osoby i pracują nad różnymi tematami. Jedni liczą, inni dowiadują się, jak działają ułamki, jeszcze inni porządkują nowe słowa, a jedna grupa, na brzuchach, koloruje na skserowanej mapce kraje, o których była ostatnio mowa. Kiedy grupa mojego syna kończy naukę ułamków, sprzątają pomoce naukowe i meldują się u nauczycielki, która daje im nowe zadanie.


Pozostało 68% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • Mahmud(2015-09-27 12:30) Zgłoś naruszenie 10

    No i dobrze. I wszystkie te osobniki będą islamistami. I o to chodzi :-)

    Odpowiedz
  • malinka(2015-09-23 10:51) Zgłoś naruszenie 00

    plecak wazy 30 kg a mój wnuk 36 kg nawet dorosly ma co dzwigac a ile wazy plecak 1-o klasisty 20kg niech ida do szkoly nawet od 5ego roku życia jak w Holandii ale bez plecakow wszystko zapewnia szkola

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane