Od początku roku wszystkie noworodki w Polsce dostają książeczki zdrowia dziecka. Niestety dokument ma wady.
– Nie mamy nic przeciwko przywróceniu wydawania książeczek zdrowia dziecka, ale prosimy, by zostały one poprawione – stwierdza Jacek Krajewski, lekarz rodzinny i szef Porozumienia Zielonogórskiego.
Reklama
Okazuje się, że w książeczce nie ma miejsca m.in. na wpisanie nazwy i numeru serii szczepień ochronnych wykonywanych dzieciom zarówno w szpitalu, jak i w przychodni. – Wykonujemy szczepienia, ale nie mamy ich gdzie wpisać. Na dodatek nie wszystko w książeczce jest zrozumiałe, np. rubryka „podpis osoby opiekującej” przy informacji o ocenie dziecka w skali Apgar – nie wiadomo, czy chodzi o matkę, położną, czy pielęgniarkę. To przecież lekarz bada dziecko – zwraca uwagę Joanna Kowol, ordynator oddziału pediatrii w Nowym Szpitalu w Olkuszu. Na tym nie koniec wątpliwości.

Reklama
– Książeczkę przekazuje szpital, ale nie wiadomo, kto miałby ją np. wydać i wypełnić, jeśli zostanie zgubiona – wtóruje Jarosław Szczurek, ordynator oddziału neonatologii w tym samym szpitalu.
Zapomniano też o specjalistach. – Ten dokument powinien być podstawowym źródłem informacji dla wszystkich lekarzy zajmujących się maluchem, jak i dla rodziców. Powinny się w nim znaleźć np. oznaczenia lekarza konsultującego dziecko w zakresie porady specjalistycznej, aby każdy lekarz miał wiedzę o ich działaniach – podkreśla z kolei Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. I dodaje, że na etapie konsultacji książeczki lekarze prosili także o wprowadzenie do niej siatki rozwojowej dzieci w zakresie tzw. kamieni milowych, czyli umiejętności, jakie zdobywa maluch na poszczególnych etapach rozwoju. Niestety ta uwaga nie została uwzględniona.
Zastrzeżenia budzi też mierzenie i zapisywanie długości ciała dzieci w ciągu każdej wizyty w pierwszych trzech miesiącach. Maluchom trzeba wyprostować do tego nóżki. – Dotychczas było to wręcz zakazane, jeśli noworodek nie miał jeszcze zbadanych stawów biodrowych przez ortopedę – ostrzega Krajewski.
Z dokumentu wynika również, że niemowlę między 6. a 12. miesiącem życia ma odbyć trzy wizyty u stomatologa. Jak będzie to możliwe, przy ograniczonych nakładach i liczbie lekarzy? Nie wiadomo. – Dziecko przed ukończeniem roku powinno mieć przynajmniej jedną wizytę. Ale jest bardzo wiele powiatów, gdzie stomatologa dziecięcego z kontraktem NFZ nie ma – wyjaśnia prof. Dorota Olczak-Kowalczyk, konsultant krajowy ds. stomatologii dziecięcej.
Zbędne zdaniem lekarzy jest za to wpisywanie do książeczki zwolnienia z zajęć sportowych dla uczniów. Szkoły i tak wymagają osobnego zaświadczenia, a nawet gdyby tak nie było, to nauczyciel nie powinien mieć wglądu w całą książeczkę zdrowia.
Poza brakami merytorycznymi medycy zwracają uwagę na jeszcze jedną kwestię – dublujących się dokumentów. Sami neonatolodzy w książeczce mają do wypełnienia dziewięć stron, powielając ręcznie to, co jest już w karcie informacyjnej dodawanej do wypisu ze szpitala. Lekarzom rodzinnym wypełnienie dwóch stron w czasie każdej wizyty kontrolnej zająć może pięć minut lub więcej. Dla części pacjentów może zabraknąć czasu.– Jest nas za mało, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że stale przekazywane są nam dodatkowe obowiązki i to niezwiązane z leczeniem – mówi Krajewski.
MZ przypomina, że książeczkę wprowadzał poprzedni rząd. W sprawie np. szczepień pozostawił możliwość, by szpitale same wydawały osobne książeczki do ich wpisywania.