Autopromocja

Rodzić po ludzku? Nie w Polsce

Prawa kobiety rodzącej, które musi repektować szpital
Prawa kobiety rodzącej, które musi repektować szpitalDGP
17 kwietnia 2013

Szpitale lekceważą standardy wprowadzone przez resort zdrowia. Bo pacjentka za bardzo może ingerować w poród. – Powinno się zmienić mentalność matek, nie procedury – twierdzą lekarze.

Zasady opieki okołoporodowej opracowane przez Ministerstwo Zdrowia weszły w życie w kwietniu 2011 r. (w 2012 r. były znowelizowane) i po raz pierwszy dokładnie opisywały, jakie prawa ma rodząca, a jakie obowiązki personel medyczny. Chodziło o to m.in., aby kobiety mogły wybierać pozycję do rodzenia, poznać strategie uśmierzania bólu, mieć kontakt z dzieckiem „skóra do skóry” bezpośrednio po porodzie. Ale po 2 latach od wejścia w życie przepisów w szpitalach niewiele w tej kwestii się zmieniło. – W pełnym zakresie nie wprowadziła ich żadna z monitorowanych placówek – mówi Joanna Pietrusiewicz, prezes Fundacji Rodzić po Ludzku, która przeprowadziła pogłębione wywiady i badania w 10 placówkach na Mazowszu.

To powszechny problem, co potwierdzają wyniki sondy przeprowadzonej z inicjatywy Leokadii Jędrzejewskiej – konsultanta krajowego w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego. Wykonano ją na 220 oddziałach położniczych w całej Polsce. I w blisko 60 proc. placówek standardy są wprowadzone tylko częściowo lub wcale ich nie ma. Najwięcej trudności nastręcza szpitalom zapewnienie dwugodzinnego kontaktu „skóra do skóry” i umożliwienie pierwszego karmienia piersią. Według raportu Fundacji Rodzić po Ludzku: w 9 spośród 10 mazowieckich placówek wymóg ten nie był realizowany. Dziecko było kładzione na brzuch matki na kilka minut.

Inny problem – rodzącej już na początku zakłada się wenflon, choć standardy mówią, że należy to robić tylko w razie potrzeby. Kobiety często też na czas całego porodu podłączane są do aparatury monitorującej bicie serca dziecka, gdy zgodnie z ministerialnym rozporządzeniem należy to robić w medycznie uzasadnionych przypadkach.

Rzadko się zdarza, by rodzące mogły pić dowolne ilości płynów, nadal rutynowo nacina się krocze, przebija pęcherz płodowy, a poród odbywa się na wznak. Nierespektowane jest prawo kobiety do pełnej informacji, do wyrażenia świadomej zgody lub odmowy, w szczególności w odniesieniu do zabiegów medycznych i interwencji podczas porodu. Zamiast tego personel medyczny informuje rodzącą, że dany zabieg zostanie wykonany.

Większość szpitali twierdzi, że daje wybór matce w kwestii sposobu rodzenia: kobieta może jedynie wybrać, czy będzie leżeć na plecach, czy na boku. Zgodnie z nowymi standardami mogłaby rodzić nawet na stojąco, a personel powinien być na to gotowy. Co ciekawe, najsłabszą znajomość standardów wykazują osoby odpowiedzialne za ich wdrażanie, czyli ordynatorzy.

– Te wytyczne nie są przestrzegane i nie będą, bo są absurdalne i nieprzystające do wiedzy medycznej – przekonuje prof. Romuald Dębski, położnik i ginekolog. Dodaje, że są napisane przy założeniu, że każdy poród kończy się dobrze. – Na początku porodu nie można mieć pewności, jak on przebiegnie i jaki będzie jego finał – zwraca uwagę Dębski.

Szpitale nie dostosowują się do standardów także dlatego, że wiedzą, iż nie grożą im z tego powodu konsekwencje. Nie ma systemu kontroli procedur stosowanych przez szpitale. Dlatego zdaniem fundacji niezbędne jest opracowanie wytycznych, szkoleń i działań edukacyjnych. – Inicjatorem powinien być resort zdrowia jako organ władzy publicznej odpowiedzialny za właściwą realizację opieki okołoporodowej – uważa Pietrusiewicz.

Wciąż problemem jest sprawa znieczulenia przy porodzie. Już rok temu resort zapowiedział powszechne udostępnienie go rodzącym, a w lipcu zakończyło się zgłaszanie uwag do odpowiedniego rozporządzenia. Projekt rozporządzenia został skierowany pod obrady Kolegium MZ z prośbą o akceptację jego treści po uzgodnieniach międzyresortowych i konsultacjach społecznych. Ale nic nie wiadomo o terminach. – Decyzja dotycząca przyjęcia rozporządzenia nie została jeszcze podjęta – tłumaczy rzecznik resortu zdrowia Krzysztof Bąk.

Być może ma to związek z tym, że pomysł powszechnego znieczulenia budzi dezaprobatę w szpitalach, które nie mają pieniędzy na zatrudnienie dodatkowych anestezjologów. Możliwe zatem, że ze znieczuleniami będzie jak ze standardami opieki okołoporodowej – będą podawane rodzącym kobietom wyłącznie na papierze.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.