Samorząd aptekarski, Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, kilkudziesięciu farmaceutów, którzy wypowiadali się pod nazwiskiem, kilkunastu specjalizujących się w tematyce lekowej dziennikarzy i wreszcie co najmniej kilkuset pacjentów odpytywanych przez radiostacje i stacje telewizyjne. Wszyscy oni mówią, że tak wielkiego kryzysu lekowego w Polsce jeszcze nie było.
Samorząd aptekarski policzył, że brakuje ok. 500 medykamentów. Wtem wychodzi minister zdrowia Łukasz Szumowski i mówi, że wszystko jest pod kontrolą, a mówienie o kryzysie lekowym to przesada. Mówi, że nieprawdą jest, że brakuje tylu leków, że co prawda paru brakowało, ale już są w aptekach. I tylko aptekarze otwierają oczy ze zdumienia, bo choć słowa ministra słyszeli, to farmaceutyków w prowadzonych przez siebie placówkach nie widzieli.
Zorganizowane grupy przestępcze wywożące leki. Załamanie się chińskiej produkcji substancji czynnych, z których korzysta niemal cały świat. Restrykcyjne obowiązki nałożone na producentów przez Unię Europejską. O takich przyczynach kłopotów z dostępem Polaków do leków mówił z kolei wczoraj główny inspektor farmaceutyczny Paweł Piotrowski. Jakie wespół z ministrem zdrowia przygotował rozwiązanie? Od poniedziałku zostanie uruchomiona infolinia dla pacjentów (bezpłatny numer: 800 190 590), dzięki której się dowiedzą, gdzie mają jechać po lek nie do zdobycia w pobliżu miejsca zamieszkania. W jaki sposób ograniczy to działalność mafii lekowej i przywróci produkcję w Chinach? Nie wiem.