Wydawało się, że zorganizowane grupy wywożące leki z Polski niczego się nie obawiają. To jednak nieprawda. Najnowsze statystyki opracowane przez Ministerstwo Finansów pokazują, że tak jak wywozowcy nie boją się inspektorów farmaceutycznych i prokuratorów, tak zainteresowanie Krajowej Administracji Skarbowej ich przeraża.

Dramatyczne spadki

28 marca 2018 r. szef KAS zawiera porozumienie z głównym inspektorem farmaceutycznym.

Chodzi o wsparcie skarbówki przy walce z nielegalnym wywozem leków z Polski.

Od 14 czerwca 2018 r. systemem monitorowania drogowego i kolejowego przewozu towarów został objęty wywóz istotnych dla życia i zdrowia ludzkiego produktów leczniczych, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych zagrożonych dostępnością dla polskich pacjentów. Tym samym organy KAS zyskują możliwość realizacji czynności analitycznych i kontrolnych wobec podmiotów zajmujących się obrotem lekami. Skarbówka wreszcie może bezproblemowo kontrolować farmaceutycznych hurtowników.

I okazuje się, że tyle wystarczyło, by obroty hurtowni farmaceutycznych drastycznie spadły. Z opracowania przygotowanego przez MF wynika, że w kilku przypadkach dotychczasowe wielomilionowe obroty podmiotów, porównując miesiąc do miesiąca (czerwiec – lipiec 2018 r.), zmalały o ponad 90 proc. W jednym przypadku wynik wyniósł 99 proc. Średni spadek to 41 proc. A wartość legalnego rynku farmaceutycznego rośnie, zatem hurtownicy powinni co najmniej nie tracić.

Resort finansów nazywa statystyki mianem symptomatycznych. I podkreśla, że organy KAS wytypowały 53 przedsiębiorców z 12 województw, w stosunku do których zidentyfikowano ryzyko możliwości realizowania nielegalnego obrotu lekami.

Systematyczność działań

– Doceniamy wszelkie inicjatywy zmierzające do ograniczeń w nielegalnym wywozie leków – mówi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. I przyznaje, że zaangażowanie KAS jest pomocne. A czy statystyki przekładają się na rzeczywistość? – Na pewno zapowiedzi kontroli lub zatrzymania zorganizowanych grup przestępczych, określanych mianem mafii lekowej, powodują, że przez kilka tygodni jest lepiej. Konieczne są jednak systematyczne działania. Raz, że ich brak powoduje, iż przestępcy szybko wracają do procederu. Znów czują się bezkarni. A dwa – nadal nielegalny wywóz leków jest plagą. Widać to po tym, iż ciągle brakuje w aptekach potrzebnych pacjentom leków – tłumaczy Marek Tomków.

Z kolei Janusz Szewczak, poseł Prawa i Sprawiedliwości oraz wiceprzewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych, podkreśla, że najważniejsze, by państwo potrafiło pokazywać swoją skuteczność. – Gdy KAS zapowiada kontrole, musi je przeprowadzać. Gdy Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada bezwzględną walkę z przestępcami, prokuratura musi działać. Statystyki przygotowane przez resort finansów doskonale pokazują, że gdy wywozowcy się boją, na rynku leków jest lepiej – zauważa parlamentarzysta. Jego zdaniem jednak niezbędne jest rozszerzenie uprawnień kontrolnych inspekcji farmaceutycznej.

– Rynek leków jest wart ponad 30 mld zł rocznie. Nielegalny wywóz leków szacuje się na 2 mld zł rocznie. Mówimy więc o gigantycznych pieniądzach, wielkich przekrętach i zorganizowanych grupach przestępczych. Polska potrzebuje inspekcji z prawdziwego zdarzenia – z budżetem, szerokimi uprawnieniami, świetną kadrą. Potrzeba nam policji lekowej – przekonuje Janusz Szewczak.

O potrzebie jej powołania mówią też głośno ministrowie z kancelarii premiera. Sekretarz kolegium ds. służb specjalnych Maciej Wąsik uważa, że inspekcja farmaceutyczna powinna mieć uprawnienia quasi-policyjne. Dopiero wówczas wywozowcy zaczną się jej obawiać. Dziś przychodzący na kontrolę inspektor często nie jest wpuszczany do budynku. Dzwoni wówczas na policję, a ta odmawia pomocy. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaś wielokrotnie podkreślała, że zajmowanie się rynkiem hurtowego obrotu leków jest poza jej kompetencjami.

Braki w aptekach

Nielegalny wywóz leków przez profesjonalistów jest nazywany odwróconym łańcuchem dystrybucji. Jedyna dopuszczalna przez prawo ścieżka wygląda bowiem tak: od producenta lek trafia do hurtowni farmaceutycznej. Z hurtowni – do apteki lub przychodni. A stamtąd do pacjenta. Leki podążają więc tylko w jedną stronę, a na końcu łańcucha jest potrzebujący obywatel. Odwrócony łańcuch dystrybucji polega zaś na tym, że lek na którymś z etapów jest zawracany. Kluczowa w procederze, przynajmniej tym prowadzonym na masową skalę, jest więc hurtownia farmaceutyczna, która albo sama nielegalnie go zbywa za granicę, albo pomaga zbyć innym.

Nielegalny wywóz leków to kłopot dla budżetu, gdyż dotyczy leków refundowanych. Ale jeszcze większy dla obywateli. Skutkiem wywozu leków – a wywożone są dlatego, że jedno opakowanie kosztujące w Polsce 200 zł może na Zachodzie kosztować nawet 450 euro – jest to, że specyfików brakuje w polskich aptekach. Na liście leków zagrożonych brakiem dostępności jest obecnie aż 338 pozycji.

DGP o procederze pisze od czterech lat. Początkowo organy państwa zaprzeczały naszym doniesieniom. W marcu 2018 r. minister Zbigniew Ziobro potwierdził jednak, że przez mafię lekową brakuje medykamentów na półkach polskich aptek. W najbliższych tygodniach do Sejmu trafi przygotowany przez resorty sprawiedliwości i zdrowia projekt ustawy, który ma pomóc w ściganiu lekowych przestępców.