Gorzej z ustaleniem, komu tak naprawdę te zmiany mogą służyć. Cytowany obok prof. Maciej Banach, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, przyznał, że poprawić się może sytuacja placówek zakwalifikowanych do najwyższego, szóstego poziomu sieci. Jednak nawet tam niekoniecznie musi być lepiej, jeśli chodzi o innowacyjne procedury czy prowadzenie nowo otwieranych oddziałów. Im bardziej w dół w hierarchii szpitali, tym wątpliwości jest więcej.

Najgorzej będzie, gdy któryś z oddziałów bądź cały szpital wypadnie z sieci i trzeba będzie go zamknąć. A jak mówi Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich, kryteriów może nie spełniać nawet więcej niż co drugi szpital realizujący teraz świadczenia za pieniądze Narodowego Funduszu Zdrowia. Wprawdzie wydaje się, że wprowadzone przez sejmową komisję zmiany nieco złagodziły wymagania dla mniejszych placówek, ale i tak część będzie miała spore problemy. Gdyby miało dojść do reorganizacji czy wręcz likwidacji, to potrzebne będą pieniądze. A tych reforma nie przewiduje. Zapłaci więc zapewne... powiat ze swej i tak ubogiej kiesy. W powiatach, w których szpital jest największym pracodawcą, może to też doprowadzić do napięć społecznych. Dlatego warto poznać możliwości pozwalające na pozostanie w grze – piszemy o tym w dzisiejszym tekście.

Może więc trudna reforma przysłuży się pacjentom? I to nie jest pewne, a w początkowej fazie wręcz pewny jest, zdaniem ekspertów, chaos związany z przesuwaniem pacjentów zapisanych na planowe badania czy zabiegi z zamykanej placówki do tej, która likwidacji uniknęła. No cóż, mamy kolejną reformę w służbie zdrowia – mocno wątpliwe, czy skuteczniejszą od poprzednich.

Zainteresował Cię ten temat? Cały tekst przeczytasz w Tygodniku Gazeta Prawna