W czerwcu lub lipcu resort klimatu może wyjść z nowym rozporządzeniem o dopłatach do samochodów na prąd i ruszy nabór wniosków.
DGP
Indywidualni nabywcy mogliby liczyć na dopłatę rzędu 18,7 tys. zł na e-auto o cenie nie wyższej niż 125 tys. zł. Przewidywana kwota dopłaty jest mniejsza niż określona w pierwotnym rozporządzeniu – przygotowanym jeszcze przez Ministerstwo Energii – z lipca ubiegłego roku. Wówczas była mowa o 37,5 tys. zł.

Limit ceny bez zmian

Jak tłumaczy Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych, po wejściu w życie przepisów w listopadzie ubiegłego roku podjęto decyzję, że kwota dopłaty powinna zostać zweryfikowana. ‒ Nie spodziewaliśmy się jednak tak dużej zmiany – mówi DGP Mazur.
Wysokości planowanych dopłat nie pomógł koronawirus, który zmniejsza możliwości wydatków po stronie finansów publicznych.
Weryfikacja kwoty to też efekt tego, że Ministerstwo Klimatu, które od końca ubiegłego roku przejęło regulacje energetyczne i zagadnienia elektromobilności, chciało, by dotacja dla obywateli na zakup e-auta była zwolniona z podatku dochodowego. Zgodnie z poprzednimi zasadami nabywcy na koniec roku musieliby się rozliczyć z dofinansowania.
Według naszego źródła, „na 95 proc.” w projekcie nie będzie zmieniona maksymalna cena nabycia elektryka na poziomie 125 tys. zł brutto. Kwota ta była poprzednio krytykowana jako zbyt niska, bo obejmująca tylko kilka aut z niewielkimi bateriami.
‒ Teraz modeli, które mieszczą się w tym limicie, jest już więcej, bo rynek się szybko rozwija i dostosowuje. To choćby Nissan Leaf, Peugeot e-208, Renault Zoe, VW e-up!, elektryczna wersja Opla Corsy, smart – wymienia Mazur. Jego zdaniem nie zmienia to tego, że kwota maksymalna powinna zostać podniesiona, by obejmowała także pojazdy większe, rodzinne i z większym zasięgiem.
Według naszego źródła zbliżonego do prac legislacyjnych, podobnie jak przewidywała poprzednia wersja rozporządzenia, dopłaty do elektryków z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu dla indywidualnych nabywców mają być udzielane „na wniosek”. Wnioski miałyby być składane do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Po ich zaakceptowaniu miałaby być podpisywana umowa z funduszem, a potem następowałby zwrot dopłaty na podstawie faktury zakupu auta. Nabór wniosków mógłby być ogłoszony przez NFOŚiGW niedługo po wejściu w życie rozporządzenia.

Proszą o ułatwienia

Szef stowarzyszenia zaznacza, że w warunkach kryzysu wywołanego pandemią branża szczególnie mocno czeka na konkretne działania i każda forma wsparcia jest właściwa. Zwraca uwagę na rosnącą popularność elektryków w czasie pandemii w Europie. – Gdy spojrzeć na rejestracje w Europie, to się okaże, że drugim najpopularniejszym modelem w marcu była Tesla. W Wielkiej Brytanii samochody elektryczne to w kwietniu 30 proc. rejestracji – wskazuje. Jego zdaniem elektromobilność nie uniknie skutków COVID-19, jednak jest na niego bardziej odporna niż segment pojazdów spalinowych.
Przy okazji poprzedniej propozycji wyższej dopłaty pojawiały się głosy, że te polskie byłyby wyższe niż np. w Niemczech. ‒ Mamy w Polsce bardzo ograniczony zasób narzędzi, które możemy uruchamiać celem promocji zeroemisyjnego transportu. Inne państwa mają do dyspozycji podatek ekologiczny, podatek od emisji, różnego typu opłaty rejestracyjne, do nas wszystkie samochody mogą wjeżdżać, niezależnie od tego, jak mocno zanieczyszczają środowisko. Brak narzędzi sprowadza nas do tego, że możemy korzystać w sposób efektywny praktycznie tylko z dopłaty bezpośredniej – podkreśla ekspert. Dlatego jego zdaniem porównywanie wysokości dopłaty w Polsce do dopłat w innych krajach UE jest obarczone dużym błędem.
Pod koniec ubiegłego roku branża przygotowała „białą księgę elektromobilności”. Apelowała do resortu klimatu m.in. o pełne odliczenie VAT od zakupu i eksploatacji pojazdów elektrycznych przez przedsiębiorców oraz ułatwienia, jeśli chodzi o przyłączanie stacji ładowania do sieci oraz instalację punktów ładowania w istniejących budynkach mieszkalnych.
Według danych PSPA i PZPM pod koniec kwietnia 2020 r. po polskich drogach jeździło 6267 w pełni elektrycznych aut i 4865 hybryd typu plug-in. Liczba elektrycznych pojazdów ciężarowych i dostawczych zwiększyła się do 585, natomiast autobusów elektrycznych do 252. Rozwija się też ogólnodostępna infrastruktura ładowania. Pod koniec kwietnia w Polsce działało 1131 stacji ładowania pojazdów elektrycznych.
Fundusz Niskoemisyjnego Transportu został powołany pod koniec lipca 2018 r. Jego przychodami są wpływy z podatku akcyzowego, opłaty zastępczej, opłaty emisyjnej oraz środki PSE. Przed pandemią zakładano, że w ciągu 10 lat ma on przeznaczyć kilka miliardów złotych na projekty związane z elektromobilnością i czystym transportem.