Jeden samochód elektryczny dla urzędnika i mieszkańca, nowe modele współpracy z biznesem – od innowacji nie ma odwrotu. Eksperci przekonują, że wymiana gminnego taboru na zeroemisyjny musi przyśpieszyć, mimo że JST dostały właśnie więcej czasu na przeprowadzenie tego procesu.
Dwa lata więcej będzie na wprowadzenie w życie przepisów o elektromobilności dotyczących floty pojazdów – z wyłączeniem komunikacji miejskiej (te terminy pozostają bez zmian). Ministerstwo Energii w projekcie nowelizacji ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych proponuje, by wymóg 10 proc. samochodów elektrycznych do dyspozycji urzędników obowiązywał dopiero od 2022 r. Pierwotnie przepisy te miały wejść w życie w styczniu 2020 r. (zgodnie z ustawą o elektromobilności i paliwach alternatywnych; t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1124). Samorządy apelowały o przesunięcie tego terminu.
Takie są obecnie plany / DGP
Reklama

Przyczyną brak infrastruktury

– To racjonalne rozwiązanie i adekwatne do sytuacji na rynku – mówi o zmianie Marcin Gromadzki z Public Transport Consulting. Dlaczego? – Bo obecnie brakuje specjalistycznych pojazdów, a jeśli są, to bardzo drogie – wyjaśnia. Pytanie, czy dwa lata wystarczą, by jednostki samorządu terytorialnego i realizujące dla nich zadania podmioty były w stanie sprostać wymogom elektromobilności. – Dwa lata w branży innowacji to bardzo dużo. Warunkiem powodzenia jest wsparcie produkcji pojazdów elektrycznych i ich komponentów. A o pozycję na rynku, jeśli chodzi o lekkie pojazdy dostawcze i ciężarowe, można jeszcze zawalczyć – mówi Marcin Gromadzki. Co prawda, elektryczne samochody osobowe, którymi mają się posługiwać urzędnicy, na rynku są, jednak ich operacyjność jest nieduża, bo brakuje stacji szybkiego ładowania. – Urząd musiałby sobie zamówić auto elektryczne do ruchu lokalnego i auto spalinowe do wyjazdów w delegację – wyjaśnia ekspert.

Reklama
Także Ministerstwo Energii tłumaczy przesunięcie terminów dotyczących elektromobilności w samorządach brakiem infrastruktury ładowania i tankowania pojazdów. Taką samą diagnozę stawia Ministerstwo Cyfryzacji w analizie stanu rozwoju oraz aktualnych trendów w obszarze elektromobilności w Polsce.

Odwrotu nie ma, wymówek nie będzie

Czy jednak przesunięcie terminu nie zadziała na samorządy demotywująco? Według Agaty Rzędowskiej, autorki publikacji o elektromobilności, gminy nie mogą teraz zwolnić tempa i odpuścić planów wymiany floty i innych wymogów związanych z niską emisją. – W ciągu najbliższych dwóch lat na rynku pojawi się tak bogata oferta modeli, że nie będzie wymówki braku dostępności. Za to zwiększy się presja społeczna i polityczna, by wymieniać flotę na niskoemisyjną – mówi ekspertka. Zaznacza także, że od 2025 r. w pierwszych krajach pojawią się zakazy sprzedaży pojazdów spalinowych. – Elektromobilności nie da się uniknąć – podkreśla. Tymczasem polskim samorządowcom brakuje często podstawowej wiedzy na ten temat. Na przykład podczas składania zamówień wpisują terminy, które odpowiadają realizacji związanej z kupnem pojazdów spalinowych. A w przypadku pojazdów niskoemisyjnych dostawcy potrzebują więcej czasu. – Ministerstwo założyło zbyt optymistycznie, że będzie spore zainteresowanie innowacyjnymi rozwiązaniami albo że producenci będą kierować swoje oferty dotyczące niskoemisyjnych pojazdów do samorządów. A nie dostrzegając zainteresowania, nie zaangażowano pieniędzy w promocję – mówi Rzędowska.

Niektórzy są zdeterminowani

Można jednak znaleźć przykłady miast, które nie tracą czasu i wykorzystują nadarzające się okazje, by przygotować się na elektromobilną rewolucję. Łódź pod koniec przyszłego roku chce mieć na swoim terenie 210 punktów ładowania. – Przyjęliśmy koncepcję, by z korzyścią finansową dla miasta wydzierżawić pod nie pasy przydrogowe – mówi wiceprezydent Łodzi Adam Wieczorek. Taki model współpracy biznesowej, czyli stawiania stacji ładowania przy wykorzystaniu przestrzeni publicznej, przyjęła PGE Nowa Energia. Spółka chwali się, że jej stacje działają m.in. w Rzeszowie, Nowym Sączu, Zakopanem, Lądku Zdrój, Krynicy Zdrój, Ustrzykach Dolnych, Siedlcach, Bełchatowie i Warszawie. Wspomniana Łódź w lutym rozpoczęła typowanie miejsc pod stacje ładowania i do operatora sieci energetycznej, którym jest PGE, przekazała 20 lokalizacji, które będą zweryfikowane pod kątem możliwości przyłączeniowych. – Jeżeli właściciel sieci będzie działał sprawnie i odpowie nam w trakcie wakacji, to na jesieni tego roku będą mogły ruszyć pierwsze konkursy na wydzierżawienie terenów pod usytuowanie stacji ładowania – mówi wicperezydent Łodzi. Podkreśla, że jednym z podstawowych zarzutów osób, które chciałyby kupić samochód elektryczny, jest to, że nie ma punktów ładowania. – A u nas większość mieszkańców mieszka w blokach spółdzielczych i musi liczyć na ogólnodostępne stacje – zaznacza Adam Wieczorek. Po ulicach Łodzi jeździ dziś ok. 200 aut elektrycznych. – Trwają rozmowy dotyczące utworzenia na terenie miasta 16 parkingów wielopoziomowych i jednym z warunków stawianych przez urząd w trakcie rozmów na temat usytuowania parkingu jest wydzielenie odpowiedniej liczby miejsc do ładowania aut elektrycznych z infrastrukturą do ładowania – podkreśla wiceprezydent Łodzi.
Ale nie wszystkim jednostkom samorządu terytorialnego odpowiada taki model biznesowy. Mówił o tym w niedawnym wywiadzie udzielonym DGP wiceprezes PGE Paweł Śliwa. – Nie powinno to dziwić, skoro nie powstały strategie rozwoju elektromobilności, w których samorządy miały określić najlepsze punkty do ładowania i to, jak ma się rozwijać transport w najbliższej przyszłości – komentuje Agata Rzędowska. O dotacje na przygotowanie strategii gminy mogły występować w ramach projektu Gepard II, wpłynęło w sumie 240 wniosków na łączną kwotę 13 mln zł.

Strategie w oczekiwaniu na fundusze

Problemem jak zawsze są pieniądze. Samorządy wciąż nie wiedzą, kiedy i ile środków dostaną na elekromobilność. To kolejny powód opóźnień z wdrażaniem przepisów ustawy, na który wskazują eksperci. Projekt rozporządzenia do nowelizacji ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych (t.j. Dz.U. 2019 r poz. 1155 ze zm.) wprowadzającej Fundusz Niskoemisyjnego Transportu (ten został powołany blisko rok temu – 28 lipca 2018 r.) jest nadal w konsultacjach. Określa zasady udzielania wsparcia finansowego i rozliczania przekazanych środków. Są tam także maksymalne kwoty, na które mogą liczyć m.in. samorządy. Ale mimo braku tej wiedzy w JST pojawiły się pomysły, jak osiągnąć pułapy związane z niskoemisyjnością pojazdów.
Jednym z nich jest współdzielenie elektrycznej floty samochodowej z mieszkańcami. Idea carpoolingu polega na udostępnianiu przez właściciela jego samochodu innym użytkownikom. Po godzinach pracy urzędu z samochodu elektrycznego wchodzącego w skład miejskiej floty mogliby więc na przykład korzystać mieszkańcy lub turyści (PGE zacieśniło w ostatnim czasie współpracę z gminami turystycznymi, gdzie buduje stacje ładowania pojazdów elektrycznych). Tematem zainteresowana była m.in. spółka Tauron Magneta. O możliwość dofinansowania współdzielenia floty z JST dyskutowano w ramach konsultacji społecznych projektu rozporządzenia dotyczącego Funduszu Niskoemisyjnego Transportu. Z odpowiedzi opublikowanych na stronach Rządowego Centrum Legislacji w pierwszej połowie czerwca wynika jednak, że resort nie jest przychylny finansowaniu tego pomysłu. A szkoda, bo to innowacyjny pomysł na spełnienie wymogów 10-proc. udziału pojazdów niskoemisyjnych w miejskiej flocie. Zdaniem Bartosza Jakubowskiego z Klubu Jagiellońskiego wyzwaniem jednak byłoby to, jak gminy miałyby rozliczać się ze współdzielenia auta, skoro co do zasady nie mogą prowadzić działalności gospodarczej.
Jeszcze inną rozpatrywaną przez samorządy opcją jest leasing. Jedna z japońskich firm, która zajmuje się leasingiem pojazdów elektrycznych w sektorze publicznym, była zainteresowana współpracą z łódzkim samorządem, oferując przy tym montaż punktów ładowania pojazdów. Jeszcze w ubiegłym roku przedstawiciele Ministerstwa Energii wyjaśniali, że tytuł użytkowania pojazdów przez urzędy może być różny, a w tym: własność, leasing, wypożyczenie czy użyczenie.
Sposobem na spełnienie wymogów ustawy jest też odchudzenie miejskiej floty. Taki kierunek pozytywnie ocenia Bartosz Jakubowski. – Jeśli pieniędzy na samochody elektryczne nie będzie wiele, to samorząd postępujący racjonalnie, by osiągnąć 10 proc., być może kupi jeden pojazd nieskoemisyjny, a sprzeda 20 spalinowych – wyjaśnia ekspert. Według niego to właściwy kierunek zwłaszcza w miastach, w których urzędnicy mogą korzystać z komunikacji miejskiej. Z tej opcji już korzysta warszawski Zarząd Dróg Miejskich – właśnie sprzedaje 10 samochodów spalinowych. To pojazdy wykorzystywane do tej pory m.in. przez kontrolerów płatnej strefy parkowania, inspektorów nadzoru i pracowników, którzy pracowali w terenie. ZDM pisze wprost, że pozbywa się starych samochodów w związku z koniecznością spełnienia wymogów ustawy o elektromobilności. I jak zaznacza, obecnie ma osiem pojazdów o napędzie elektrycznym, w tym jeden dostawczy, a w tym roku planuje zakup kolejnych.