Co trzeci polski student po stażu jest z niego niezadowolony. Co drugi boi się, że nie znajdzie pracy po zakończeniu nauki. Dla przykładu w USA na praktyce można zarobić 7 tys. dol. Nie ma mowy o frycowym i zawodzie wiecznego stażysty, który powoli rodzi się w Polsce.

Pani Zosia – czarna, bez cukru. Pani Genia – czarna, z cukrem. Pan Waldek – z mleczkiem... Zapamiętać, kto jaką kawę ma dostać na biurko, to najważniejsze zadanie, jakie staje przed Krzysztofem – stażystą, który został bohaterem kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz”.

Jego inne obowiązki to: kserowanie dokumentów i podłączanie kabli pod biurkiem kierowniczki, której nagła awaria przeszkodziła w układaniu pasjansa. Filmy przygotowane przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami są ironiczne. Zabawne. Rzeczywistość jest jednak mniej śmieszna. Bo tak wygląda większość staży zawodowych.

Anna, 28 lat, dziś w korporacji, wspomina staż w urzędzie: „Było miło, pracownicy chętnie odpowiadali na pytania, ale większość czasu po prostu siedziałam przed komputerem. Zaczęłam tam pisać pracę magisterską” – mówi.

Rafał, wciąż student: „Jestem po dwóch stażach. W ośrodku badawczym naprawdę kserowałem tony dokumentów. Za to w prywatnej firmie księgowej wyręczali się mną pracownicy – nie miałem planu praktyk, więc co sprytniejsi po prostu zlecali mi swoją robotę. Nie było w tym żadnej spójnej myśli. Była za to pieczątka pod dziennikiem praktyk wymagana przez uczelnię” – wspomina.

– Staże zawodowe są często niepraktyczne i źle prowadzone. Z drugiej strony badania pokazują, że 80 proc. przedsiębiorców ma problem ze znalezieniem pracownika o odpowiednich kompetencjach – mówi Paulina Zaręba z PSZK. – Przy czym wcale nie chodzi tu o twarde umiejętności konieczne przy wykonywaniu danego rodzaju pracy, a wręcz przeciwnie – o umiejętności miękkie, takie jak praca w grupie czy klarowne przekazywanie myśli. Czyli wszystko, czego można nauczyć się podczas dobrego stażu. Co ciekawe, pracodawcy często narzekają na to, że absolwenci znają jedynie teorię. Studenci praktyki na kiepskim stażu jednak nie nabywają.

Z badań PSZK wynika, że 34 proc. studentów ocenia, że programy uczelni, w tym praktyk, nie przygotowują do podjęcia pierwszej pracy. Jednocześnie połowa ankietowanych boi się, że kiedy skończy naukę, nie znajdzie zajęcia. Nic dziwnego – bezrobotnych absolwentów uczelni jest już 120 tys.

O ile w USA staże są dobrze pomyślane i godnie opłacane, o tyle Europa ma wiele do nadrobienia. Z praktyki zawodowej, którą odbył w firmie, nie jest zadowolony co trzeci Europejczyk. Choć jak przekonuje dr Łukasz Sienkiewicz, ekspert ds. polskiego rynku pracy w Europejskim Obserwatorium Zatrudnienia Komisji Europejskiej, nie wolno traktować tak samo wszystkich krajów. – W Danii i Niemczech okresy nauki przeplatają się z praktyką w firmach. W systemie dualnym uczeń część tygodnia przebywa w szkole, a część w przedsiębiorstwie. Taka praktyka daje doskonałe rezultaty, ale wymaga silnej partycypacji pracodawców – ocenia. Jak jest za oceanem? – System amerykański nie jest scentralizowany, jakością staży i perspektywą zatrudnienia po nich zajmują się przedsiębiorstwa. Firmy konkurują tam między sobą, żeby talenty jak najszybciej wyłowić z rynku. Praktyki to ten moment, kiedy można dostrzec zdolnego pracownika, zanim ten się zorientuje, ile jest wart na rynku – opowiada.

Jak walka o studenta wygląda w praktyce, widać po zestawieniach amerykańskich serwisów rekrutacyjnych. Wśród 25 firm oferujących najlepsze staże stawki dla studentów zaczynają się od 3,5 tys. dol. za miesiąc w bankach inwestycyjnych i 4,5 tys. dol. w firmach informatycznych.