Każdy z nas jest straszony mitycznym administratorem, który widzi wszystko, co robimy na komputerze. Poznajcie go. Oto Rik Ferguson, dyrektor ds. badań nad bezpieczeństwem i komunikacji na Europę, Bliski Wschód i Afrykę w firmie Trend Micro
Nasi szefowie coraz częściej podglądają nasze e-maile w trosce o to, byśmy nie wynosili z firm poufnych informacji. Jak to działa?
Firmy coraz częściej inwestują w oprogramowanie DLP (Data Loss Prevention, ochrona przed wyciekami informacji – red.), które wystarczy odpowiednio skonfigurować. Są trzy metody walki z wyciekami. Najprostsza to wyszukiwanie konkretnych fraz w e-mailach. Filtruje się wiadomości po kątem słów typu „poufne”, „do użytku wewnętrznego” czy „między nami mówiąc”. Taką listę najłatwiej skonfigurować, ale jest ona najbardziej zawodna. Programy typują mnóstwo fałszywych wskazań, bo przecież tego typu terminów możemy używać w codziennej, niewinnej komunikacji z klientami czy kolegami z pracy. Najprostsze programy nie są w stanie ocenić kontekstu.