Autopromocja

Odporni na hipnozę, czyli czemu nie wierzymy w program Chajzera

Filip Chajzer
Filip ChajzerNewspix / Michal Piesciuk
24 marca 2018

By wystąpić w reality show, nie trzeba dziś niczego potrafić. Nie trzeba mieć talentu ani wiedzy. Dlaczego ludzie decydują się na występ przed kamerami i publiczne ośmieszenie? Jedni mówią, że to zabawa, inni traktują to jako nowe wyzwanie. A chwilowa sława ma być wyłącznie „miłym dodatkiem”.

Do niedawna z telewizyjną hipnozą kojarzył się prawie tylko Anatolij Kaszpirowski. Charakterystycznym „Adin, dwa, tri” zaczynał się każdy odcinek programu nadawanego w Polsce począwszy od 1989 r. Według szacunków OBOP aż 76 proc. Polaków deklarowało, że oglądało albo chociaż słyszało o „Teleklinice doktora Anatolija Kaszpirowskiego”, którą telewizyjna Dwójka emitowała aż trzy lata. Pochodzący z Ukrainy hipnotyzer do dziś na swojej stronie internetowej chwali się popularnością w Polsce i spotkaniami z polskimi naukowcami, wystąpieniami w kościołach oraz wielkim seansem zorganizowanym w 1990 r. w warszawskiej Sali Kongresowej. To wtedy również polscy widzowie zdecydowali, że Kaszpirowskiemu należy się Wiktor – nagroda przyznawana osobowościom telewizyjnym.

Po 26 latach hipnoza powraca w nowej telewizyjnej odsłonie. A prowadzący Filip Chajzer również ma na koncie Wiktora, którego zdobył w 2013 r. w kategorii Odkrycie Roku. O ile jednak Kaszpirowskiego wspomina się z sentymentem, o tyle pierwszy odcinek programu „Hipnoza” w stacji TVN spotkał się z ostrą krytyką widzów i internautów.

Autopromocja
381298mega.png
vAT KOMENTARZ.png
380777mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png