Brakuje szczepionek przeciw HPV – to kolejne zawirowania na rynku wakcyn. Mamy też kłopot z preparatami chroniącymi przed odrą, gruźlicą i WZW.
Liczba nowych przypadków wirusowego zapalenia wątroby typu A / DGP
Reklama
Rodzice 15-letniej Basi chcieli zaszczepić ją przeciw wirusowi brodawczaka ludzkiego. Mieli receptę, okazało się jednak, że preparatu nie ma ani w aptekach, ani w hurtowniach w całej Warszawie. Przyczyna? Kłopoty z produkcją ma producent – najwcześniej wakcyna będzie pod koniec roku lub dopiero w 2020 r.
Szczepienia mają zabezpieczyć dziewczęta przed rakiem szyjki macicy, za który odpowiedzialny jest właśnie wirus HPV. Powszechna wakcynacja mogłaby wyeliminować ten nowotwór, a przynajmniej znacząco zmniejszyć liczbę nowych przypadków. W Polsce to nieobowiązkowa procedura. To oznacza, że trzeba ją sfinansować na własną rękę, a ponieważ kosztuje ok. 1 tys. zł, niewiele osób się na to decyduje.

Reklama
Szczepienie znalazło się na liście priorytetów przygotowanej przez Pediatryczny Zespół ds. Programu Szczepień Ochronnych działającego przy ministrze zdrowia. Resort rozważał też wprowadzenie HPV do obowiązkowego kalendarza. Ostatecznie jednak ministerstwo pomysł zarzuciło. Zawirowania na rynku farmaceutycznym były jednym z czynników, które wpłynęły na decyzję. – Dostrzegamy braki w dostępności do preparatów, które są zasysane przez zagraniczne rynki. Nie możemy w związku z tym wziąć na siebie ryzyka, że wprowadzimy szczepienie jako obowiązkowe, a produktu nie będzie – mówi jeden z naszych rozmówców z resortu zdrowia.
Wszystko pozostaje więc w rękach samorządów, które coraz chętniej decydują się na finansowanie preparatów dla swoich mieszkańców. Takie plany ma m.in. Świnoujście, które w marcu tego roku przyjęło „Program profilaktyki zakażeń wirusem brodawczaka ludzkiego”, do czego skłoniły je rekomendacje światowych i polskich towarzystw medycznych. Kłopot polega na tym, że choć minęło już kilka miesięcy, to nadal nie wiadomo, czy w tym roku zostanie ogłoszony przetarg na jego wykonanie. Powód? Brak preparatów. Jak tłumaczą urzędnicy, nie ma sensu robić nadziei mieszkańcom, jeżeli nie ma pewności, czy uda się zakupić szczepionki. Między innymi dlatego program został rozpisany na dwa lata – tak, aby można było rozpocząć z opóźnieniem. Bo o możliwych kłopotach było już wiadomo wcześniej.
Zainteresowanie ochroną przed HPV wymiotło preparaty z hurtowni
Pod znakiem zapytania stanęła też realizacja programów podjętych przez inne miasta w Polsce, a na pewno terminy ich uruchomienia. Jesienią tego roku ze szczepieniami dla 12-latków chciała wystartować Warszawa. – Na razie nie wycofujemy się z programu. Planujemy ogłoszenie konkursu na realizację szczepień. To od przychodni będzie zależało, jakich firm preparaty będą kupować – tłumaczy Katarzyna Pienkowska z warszawskiego ratusza. I dodaje, że jeśli wakcyny pojawią się na rynku z opóźnieniem, to pierwsze szczepienia przesuną się w czasie.
Niektóre samorządy, które program profilaktyki w zakresie HPV podjęły z wyprzedzeniem, opowiadają nam, że przewidywały taką sytuację i zrobiły odpowiedni zapas. A to oznacza, że rodzice mogą być spokojni o to, że dzieci, które przyjęły jedną dawkę szczepienia, otrzymają kolejną. – Wiedzieliśmy już wcześniej, że będą na rynku problemy z dotychczas używanym specyfikiem. Dlatego zabezpieczone zostały większe środki finansowe i przeprowadzono odpowiednio wcześniej postępowanie przetargowe. Obecnie szczepienia odbywają się na bieżąco – zapewnia Aleksandra Mazur, kierownik referatu profilaktyki zdrowotnej w UM Opole.
Skąd problem? Producentów szczepionek przeciw HPV jest dwóch – MSD Polska i GSK. Pierwsza, która jest liderem na tym rynku, przyznaje, że obecnie występuje w naszym kraju problem czasowego zmniejszenia dostępności wakcyny Gardasil-9.
– To efekt gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na preparat przeciwko HPV na świecie i zwiększenie liczby narodowych programów profilaktycznych, gdzie zabezpieczenie przed HPV jest szczepieniem populacyjnym, obowiązkowym. Podjęliśmy już działania mające na celu uregulowanie sytuacji oraz wdrożenie inwestycji, aby zwiększyć dostępność. Proces produkcji jest skomplikowany i czasochłonny, stąd na efekty trzeba będzie jeszcze poczekać – informuje Marcin Bodio z MSD Polska.
Hurtownie przyznają, że zostały o sprawie powiadomione i preparat pojawi się najwcześniej na koniec roku. – Problem w tym, że jednocześnie skończył się specyfik starszej generacji dostarczany również przez firmę MSD Polska. Okazuje się, że spółka wycofała się już z jego produkcji.
Brakuje także szczepionek wyrabianych przez brytyjski koncern farmaceutyczny GSK. Ale w tym przypadku otrzymaliśmy zapewnienie od producenta, że dostawy zostaną uruchomione jeszcze w czerwcu – mówi Aneta Wilczyńska z Polypharm.
GSK, widząc, co się dzieje, zdecydował się przyśpieszyć dostawy. Jak dowiedział się DGP, do Polski przyjechało już kilka tysięcy opakowań wytwarzanego przez niego Cervarixu. Obecnie przechodzi kontrolę w PZH. To oznacza, że preparat może niebawem pojawić się w sprzedaży. Zdaniem ekspertów zniknie jednak z rynku w kilka dni. Dlatego nie przyśpieszy realizacji nowych programów profilaktycznych w zakresie HPV. Do tego kluczowe jest pojawienie się na rynku szczepionki wytwarzanej przez MSD.
Na horyzoncie pojawia się kolejny problem – jak się dowiedział DGP, są miejsca, gdzie brakuje wakcyny chroniącej przed WZW typu A. – Chodzi o preparat zabezpieczający przed WZW typu A dla dzieci. Po tym, jak wzrosło zagrożenie chorobą, zwiększył się popyt na wakcynację. Kilka dni temu koncern GSK rzucił preparat na rynek. Rozszedł się jednak niemal w ciągu jednego dnia. Dzwoniły do nas firmy, że zamówiły 50 sztuk szczepionki, a otrzymały tylko cztery i proszą o więcej. My jednak jej już nie mamy, a następna partia jest przewidziana dopiero w IV kwartale tego roku – zapowiada Aneta Wilczyńska.
Sprawa jest poważna: w ostatnich latach wystąpił gwałtowny wzrost zachorowań. W 2017 r. odnotowano na terenie naszego kraju 3027 przypadków, czyli ponad 80-krotnie więcej w porównaniu z rokiem 2016, kiedy stwierdzono 35 przypadków. I choć w kolejnym roku nastąpił spadek, nadal jest ich bardzo dużo, bo ok. 1,5 tys.