Zacznijmy od tego, że nie będziecie mogli zatankować go ze zwykłego dystrybutora. Apple stworzy własny, innowacyjny otwór wlewu paliwa. Do jego obsługi trzeba będzie używać specjalnej licencjonowanej przejściówki, kosztującej coś koło biliarda dolarów. Jeżeli zdecydujecie się na podróbkę z Chin, to w najlepszym razie wylejecie sobie na spodnie kilka litrów benzyny. A w najgorszym wylecicie w powietrze razem z autem i całą stacją.

Gdy wysiądzie wam akumulator, w serwisie Apple’a usłyszycie, że gwarancja tego nie obejmuje, jest to nienaprawialne i że całe auto należy wymienić na nowe. Jeśli natomiast kamień uszkodzi przednią szybę, zaproponuje się wam jej wymianę za 80 proc. wartości całego pojazdu. Auto dostępne będzie w dwóch wersjach: zwykłej i powiększonej, która będzie giętka jak Alina Kabajewa. Pewnego dnia po prostu pęknie na pół, a w serwisie usłyszycie, że „to normalne, ten model tak ma”. Za sterowanie klimatyzacją, szybami, skrzynią biegów, wycieraczkami, światłami, radiem, nawigacją etc. odpowiadały będą dedykowane, licencjonowane aplikacje. Za każdym razem, gdy zechcecie się schłodzić albo wrzucić piątkę, z waszej karty kredytowej będzie znikało 2,99 dol. Być może dostępne będą także bezpłatne wersje programów, ale gdy tylko je uruchomicie, samochód automatycznie będzie zjeżdżał na pobocze, zatrzymywał się, drzwi zostaną zablokowane i zostaniecie zmuszeni do obejrzenia półgodzinnego bloku reklamowego. Co roku we wrześniu na rynku pojawiał się będzie zupełnie nowy model, przy czym „zupełnie” oznacza w tym wypadku rozszerzenie gamy dostępnych kolorów. Z trzech do czterech. Każdy z nich będzie się bardzo szybko rysował, ale ludzie z Apple’a znajdą na to sposób – zaproponują, abyście założyli na auto dedykowany, licencjonowany pokrowiec z silikonu za jedyny biliard dolarów. Innymi słowy, zaproponują, abyście jeździli prezerwatywą na kołach.

Lexus RC 200t

Lexus RC 200t

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Pozwólcie, że zostawię was z tymi przemyśleniami i natychmiast przejdę do lexusa RC 200t. Samochodu zaprojektowanego z taką finezją, lekkością i tak nieszablonowego, że zasługuje na własne, oddzielne pomieszczenie w muzeum wzornictwa Triennale w Mediolanie. Bardzo rzadko w tym miejscu piszę o tym, jak auto wygląda, uznając, że sami potraficie to ocenić – wystarczy, że spojrzycie na jego zdjęcie. Dzięki temu oszczędzam sporo słów, które następnie mogę przeznaczyć na ubliżanie Fiatowi i ekologom albo okazywanie, jaką szowinistyczną świnią jestem. Ale nie tym razem. Bo urody lexusa RC nie można oceniać po samych zdjęciach. Jest trochę jak kanion Kolorado – na fotografiach to po prostu dziura w ziemi. Dopiero zobaczenie go na żywo pozwala wykrzyknąć: „Wow!”.

Piszę o tym nie bez przyczyny. Bo ten rodzaj samochodu, czyli coupe, kupują zazwyczaj ludzie, dla których najważniejszą rzeczą w samochodzie jest wygląd. Chcą się w nim czuć jak w garniturze od Bossa, jak w sukience Louisa Vuittona, jak z zegarkiem Omegi na nadgarstku. Potrzebują auta do patrzenia, szukają motoryzacyjnego odpowiednika Keiry Knightley.

Oczywiście pełnokrwiści dziennikarze motoryzacyjni będą próbowali wmówić wam, że to samochód sportowy i powinien przede wszystkim agresywnie się prowadzić, mieć mocarny silnik i być w stanie w ułamku sekundy zamienić opony w chmurę dymu. Ale to bzdura. Spójrzcie tylko na bmw serii 4, mercedesy C coupe czy audi A5 jeżdżące po drogach – większość z nich ma pod maskami dwulitrowe diesle lub benzyniaki. Takie jak RC 200t. Tu macie do dyspozycji zupełnie wystarczające 245 koni, 7,5 sekundy do setki i maksymalne 230 km/h. A do tego wszystko to, co znacie z innych lexusów: świetne wyciszenie, bardzo wysoki komfort i wykończenie na najwyższym poziomie. Oczywiście to samo są w stanie zaoferować wam Niemcy. Ale ich auta nie sprawią, że zaczniecie poważnie rozważać budowę szklanego garażu, i to bezpośrednio przylegającego do waszej sypialni.