Setki odwołanych lotów, tysiące wściekłych pasażerów. Irlandzki Ryanair ma kłopoty, które tłumaczy przejściowym brakiem pilotów. Najwyraźniej stał się ofiarą własnego sukcesu.
Micheal O’Leary, prezes irlandzkich linii Ryanair, usilnie walczy o to, żeby o nim i jego firmie było głośno. Na konferencje prasowe w Polsce przychodzi czasem w biało-czerwonych perukach, wdziewa koszulki w naszych barwach narodowych, pozuje z wielkim modelem samolotu. Jest też liderem w zgłaszaniu ekscentrycznych pomysłów, np. „stojących” miejsc, które pozwoliłyby zabrać na pokład więcej pasażerów. Dość skutecznie udało mu się urzeczywistnić ideę biletów za złotówkę czy 1 euro. Ale tym razem rozgłosu wolałby chyba uniknąć.
O’Leary do tej pory efektywnie zarządzał firmą. Stała się ona hegemonem wśród tanich linii lotniczych. Rocznie przewozi ponad 100 mln pasażerów. Co roku zwiększa zyski. Od kwietnia 2016 do marca 2017 r. linia zarobiła 1,32 mld euro. Mimo to Ryanair stał się niedawno negatywnym bohaterem mediów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.