System podatków lokalnych trzeba zmienić. Coraz częściej mówią tak i samorządowcy, i eksperci. Oczywiście w roli głównej występuje podatek od nieruchomości oraz problem, co jest budowlą, a co nie. Często chodzi tu o bardzo duże pieniądze, wręcz o opłacalność jakiejś branży, a także znaczne wpływy do samorządowej kasy. I resort finansów zapewnia nas, że nad kwestią definicji budowli pracuje.

Jednak otwiera się już kolejny front podatkowej walki - opłaty miejscowe i uzdrowiskowe. Wczasowicze i turyści, wspomagani przez proekologiczne organizacje, coraz częściej nie chcą płacić taksy popularnie zwanej klimatyczną, bo zależnej m.in. od czystości powietrza w danym miejscu. Wyroki dotyczące opłat w Wiśle i Zakopanem pokazują, że mają szanse na wygraną. Jeśli dalsze rozstrzygnięcia sądów będą podobne, to ten rodzaj opłat może praktycznie zniknąć. Bo ze względu na przyjęty w Polsce sposób ustalania jakości powietrza, czyli w skali województwa, w prawie całym kraju wskaźniki są przekroczone.

W takiej sytuacji nie pomagają lokalne starania – wymiana pieców czy ograniczenia ruchu pojazdów. O wyniku pomiarów przesądzają inne miejscowości, odległe nieraz o ponad 100 km, gdzie się nic nie robi albo mieszczą się tam zakłady przemysłowe silnie zanieczyszczające środowisko. Czy wobec tego uzdrowiska i gminy żyjące z turystyki są skazane na utratę dochodów z opłat miejscowych? Niekoniecznie. Samorządowcy z tych miejscowości już proponują wprowadzenie opłaty turystycznej niezależnej od poziomu zapylenia. Wspierają ich eksperci tłumaczący, że do kurortów turystycznych przyjeżdża się nie tylko po powietrze, a utrzymanie potrzebnej turystom infrastruktury kosztuje. Ministerstwo, jak wynika z odpowiedzi, którą dostaliśmy, tym się nie zajmuje. Szkoda. Zwłaszcza że, jak wynika z infografiki przedstawionej na sąsiednich stronach, w kwestii ściągania haraczy z turystów nasze samorządy są i tak daleko w tyle za wiodącymi w tym zakresie krajami Unii Europejskiej.