Firmy prywatne boją się kryzysu. Z zapowiedzi wynika, że raczej będą zwalniać, niż przyjmować. Wiele wskazuje bowiem, że popyt na towary i usługi będzie się zmniejszał, a do prywatnego przedsiębiorstwa nikt dopłacał nie będzie. To logiczne. Ta logika nie dotyczy urzędów.
Biurokracja kieruje się bowiem zupełnie innymi zasadami, bo podatników do płacenia większych danin na państwo można zmusić, a konsumentów do zwiększonych zakupów nijak się nie da. Więc nawet urzędy, których przydatność dawno już stanęła pod znakiem zapytania, mnożą dla siebie zadania. Więcej zadań to przecież więcej etatów, zleceń. Czysty zysk, nawet przy zamrożonych pensjach.
Coraz mniej da się uzasadnić dalsze utrzymywanie Agencji Rynku Rolnego, w całym kraju zatrudniającej ponad 1,4 tys. osób. Kiedyś skupowała nadwyżki, na przykład zboża czy mięsa. Kiedy prywatne elewatory ziarna nie potrzebowały, albo – zdaniem rolników – płaciły za mało, zadaniem ARR było skupić i zapłacić więcej. Odkąd jednak weszliśmy do Unii i ceny surowców rolnych poszybowały, interwencja zamarła. Żaden rolnik nie będzie czekał do jesieni, żeby sprzedać pszenicę agencji po 105 euro (cenę interwencyjną wyznacza Bruksela), jeśli jej ceny rynkowe są dużo wyższe.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.