Gdyby o Apeiron Synthesis ktoś miał kiedyś nakręcić film, zatytułowałby go „Jak zarobić na nauce w Polsce i nie zwariować”. Film jednak zakończyłby się happy endem, ponieważ wrocławska firma jest na najlepszej drodze do zostania czwartą siłą na świecie w swojej branży.
Jedna z pierwszych scen rozgrywałaby się w Warszawie w 2008 r., kiedy Michał Bieniek – świeżo upieczony doktor chemii – opuszcza gmach jednej z nobliwych, stołecznych instytucji akademickich. Zrezygnowany kilkutygodniowym odbijaniem się od drzwi do drzwi z obawą patrzy w przyszłość. Nikt nie chce przyjąć pod własne skrzydła technologicznego start-upu. Na drodze stoi głównie biurokracja. Bieniek nie ma laboratorium, produktu ani wystarczających środków prowadzenia biznesu na własną rękę. Ma tylko know-how. Przyszłość młodej firmy rysuje się w ciemnych barwach.
Szybki fast forward i sześć lat później Apeiron jest u progu globalnego sukcesu. Przed nim realna perspektywa zostania czwartym graczem na egzotycznym rynku chemicznych katalizatorów. Obecnie liczą się na nim tylko trzy firmy na świecie.