Podczas dwudniowej wizyty w Niemczech prezydent Andrzej Duda spotkał się z prezydentem Steinmeierem i kanclerz Merkel.
Prezydent Andrzej Duda przyjechał z dwudniową wizytą. W poniedziałek wieczorem odwiedził siedzibę niemieckiego oddziału Toruńskich Zakładów Materiałów Opatrunkowych, podkreślając tym samym, że nie tylko biznes zza Odry inwestuje w Polsce, ale i nasze firmy potrafią z powodzeniem działać na tamtejszym rynku. TZMO posiadają siedzibę i kompleks magazynów w Biesenthal niedaleko Berlina. Firma zatrudnia tam 140 osób. Podczas drugiego dnia wizyty prezydent Duda spotkał się z głównymi przedstawicielami życia politycznego w Niemczech.
W rozmowie z prezydentem Frankiem-Walterem Steinmeierem i kanclerz Angelą Merkel polski prezydent podjął m.in. temat gazociągu Nord Stream 2 i zaangażowania się Berlina w regionalną inicjatywę Trójmorza, której Polska jest głównym motorem napędowym. Duda w trakcie wspólnej konferencji prezydentów skrytykował powstający przy dużym udziale niemieckich koncernów gazociąg, którym do zachodniej Europy popłynie rosyjski gaz. Stwierdził, że nasze państwa mają rozbieżne stanowiska dotyczące projektu, i dodał, że inwestycja nie powinna mieć miejsca, ponieważ zaburzy stosunki energetyczne na kontynencie.
Reklama
Prezydenci porozumieli się natomiast co do udziału naszego zachodniego sąsiada w inicjatywie Trójmorza. Steinmeier wyraził wdzięczność z powodu zaproszenia jego kraju do projektu i zapewnił, że Niemcy skorzystają z możliwości dołączenia do Trójmorza w roli państwa partnerskiego. Wzmacnia to platformę, która ma koordynować wielopłaszczyznową współpracę państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Słowa prezydenta cementują zwrot Niemiec w podejściu do firmowanego przez Polskę projektu. Z początku Berlin odnosił się do inicjatywy z dużą rezerwą, dopatrując się w niej próby zbudowania frontu przeciwko krajom Europy Zachodniej. Podczas konferencji zaznaczono, że prezydenci nie poruszyli tematu reparacji.
Wizyta prezydenta Dudy pomimo braku porozumienia przedstawicieli obu państw w sprawie gazociągu Nord Stream 2 jest kolejnym etapem normalizacji stosunków, które wyraźnie ochłodziły się po objęciu władzy w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość w październiku 2015 r. Politycy PiS, przejmując kontrolę nad polityką zagraniczną kraju, szybko i skutecznie zerwali ze status quo, który w relacjach Polski i Niemiec panował przez osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej. W tym czasie o wzajemne relacje dbali nadający na tych samych falach kanclerz Angela Merkel i ówczesny polski premier Donald Tusk. Również kierowana przez Radosława Sikorskiego dyplomacja ustawiła Berlin za główny punkt odniesienia polskiej polityki zagranicznej. Sikorski wygłosił w 2011 r. w Berlinie słynne przemówienie „Polska i przyszłość Europy”, w którym przekonywał, że mniej boi się silnych Niemiec niż ich bezczynności, i namawiał sąsiada do zaangażowania się w ratowanie strefy euro trawionej przez kryzys finansowy. Już wtedy posłowie PiS pozostawali bardzo krytyczni wobec euforycznych tonów dominujących w relacjach polsko-niemieckich za rządów PO. Za berlińskie przemówienie Sikorskiego politycy Prawa i Sprawiedliwości chcieli nawet ministra odwołać, a Jarosław Kaczyński w wypowiedziach medialnych groził mu postawieniem przed Trybunałem Stanu.

Reklama
Gdy w 2015 r. stery polskiej polityki zagranicznej przejął PiS, w dialogu sąsiedzkim musiało dojść do zmian. Szybko zaczęły wychodzić rozbieżne stanowiska. Lata 2015 i 2016 były szczytem kryzysu migracyjnego, w czasie którego Niemcy przyjęły ponad milion uchodźców i migrantów. Zaskoczone skalą migracji zaczęły zabiegać o znalezienie rozwiązania problemu na poziomie unijnym. Główną propozycją Berlina był kwotowy rozdział uchodźców do państw unijnych.
Temu rozwiązaniu od początku sprzeciwiał się rząd PiS, który poparcie znalazł w krajach Grupy Wyszehradzkiej. W krytykę zachodniego sąsiada polscy politycy zaczęli wikłać kontrolowane przez nich media publiczne. W szczególności w programach TVP zaczął dominować jego negatywny obraz. Tymczasem niemieckie media zaczęły bacznie przyglądać się sytuacji wewnętrznej w Polsce i donosić o kontrowersyjnych reformach firmowanych przez PiS, które interpretowano najczęściej jako próbę rozmontowania w Polsce państwa prawa. Sytuacje wzajemnych relacji skomplikowały się jeszcze mocniej, gdy politycy PiS z namaszczeniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego zaczęli głośno domagać się reparacji wojennych. W okresie pierwszych dwóch lat rządów PiS w Polsce o podtrzymanie dobrych relacji najbardziej zabiegał właśnie prezydent Duda.
W porównaniu z latami 2016 i 2017 obecnie relacje polsko-niemieckie wydają się poprawiać. Oficjalnych wizyt i spotkań polityków różnego szczebla nie brakuje. Rozmawiają ze sobą nie tylko prezydenci obu państw, których wczorajsze spotkanie w Berlinie było już czwartym w tym roku. Premier Morawiecki chętnie rozmawia z kanclerz Angelą Merkel, a wspólny język znaleźli także szefowie dyplomacji Jacek Czaputowicz i Heiko Maas.
Relacjom politycznym pomaga też gospodarka. Prezydent Duda zaznaczył podczas wczorajszej konferencji w Berlinie, że w zeszłym roku padł kolejny rekord – wymiana handlowa obu państw osiągnęła wartość 110 mld euro. Również sprawy migracyjne nie dzielą już, tak jak dwa lata temu, bo i rząd niemiecki mocno zweryfikował swoje stanowisko. Choć oficjalnie wciąż mówi o kwotowym rozdziale uchodźców, to w praktyce pogodził się, że w UE nie uda się przekonać do tego pomysłu wszystkich państw, w tym Polski.