W 2018 r. możemy się spodziewać wyższych rachunków za ciepło, prąd i gaz. Maciej Bando, prezes Urzędu Regulacji Energetyki, w rozmowie z DGP przyznaje, że regulator przychyli się do wniosków wytwórców. – Moja polityka nie zakłada radykalnych podwyżek – powiedział nam Maciej Bando, prezes Urzędu Regulacji Energetyki, dodając, że na rachunku zobaczymy maksymalnie kilka złotych więcej miesięcznie.
To wszystko zależy od złożonych wniosków taryfowych.
W pani pytaniu mamy odpowiedź – można się spodziewać podwyżek, bo są tu koszty uzasadnione i nie ma możliwości zamknięcia na nie oczu. Należy się jednak zastanowić, dlaczego tak się dzieje. Może to koncentracja przemysłu wydobywczego? Może to zaniedbania inwestycyjne?
Owszem, ale to także dlatego, że ciepłownictwo jest bardzo silnie rozczłonkowane: przedsiębiorstwa są małe i jest ich dużo (w Polsce ok. 400 – przyp. red.). Stąd ich izby czy towarzystwa to taki rodzaj megafonów, przez które powinny mówić. Rozbite podmioty są słabe. Jeżeli stanęłyby w jednym szeregu i przedstawiły w sposób zdecydowany wspólne zdanie, to okazałoby się, że te sześć milionów ton węgla potrzebnych ciepłownictwu jednak coś znaczy.
Trzeba pamiętać, że cena paliwa nie przekłada się bezpośrednio na rachunek dla odbiorcy końcowego, więc tutaj każda taryfa jest inna. Ale podwyżki będą raczej jednocyfrowe, poniżej 10 proc. Nie chcemy skokowych zwyżek cen, a raczej budowania ścieżki stopniowej zmiany.
Mnie bardziej interesowałaby ta nieregulowana (m.in. dla przemysłu – przyp. red.), bo to mogłoby być naprawdę ciekawe. Jeśli chodzi o energię elektryczną, to – szczerze mówiąc – nie wiem jeszcze, jak będzie to wyglądało. Z jednej strony mamy koszty czystej energii, z drugiej – koszty dystrybucji. Trzeba będzie wyliczyć opłatę za źródła zielone czy rynek mocy, więc dziś chyba trochę za wcześnie na prognozy.
Nie wyobrażam sobie dzisiaj, żebyśmy mogli rozmawiać o braku takiego mechanizmu. Musimy wprowadzić rynek mocy, bo inaczej ostatni zgasi światło. My nie mamy możliwości importu energii. A nawet gdyby było więcej linii transgranicznych, to i tak nie byłoby to możliwe. Taka sama sytuacja związana z deficytem mocy, a więc i deficytem energii, będzie w drugiej połowie lat 20. także w Niemczech, Czechach i na Słowacji. Więc skąd wtedy brać prąd? Trzeba rozmawiać i pokazać sektorowi energetycznemu, że jest potrzebny polskim odbiorcom. Szkoda tylko, że chcemy to pokazać tylko przedsiębiorstwom państwowym, które są w nadzorze właścicielskim tego samego ministra, który kształtuje to prawo (minister energii – przyp. red.).
To prawda.
Nawet jeśli nie do końca trafione, to niewiele odbiegają od rzeczywistości. Moim zdaniem są nieco zaniżone, ale niewiele.
Inaczej nie uda się tego zrobić. Pamiętajmy, że procentowo kilka złotych to naprawdę niewielki koszt, zbliżony – przepraszam za porównanie – do ceny jednego piwa. Musimy to wyraźnie powiedzieć. Emocjonalnie ten koszt jest odczuwalny, ale fizycznie nie aż tak. Oczywiście idealny świat byłby wtedy, gdyby nic nie drożało albo było nawet za darmo, ale to jest oczywiście utopia.
Boje, które toczę z gazownikami, przechodzą do legendy, bo raczej obniżamy stawki, a ci, którzy nie chcą się podporządkować, mają niezatwierdzone taryfy. Piłka jest jednak w grze. Zależy bowiem, o jakich gazownikach mówimy. Inaczej uzasadniają to sieciowcy, czyli PSG, a inaczej obrót detaliczny PGNiG. Argumentacje są skrajne. Jeśli słyszę od obrotu detalicznego, że punktem odniesienia dla ceny jest tu giełda, a na tej gazowej jest jeden sprzedający i jeden kupujący, na dodatek z tej samej grupy kapitałowej, to chyba coś się nie udało, bo doprowadziliśmy do absurdu opartego na obowiązującym prawie. Ale oczywiście wciąż rozmawiamy, bo teraz musimy brać pod uwagę kontrakty długoterminowe, których jest coraz więcej niż jeszcze na przykład cztery lata temu. Staramy się to wszystko rozważyć. A przedsiębiorstwa sieciowe? Oczywiście mówią, że potrzebują bardzo dużo pieniędzy na inwestycje, a ja się zastanawiam, czy aby na pewno wszystkie zaplanowane inwestycje są tak niezbędnie potrzebne i uzasadnione.
Trend będzie taki, że rachunek wzrośnie, ale myślę, że i w tym przypadku nie więcej niż o kilka złotych w skali miesiąca. Moja polityka nie zakłada radykalnych podwyżek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu