Zdyscyplinowanie lekarzy, wzmocnienie kadry o młodych bez specjalizacji i zachęty finansowe – to pomysły na walkę z deficytem medyków.
Brakuje głównie anestezjologów, ale też zakaźników czy pielęgniarek. W wielu szpitalach jeszcze przed koronawirusem było ich mało. Teraz odchodzą, ale coraz częściej są też na kwarantannie.
– W tej chwili największy problem jest z lekarzami od chorób zakaźnych. Wszyscy, którzy mogli być powołani do pracy, już są zmobilizowani. A mimo to na samym Śląsku zagrożone jest istnienie trzech z sześciu oddziałów chorób zakaźnych – mówił kilka dni temu w rozmowie z DGP dr hab. Jerzy Jaroszewicz, kierownik oddziału obserwacyjno-zakaźnego i hepatologii w Szpitalu Specjalistycznym nr 1 w Bytomiu. – Do leczenia pacjentów covidowych ściągamy więc lekarzy innych specjalizacji, w tym pulmonologów, kardiologów i internistów. Problem jest również z personelem pielęgniarskim – dodaje Jaroszewicz.