W I kwartale tego roku doszło do drastycznego wzrostu liczby ofiar śmiertelnych wypadków drogowych. O połowę wzrosła również liczba odebranych praw jazdy.
Wzrost liczby zabitych na drogach o jedną czwartą w I kw. 2019 r. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku to niejedyna niepokojąca informacja o bezpieczeństwie na drogach. W opublikowanym pod koniec zeszłego tygodnia unijnym raporcie można wyczytać, że w 2018 r. liczba ofiar śmiertelnych wypadków w UE nieco się zmniejszyła. W Polsce odwrotnie: wzrosła o 1 proc. w porównaniu z 2017 r. Autorzy analizy podkreślają też, że w przypadku całej Unii nie uda się spełnić założeń, by w ciągu dekady – do 2020 r. – liczba ofiar zmniejszyła się o połowę.
– Dane za ostatnie trzy miesiące powinny zaalarmować rządzących. Dobrze by było, aby działająca przy Ministerstwie Infrastruktury Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego natychmiast zbadała ten negatywny trend – mówi nam Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu Brd24.pl, który specjalizuje w problematyce bezpieczeństwa na drogach. I dodaje, że rządzący powinni postawić na bardziej radykalne działania, które ograniczyłyby liczbę ofiar śmiertelnych. – Administracja państwowa przez ostatnie lata nie podejmowała żadnych inicjatyw legislacyjnych czy nadzorczych, które wpływałyby na kierowców. A jeśli nic nie robimy, to stan się pogarsza. Po latach spadków wzrost liczby zabitych odnotowano w 2016 i 2018 r. Tak też może być w 2019 r. – przestrzega.
Reklama
Według niego o tym, że urzędnikom i posłom nie zależy zbytnio na poprawie bezpieczeństwa, świadczy np. debata poświęcona bezpieczeństwu na drogach, która odbyła się w Sejmie kilka dni temu. – Omawiano tam raport za 2017 r. Dyskusja odbywała się w taki sposób, jakby nie było pogorszenia statystyk w 2018 i na początku tego roku – mówi Zboralski. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk stwierdził, że urzędnicy nie mogą czuć satysfakcji ze swoich działań, ale jednocześnie nie przedstawił konkretnych propozycji, które wymusiłyby poprawę. Mówił głównie o kampaniach edukacyjnych, które prowadzi podległa mu Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Reklama
Sprawdzony sposób na prawo jazdy - ponad 2800 pytań, pełna baza na egzamin teoretyczny - płyta z testami już w poniedziałek 13 maja z Dziennikiem Gazetą Prawną
Sprawdź: https://www.gazetaprawna.pl/promocje3/prawo-jazdy-2019
Według Ilony Buttler z Instytutu Transportu Samochodowego w Polsce brakuje skoordynowanych działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa. Działająca przy resorcie infrastruktury rada ma czasem dobre pomysły, ale nie może ich wdrożyć, bo brakuje jej sprawnych mechanizmów. Eksperci podkreślają, że przydałaby się m.in. skuteczniejsza kontrola prędkości. Trzeba np. zwiększyć liczbę fotoradarów. Tymczasem pod koniec zeszłej kadencji posłowie odebrali je strażom miejskim i przez to ograniczyli ich liczbę. Do fotoradarów przylgnęła wówczas łatka maszynek do zarabiania pieniędzy. Tyle że ogromna większość z nich stała w miejscach, które naprawdę były niebezpieczne.
Zawsze sprawdzaj promile zanim wsiądziesz za kółko. Skorzystaj z naszego
prostego narzędzia >>>
Teraz fotoradary ma stawiać Inspekcja Transportu Drogowego, ale na razie jest ich niedużo. Na 100 km drogi przypada siedmiokrotnie mniej urządzeń niż w Wielkiej Brytanii. Zjednoczone Królestwo jest dobrym wzorem, bo jest ono najbezpieczniejszym pod tym względem państwem UE. Nad Tamizą w 2018 r. zginęło w wypadkach drogowych 28 osób na milion. Nad Wisłą 76 osób.
Duża część ekspertów twierdzi, że wzorem większości krajów Europy Zachodniej powinno się uprzywilejować pieszych już przed wejściem na przejście. To zmniejszy liczbę zabitych na pasach. Parlament był kilka lat temu bliski uchwalenia tych regulacji, ale przepadły one w Senacie.