Tak jak zwykłe auta nie jeździłyby bez ropy, tak samo elektryki nie ujadą daleko bez ogniw. Dlatego za kulisami premier kolejnych modeli samochodów z napędem elektrycznym odbywa się globalna rozgrywka o zasoby niezbędne do ich produkcji.
Mówi się, że jeśli ktoś kompletnie się nie zna na inwestowaniu, to powinien wzorować się na Warrenie Buffecie. Wyrocznia z Omahy udowodniła bowiem nieraz, że ma nosa do biznesowych trendów. Nie ma więc lepszego potwierdzenia dla tezy, że pieniądze kryją się w elektromobilności niż informacja, jakoby należący do miliardera holding Berkshire Hathaway zastanawiał się nad uruchomieniem produkcji litu – pierwiastka niezbędnego w wytwarzaniu ogniw litowo-jonowych, baków z paliwem dla samochodów elektrycznych. Jak parę dni temu podał „Financial Times”, miałby on być odzyskiwany z solanek, które napędzają turbiny należących do firmy geotermalnych elektrowni w Kalifornii. I chociaż na razie przedstawiciele Berksire Hathaway zaklinają się, że projekt jest na bardzo wczesnym etapie – liczenia kosztów i rozglądania się za finansowaniem, a także za partnerem w zbycie (podobno rozmawiano w tej sprawie z Teslą) – to można chyba uznać, że produkcja litu otrzymała „glejt Buffeta”: potwierdzenie, że nie jest to biznes patykiem po wodzie pisany.
Zainteresowanie miliardera produkcją litu jest następstwem rewolucji, która dokonuje się na naszych oczach.