Nie minęły dwa lata od kosztownej afery Dieselgate, a Volkswagen znów może mieć kłopoty. Niemieccy dziennikarze twierdzą, że największy producent aut na świecie wraz z innymi koncernami działał w zmowie na niekorzyść klientów.
„Der Spiegel” napisał kilka dni temu, że Volkswagen wraz z BMW i Daimlerem przez lata miały działać w zmowie. Ponad 200 osób spotykało się w grupach roboczych i omawiało wspólną strategię działania przeciwko konkurentom. Przedmiotem ustaleń miały być m.in. kwestie techniczne.
Producenci rzekomo ustalali między sobą np. rozmiar zbiorników na AdBlue, czyli roztwór wodny mocznika, dzięki któremu możliwe jest przekształcanie tlenków azotu w wodę. Im większy zbiornik, tym większe koszty – dlatego według niemieckiego tygodnika producenci umówili się, że będzie on mały. Oznaczało to jednak, że niemożliwe było skuteczne oczyszczanie spalin. Sprawą zajęła się już Komisja Europejska. – Na tym etapie nie udzielamy żadnego oficjalnego komentarza – mówi Tomasz Tonder, PR manager Volkswagena w Polsce.
Reklama
Kurs akcji Volkswagena od piątku, gdy pojawiła się informacja o możliwym kartelu, spadł o 6,2 proc. W przypadku BMW spadek wyniósł 4,6 proc., a Daimlera – 3,7 proc.
Za Volkswagenem ciągle jeszcze ciągną się kłopoty związane z Dieselgate. Skandal wybuchł we wrześniu 2015 r. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (Environmental Protection Agency, EPA) ujawniła wtedy, że oprogramowanie w samochodach firmy pokazywało zaniżoną emisję spalin. Inżynierowie producenta ustawili je tak, że kontrola strumienia zanieczyszczeń była włączona w czasie testów emisyjnych, a nie działała podczas zwykłej jazdy. Skutek: auta, takie jak Audi A3, Volkswagen Passat czy Beetle, uzyskiwały na drodze osiągi lepsze nawet o 40 proc. niż w trakcie testów. Właśnie to wzbudziło podejrzliwość urzędników EPA i spowodowało śledztwo. Początkowo myślano, że problem z oprogramowaniem dotyczy 600 tys. aut w Stanach Zjednoczonych, ale niemiecki koncern przyznał, że oprogramowanie, które oszukiwało na wynikach emisji, zainstalowano w 11 mln samochodów na całym świecie.
Prezes Volkswagena Martin Winterkorn podał się do dymisji. W ciągu 48 godzin od ujawnienia afery niemiecka firma straciła na giełdzie jedną trzecią swojej wartości. Przed jej wybuchem wartość rynkową grupy VW wyceniano na 160 mld euro.
Analitycy giełdowi początkowo prognozowali, że ze względu na solidną opinię, jaką cieszyła się niemiecka firma, w ciągu roku wróci ona do podobnego poziomu. Tak się jednak nie stało. Obecnie firma jest wyceniana na ok. 70 mld euro.
Volkswagenowi ciążą przede wszystkim koszty obsługi kar i odszkodowań. Na razie wyniosły one 24,4 mld euro. Producent aut zobowiązał się m.in., że odkupi od poszkodowanych kierowców wadliwe pojazdy. Trwa także wymiana złego oprogramowania.
Tomasz Tonder podkreśla, że akcja modyfikowania wadliwych samochodów przebiega „bez zakłóceń”. – Ponad 20 tys. klientów zapytanych dotychczas o obsługę i akcję aktualizacji oprogramowania wystawiło im średnią ocenę równą 1,5 w skali od 1 do 5, w której 1 jest oceną bardzo dobrą, a 5 niedostateczną. W sumie modyfikacje wykonano już w niemal 5 mln pojazdów – twierdzi.
Zwraca także uwagę na wdrażaną od zeszłego roku strategię Volkswagena „Together – Strategy 2025”. Dzięki niej koncern chce, by co czwarty wyprodukowany przez niego samochód był autem elektrycznym.
Po informacji o możliwym kartelu kurs akcji VW spadł o 6,2 proc.