– Wsparcie jest potrzebne, ale problemu zanieczyszczenia powietrza nie rozwiążemy, zasypując najbiedniejszych 100-procentowymi dotacjami – przekonują eksperci. I pytają: co później, gdy za jednorazowym wsparciem nie pójdą dodatkowe środki?
To tylko jedna z uwag do nowego rządowego programu termomodernizacji budynków „Smog Stop”. W ciągu najbliższych 9 lat do wydania będzie, według zapewnień rządu, ponad 30 mld zł.
Najpierw z krytyką spotkał się pomysł zawężenia pierwszej transzy pomocy do 23 miejscowości poniżej 100 tys. mieszkańców, co na starcie wykluczało pozostałe 10 większych miast wymienionych na niechlubnej liście Światowej Organizacji Zdrowia. Były to m.in. Rybnik, Zabrze czy Katowice.
Reklama
Piotr Woźny, pełnomocnik premiera ds. czystego powietrza, zapewniał jednak, że miasta te nie będą pozostawione same sobie. Podkreślał, że każde z nich ma swoją specyfikę (np. dostęp do sieci ciepłowniczej) i będzie wymagało indywidualnego podejścia. Zamiast jednego programu pilotażowego, w planach są więc umowy bilateralne zawierane bezpośrednio z samorządem – twierdzi Piotr Woźny.
Wciąż jednak, jak przekonują eksperci, oferowane wsparcie jest kierowane do bardzo wąskiej grupy. – Szacujemy, że tak hojne dotacje pozwolą na modernizacje ok. 3–4 tys. domów, co daje średnio około 120–150 inwestycji w każdej z 23 gmin, które obejmuje pilotaż – wyliczają przedstawiciele stowarzyszenia Więcej niż Energia. I dodają, że tak szczodre, ale wybiórcze finansowanie jest skrajnie nieefektywne.
Wątpliwości co do obecnego modelu finansowania mają też aktywiści Polskiego Alarmu Smogowego (PAS). Przekonują, że pomocy potrzebują nie tylko osoby zmagające się z ubóstwem energetycznym, bo takie gospodarstwa odpowiadają jedynie za ok. 10 proc. całkowitej emisji pyłu.
Andrzej Guła, prezes PAS, podkreśla, że ubóstwo energetyczne i ekonomiczne nie zawsze idą ze sobą w parze. Potwierdzają to ostatnie wnioski Instytutu Badań Strukturalnych. Wynika z nich, że na ok. 4,6 mln osób ubogich energetycznie ponad 2,1 mln ma kłopoty z opłaceniem rachunków za ogrzewanie, podczas gdy – trzymając się tylko kryterium dochodowego – nie są to osoby na tyle biedne, by korzystać z pomocy społecznej.
Jak udało się nam ustalić, rządzący nie wykluczają takich preferencji. Między resortem środowiska a finansów trwają bowiem rozmowy dotyczące ulg inwestycyjnych dla zamożniejszych. Niewykluczone są też ulgi w podatku dochodowym.