Pewien pisarz wojskowy z kancelarii pułku Preobrażeńskiego sporządzał z rana rozkaz dzienny. A że był młody i przerażony (jego poprzednik poznawał już syberyjską tajgę), więc popełnił błąd. Miał napisać: „odkomenderowani zostają kapitanowie (…), podporucznik, i że chorążowie (…) wyznaczeni są”. Pech chciał, że w tym momencie wszedł oficer. Pisarz wyprężył się na baczność, a gdy wrócił do pracy, raz jeszcze postawił literkę „k”, łącząc ją zarazem z „i że” .
Car Paweł Piotrowicz gniewną ręką zamienił małą „k” na wielkie „K” i w ten oto sposób obaj – pisarz i samowładca – tchnęli życie w podporucznika Kiże. W trwodze o własny los nikt nie śmiał wyprowadzić despoty z błędu. Chętnie za to wskazano Kiże jako winnego przerwania snu cara. Podporucznik został wychłostany i zesłany na Sybir. Potem jednak znany ze zmiennych nastrojów Paweł zrehabilitował go, awansował do stopnia generalskiego, a nawet… ożenił. Gdy w końcu osobiście zechciał poznać swojego faworyta, nie było innego sposobu jak szybko spreparować śmierć. Sankt Petersburg długo pamiętał pogrzeb generała.
Jak to wszystko było możliwe? – zainteresowanych odsyłam do krótkiego opowiadania Jurija Tynianowa.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.