Na dokończenie tras po firmach wyrzuconych z placów robót drogowcy wydadzą znacznie więcej, niż zakładali.
Dla drogowców ten rok upływa pod znakiem szybko rosnących cen i zrywanych kontraktów. Tuż przed dniem Wszystkich Świętych Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad rozwiązała kolejną – już 12. w tym roku umowę. Z przebudowy fragmentu autostrady A6 wyrzucono Energopol Szczecin. Kilka tygodni wcześniej drogowcy rozstali się z tą firmą na dwóch innych inwestycjach – na budowie obwodnicy Wałcza i na przebudowie węzła autostrady A6 pod Szczecinem.
Powodem rozwiązania umów było wstrzymanie przez wykonawcę większości prac.
Reklama

Reklama
GDDKiA zapowiada, że przed końcem roku ogłosi nowe przetargi na dokończenie tych tras. Problem w tym, że wybranie następców wyrzuconych firm ostatnio nie jest proste. Wszystko przez to, że zgłaszane oferty znacznie przekraczają kosztorysy drogowców.
W przetargu na dokończenie fragmentu trasy S7 z Warszawy w stronę Grójca najtańsza propozycja o 126 mln zł przekroczyła budżet GDDKiA, który wynosił 331 mln zł. O ponad 140 mln zł przekroczony został kosztorys w przypadku nowego przetargu na budowę drogi S61 z Suwałk do granicy z Litwą. Istotne przekroczenia kosztorysu wystąpiły także w przypadku przetargów na dokończenie trasy S61 na pograniczu Mazowsza i Podlasia (najniższa oferta 749 mln zł, przy kosztorysie w wysokości 700 mln zł) i na prace przy trasie S3 koło Lubina (najtańsza oferta 228 mln zł, o 17 mln więcej niż kosztorys).
Wcześniej rząd zdecydował się dołożyć prawie 180 mln zł na dokończenie autostrady A1 koło Częstochowy. To dotąd jedyna inwestycja, którą po zerwaniu kontraktu udało się szybko wznowić. W pozostałych przypadkach przetargi czekają na rozstrzygnięcie i na decyzję o dosypaniu pieniędzy.
Dlaczego oferty są znacznie droższe? – Przede wszystkim w sytuacji, kiedy zleceń jest dużo, firmy nie będą szalały z promocjami. Jednocześnie wyższe ceny to efekt przegranej walki o waloryzację kontraktów. Droższymi ofertami odbijają sobie straty na poprzednich kontraktach. Wiedzą, że tam, gdzie trzeba zrealizować inwestycję unijną, rząd nie zrezygnuje z niej i dołoży brakującą kwotę – mówi Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Szymon Huptyś, rzecznik Ministerstwa Infrastruktury, nie wyklucza, że rząd będzie musiał zwiększyć wartość Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014–2025. Najpierw GDDKiA musi rozstrzygnąć przetargi, a dopiero potem może wnioskować o zwiększenie limitu wydatków. Po raz ostatni rząd dosypał pieniędzy do programu drogowego we wrześniu. Wtedy jego wartość zwiększono ze 135 do 142 mld zł. Powodem w dużej mierze były właśnie rosnące koszty inwestycji.
Tymczasem Impresa Pizzarotti, jedna z firm wyrzuconych w tym roku z placu robót, przekonuje, że dla polskiego podatnika bardziej opłacalne byłoby, gdyby rząd przystał na roszczenia firm, czyli na waloryzację. W oświadczeniu do mediów włoska firma podaje przykład przetargu na dokończenie trasy S61 do granicy z Litwą. Przypomina, że w 2017 r. podpisała kontrakt na te prace na kwotę 605 mln zł. Wiosną tego roku z powodu gwałtownego i nieprzewidzianego wzrostu cen materiałów zwróciła się do GDDKiA z propozycją ugodową, która zakładała zwiększenie wartości kontraktu do 862 mln zł (propozycję odrzucono). Firma przekonuje, że to znacznie mniej od najtańszej oferty (1 mld 37 mln zł), którą niedawno zgłoszono w nowym przetargu. – Polski podatnik zaoszczędziłby 175 mln zł. W dodatku drogę ukończylibyśmy wcześniej – twierdzą Włosi.
GDDKiA odpowiada, że musiała rozwiązać kontrakt, bo firma po wielokrotnych wezwaniach nie realizowała jego zapisów. Nie skończyła projektów i nie zgłosiła listy podwykonawców, którzy mieli wykonywać prace.
Adrian Furgalski przyznaje, że Impresa Pizzarotti „nagrzeszyła”, bo brakowało jej odpowiedniego potencjału – głównie pracowników. Zaznacza jednak, że z punktu widzenia budżetu państwa korzystniej byłoby, gdyby rząd zgodził się na rozwiązanie systemowe, czyli na jakąś formę waloryzacji. – Propozycje branży mówiły np. o waloryzowaniu o wskaźnik inflacji. To wyszłoby dodatkowo ok. 2,5–3 mld zł. Już widzimy, że po zwiększeniu budżetów inwestycji wydatki na drogi trzeba było zwiększyć o 7 mld zł. A to nie koniec, bo firmy szykują pozwy do sądu. Gdyby rząd zgodził się na waloryzację, uniknęlibyśmy sporej części zrywanych kontraktów – ocenia Furgalski.
Branża budowlana przekazała latem rządowi opinie prawne, które miały dowodzić, że waloryzacja kontraktów jest możliwa. Resort infrastruktury konsekwentnie powołuje się jednak na inne analizy, według których wartości starego kontraktu zwiększać się nie da.
3993 km to łączna długość dróg szybkiego ruchu w Polsce (autostrady i drogi ekspresowe)
142 mld zł to wartość Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014–2023 (z perspektywą do 2025 r.)
605 mln zł tyle miała kosztować według umowy z 2017 r. budowa drogi S61 z Suwałk do Budziska. Teraz będzie kosztować przynajmniej 1 mld zł