Duzi gracze zaczynają walczyć o polskiego widza, wprowadzając na nasz rynek nowe modele biznesowe
Reklama
Kiedy 6 stycznia Netxlix ogłosił, że właśnie wszedł na 130 rynków, w tym także polski, początkowo wśród fanów filmów i seriali przetoczyła się fala zachwytu. Wcześniej podobną reakcję wywołała decyzja Cinema City, które od początku grudnia wprowadziło do Polski ofertę „unlimited”, czyli abonament pozwalający oglądać bez ograniczeń filmy w kinach tej sieci po wykupieniu specjalnej karty z opłatą 49 zł miesięcznie w Warszawie i 42 zł w innych miastach Polski. Pomysł HBO, by zamiast ścierać się z piratami, pierwszy odcinek serialu „Pakt” udostępnić za darmo i całkiem legalnie na YouTube, też wydawał się świetnym chwytem na nakłonienie widzów, by za kolejne już zapłacili. Szczególnie że kilka tygodni wcześniej pojawiła się oferta dla abonentów Plusa, którzy mogą płacić i oglądać samo HBO GO (internetowy serwis VoD telewizji) bez wykupywania pakietu w stacjonarnej telewizji.
Tyle że po pierwszych zachwytach przyszła refleksja, czy rzeczywiście nowe pomysły są w stanie wiele zmienić. Przykładem jest Netflix. Najtańszy pakiet kosztuje tam 7,99 euro miesięcznie, nie wszystkie treści są udostępnione w Polsce (brak największego hitu, czyli serialu „House of Cards”), a niewiele ma polskie napisy – to największe wady oferty amerykańskiego gracza.

Reklama
– Z jednej strony to marka od dawna oczekiwana przez część widowni internetowej. Z drugiej strony jest pytanie, jak wiele osób będzie stałymi użytkownikami platformy, biorąc pod uwagę stosunkowo wysokie koszty abonamentowe – ocenia Karolina Leguła, marketing & group account director w domu mediowym Universal McCann. – Należy mieć świadomość, że Polska należy do rynków, na którym jest bardzo wysoki poziom piractwa. Sytuacja poprawia się i ludzie szukają świadomie legalnego, jakościowego dostępu do treści, dlatego można się spodziewać, że bardzo duża grupa skorzysta z darmowego okresu próbnego – dodaje ekspert.
Nie da się ocenić efektów nowej oferty Cinema City. Miesiąc od uruchomienia abonamentu sieć nie zdradza szczegółów co do sprzedaży.
Jeśli chodzi o HBO, to „Pakt” na YouTube okazał się sukcesem – premierowy odcinek odtworzono ponad 400 tysięcy razy. Jednak brak potwierdzenia, by przełożyło się to na masowe zakupy abonamentu w tej telewizji.
– To oczywiste, że nie ma co liczyć na to, że z dnia na dzień zmienią się przyzwyczajenia widzów, tak by zaczęli powszechnie korzystać z takich ofert. Ale to nie są oferty dla ogółu, tylko dla tej części najbardziej zaangażowanej i to o nią zaczyna się powoli walka – tłumaczy Mateusz Walewski, starszy ekonomista PwC. – Tę grupę, która ogląda bardzo dużo i która w ogromnej części bywała skazana na wersje pirackie. Teraz ma ofertę i przynajmniej część z tych osób może zrezygnować z wersji nielegalnych.
Przytakuje mu Karolina Leguła. Według niej przedpremierowe odcinki seriali telewizyjnych oferowane przez portale VoD mają działanie edukacyjne. – Poszerzają zasięg programu, przyciągają lojalnych użytkowników, zwiększają czas spędzony na oglądaniu wideo w internecie, a tym samym zmieniają nasze zachowania widzów telewizji. Powoduje to – co jest intencją poszczególnych dostawców treści – że mamy większą skłonność do płacenia za atrakcyjne treści, dostępne w każdym miejscu i czasie, bez reklam – tłumaczy ekspertka.
– To zresztą są dobre sygnały także dla bardziej tradycyjnego widza. Pojawia się nowa konkurencja, coś, co może pobudzić rynek, skłonić innych nadawców, i to nie tylko kinowych i VoD, do mocniejszego konkurowania, także cenowego – uważa Walewski.
Zdaniem ekspertów na dosyć konserwatywnym polskim rynku amerykański serwis tak naprawdę będzie rywalizował głównie z innymi dostawcami VoD w sieci i to dla nich może być impulsem do rozwoju – zarówno, jeśli chodzi o technologie, jak i treść. – W pierwszym momencie polscy gracze na rynku VoD nie mają się czego obawiać. Jednak wraz ze wzrostem ilości dostępnych treści i pojawieniem się np. polskich produkcji zagrożenie ze strony Netliksu będzie rosło – przekonuje Walewski.