Kryzys na rynku energii i kłopoty firm budowlanych zaangażowanych w realizację inwestycji opóźniają budowę nowych elektrowni. To problem, bo w latach 2016–2020 trzeba będzie wyłączyć 6600 MW mocy w najstarszych siłowniach. Ponieważ jak dotąd ruszyła budowa niespełna 2000 MW, czuwające nad nieprzerwanymi dostawami energii Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) zdecydowały się dopłacić właścicielom kilku elektrowni do ich modernizacji.

Spółka nie zdradza, z kim prowadzi rozmowy, ale podaje, że łączna moc wszystkich bloków zgłoszonych do przetargu to 1200 MW. Jak poinformowała DGP Beata Jarosz, rzeczniczka PSE, w drugiej połowie sierpnia spółka przeprowadziła już pierwsze negocjacje z oferentami. – Obecnie prowadzone są prace na ostateczną wersją specyfikacji istotnych warunków zamówienia. Przewidujemy, że zaproszenie do składania ostatecznych ofert zostanie przesłane do zainteresowanych w pierwszej połowie września – zapowiada Jarosz.

Z informacji krążących po rynku wynika, że do finału rozgrywki o interwencyjne rezerwy dostali się dwaj najwięksi producenci energii elektrycznej w Polsce: PGE i Tauron. Pierwszy oczekuje dopłat w zamian za utrzymywanie gotowości do produkcji energii na wezwanie PSE dla dwóch bloków węglowych o łącznej mocy 460 MW w Elektrowni Dolna Odra. Siłownia przynosi dziś spółce straty i w księgach warta jest 0 zł.

Te bloki popracują dłużej

Te bloki popracują dłużej

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Tauron proponuje w sumie sześć bloków węglowych w elektrowniach: Łaziska (2x125 MW), Łagisza (120 MW), Siersza (2x120 MW) i Stalowa Wola (120 MW). To jednostki, które już wiele miesięcy temu Tauron chciał zamknąć, ale ze względu na napięty bilans mocy nie otrzymał na to zgody.

Jest bardzo prawdopodobne, że wszystkie te bloki dostaną dopłaty. PSE są bowiem zainteresowane zakupem mocy w przedziale 750–1360 MW.

Zdaniem ekspertów wsparcie dla starych bloków jest uzasadnione. – To wyjątkowa sytuacja – mówi Andrzej Kowalski, prezes Energoprojektu Katowice, największej polskiej firmy inżynieryjno-projektowej w branży. – Kilka lat temu wydawało się, że stare bloki bez problemu zostaną zastąpione nowymi. Teraz wiemy, że tak się stanie, ale dopiero pod koniec dekady. A ktoś przecież musi produkować energię, kiedy w oczy zajrzy nam deficyt mocy. Wystarczy, że dojdzie do awarii, i możemy mieć nieszczęście. Import energii może wówczas nie wystarczyć – tłumaczy Kowalski.

Ile PSE wydadzą na wsparcie dla najstarszych elektrowni? Spółka nie zdradza wysokości zarezerwowowanego budżetu i przypomina, że cena usługi dopiero będzie ustalana. Z ostrożnych szacunków branży wynika, że łączny zwrot kosztów utrzymania wszystkich zgłoszonych bloków, kiedy nie będą pracowały, może wynieść kilkaset milionów złotych rocznie. Ekstrawydatki zostaną pokryte z opłat doliczanych do faktur za energię. Henryk Majchrzak, prezes PSE, zapewnia, że z powodu „zimnej rezerwy” nie wzrosną one o więcej niż o 1 zł.