Gazociąg prawdopodobnie zostanie dokończony, ale perspektywa dominacji Gazpromu w Europie stoi pod znakiem zapytania – mówi dr Szymon Kardaś, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia.
Wydawało się, że po wydanej w październiku 2019 r. zgodzie Danii droga do ukończenia Nord Stream 2 stoi otworem. Jeszcze w grudniu Bloomberg pisał, że Waszyngton przegrał rozgrywkę o gazociąg, a sankcje zostały przyjęte za późno. Kilka dni później prace nad gazociągiem stanęły, a szwajcarski wykonawca porzucił podmorski plac budowy. Do tego momentu ułożonych zostało prawie 2500 km rury. Do zakończenia tej części projektu zostało ok. 160. Co się stało?
Nie doceniliśmy sankcji. One okazały się skutecznym środkiem opóźnienia tego projektu. Nie doceniliśmy też determinacji po stronie amerykańskiego Kongresu, który jest głównym autorem prowadzonej przez Waszyngton polityki powstrzymywania Rosji.
Reklama
Rosja przekonuje, że uderzenie w NS2 to raczej obrona interesów gospodarczych USA związanych z eksportem LNG niż tak rozumiana polityka.
Rosjanie muszą jakoś wytłumaczyć, dlaczego kolejne partie sankcji są wprowadzane, i jest zrozumiałe, że decydują się właśnie na tę narrację. Ja uważam, że motywacja strony amerykańskiej jest przede wszystkim motywacją polityczną. Bardzo dobrze to widać, kiedy wczytamy się we wprowadzające sankcje akty prawne, w których zawarta jest bardzo krytyczna ocena rosyjskiej polityki wobec państw europejskich, w tym Ukrainy.

Reklama
W momencie zatrzymania prac nad układaniem NS2 ukończonych było 94 proc. długości gazociągu. Rosjanie nie byli w stanie zrekompensować wykonawcy szkód związanych z amerykańskimi sankcjami i w jakiś sposób przekonać do dokończenia ostatnich kilometrów rury?
Z punktu widzenia takich firm jak szwajcarskie AllSeas, które prowadzą interesy w skali globalnej, żadna rekompensata finansowa nie jest w stanie zrównoważyć kosztów, jakie wiążą się z wpisaniem na amerykańską listę sankcyjną. Stąd przerwanie prac praktycznie w momencie, gdy Donald Trump złożył podpis pod ustawą.
Strona rosyjska zapowiada, że sama dokończy budowę. Wtedy możliwe są jednak dodatkowe sankcje. Ale prezes austriackiej spółki OMV, jednego z partnerów projektu NS2, przyznał ostatnio, że nie spodziewa się wznowienia budowy w najbliższej przyszłości. Rosjanie są w stanie sfinalizować swój sztandarowy projekt?
Z Moskwy płyną jednoznaczne sygnały o determinacji, by go dokończyć, choć z opóźnieniem. Władimir Putin mówi o zakończeniu budowy najpóźniej w pierwszym kwartale przyszłego roku, z kolei Gazprom zapowiada uruchomienie gazociągu jeszcze przed końcem 2020 r.
Co może stanąć na przeszkodzie tym planom?
Rosjanie dysponują statkiem „Akadiemik Czerskij”, który spełnia parametry umożliwiające dokończenie budowy NS2. Przebywa on obecnie na Dalekim Wschodzie (ostatnio przepłynął z Nachodki do Singapuru) i jest zakontraktowany do wykonywania prac w ramach projektu wydobywczego Sachalin-3. Otwarte pozostaje dziś pytanie, czy zostanie przekierowany na Bałtyk. Zostałby wtedy zapewne wciągnięty przez Amerykanów na listę sankcyjną, ale nie sądzę, żeby Rosjanie się tym jakoś szczególnie przejęli. Jest jeszcze drugi wariant dokończenia NS2 – przez dwa mniejsze statki: „Fortuna” i „Defender”, ale nie spełniają one parametrów technicznych określonych w pozwoleniu na budowę przez stronę duńską.
A Duńczycy pokazali już w zeszłym roku, że nie są dla wykonawców NS2 najłatwiejszym partnerem.
Tak, wydali zgodę na budowę po wielu miesiącach, dopiero w momencie, w którym nie mieli już innego wyjścia. Ewentualna zmiana warunków budowy znowu mogłaby potrwać. Gorsze parametry „Fortuny” i „Defendera” są też jednym z czynników, które powodowałyby dalsze opóźnienia. Są one w stanie układać 1,5 km gazociągu dziennie, co mocno odbiega od tempa, w jakim robiły to statki szwajcarskie (ponad 5 km dziennie). Gdyby nawet udało się otrzymać modyfikację pozwolenia na budowę, potrwałoby to prawdopodobnie do lipca, a potem potrzebne byłyby jeszcze minimum dwa miesiące na prace rozruchowe i testy. W optymistycznym dla Rosjan scenariuszu najwcześniejszy możliwy termin dopuszczenia do przemysłowej eksploatacji to wrzesień–październik.
Nie ma scenariusza, w którym np. odpowiednio zaprojektowane sankcje zadałyby znajdującemu się w kryzysie projektowi śmiertelny cios?
To mało prawdopodobne. Wyzwania, o których mówimy, mają mimo wszystko doraźny charakter. Infrastruktura jest prawie gotowa, a jej dokończenie ma pełne poparcie polityczne zarówno ze strony Rosji, jak i Berlina, Wiednia, a częściowo także Paryża (w projekt zaangażowana jest finansowo francuska firma Engie). Determinacja, by go dokończyć, jest duża.
Kilka dni po zatrzymaniu prac przy NS2 Gazprom zapłacił ukraińskiemu Naftohazowi prawie 3 mld dol. z tytułu długu wynikającego z orzeczeń arbitrażowych, a Rosja i Ukraina podpisały nową pięcioletnią umowę na tranzyt gazu. To przypadkowa zbieżność dat?
Na pewno Amerykanom zależało na utrzymaniu ukraińskiego szlaku tranzytowego. Jasne było też jednak, że Rosjanie już wcześniej zdawali sobie sprawę, iż nie będą w stanie omijać Ukrainy już od stycznia 2020 r. Próbowali blefować, stawiać zaporowe warunki, ale w rzeczywistości tranzyt przez Ukrainę był dla nich koniecznością.
Co porozumienie oznacza dla naszego regionu?
Na najbliższe pięć lat sytuację mamy utrzymanie status quo. Ukraina zyskuje czas, żeby przygotować się na przyszłe ograniczenie wpływów z tranzytu czy wręcz zakręcenie kurka. Ale zyskuje go też Moskwa. Po pierwsze, na to, aby rozwiązać problemy z NS2, bo musimy pamiętać, że Rosję czekają jeszcze wyzwania związane ze znowelizowaną dyrektywą gazową. Po drugie, to czas na dokończenie drugiego korytarza gazowego. TurkStream od stycznia tłoczy już paliwo do Turcji, Bułgarii, Grecji i Macedonii Północnej. Ale Rosja chce doprowadzić tę nitkę przez Serbię i Węgry do hubu austriackiego w Baumgarten. To wreszcie czas na przygotowanie się na potencjalnie trudną dla Rosji sytuację na rynku gazu, związaną z dużą konkurencją i niskimi cenami surowca, a z drugiej strony – ewolucją rynku europejskiego w kontekście polityki klimatycznej.
Odejście od gazu albo postawienie na niego jako paliwo główne po odejściu od węgla, stabilizujące system w okresie transformacji.
Tak. W prognozach Międzynarodowej Agencji Energetycznej widać, że rola gazu w europejskim miksie będzie silnie uzależniona od przyjętej ścieżki politycznej. W scenariuszu zrównoważonego rozwoju zakłada się spadek jego konsumpcji, w ścieżkach bardziej konserwatywnych możliwe są wzrosty. Do tego dochodzi pytanie o przyszłość wydobycia własnego krajów UE. Jego ewentualne wygaszanie może się wiązać z większymi potrzebami importowymi.
Rosja ma plan B, na wypadek gdyby Europa szybciej wycofała się z gazu? Może zwrócić się na wschód, eksportować gaz do Chin?
Rosjanie próbują czynić z możliwości takiego zwrotu argument polityczny w rozmowach z Europą. W rzeczywistości sytuacja jest dla Rosji skomplikowana. Gazociąg Siła Sibiri przesyła do Chin błękitne paliwo ze złóż wschodniosyberyjskich, które nie są połączone infrastrukturalnie ze złożami zasilającymi rynek europejski. Nie ma dziś fizycznej możliwości, żeby gaz, który jest pompowany do Europy, przekierować rurociągami na Wschód. Siła Sibiri prowadzi tylko do Chin, nie daje Rosji drogi wejścia na inne rynki azjatyckie. Pekin prowadzi zaś politykę dywersyfikacji źródeł dostaw. Oznacza to, że to Rosja inwestuje dziesiątki miliardów dolarów w inwestycje, które uzależniają ją od jednego rynku zbytu. Wolumen gazu zakontraktowany do Chin to 38 mld m sześc., a na kierunek europejski – ok. 200 mld m sześc. (włącznie z Turcją, a z wyłączeniem państw byłego ZSRR).
Amerykańskie uderzenie w NS2 powoduje, że po latach politycznego ochłodzenia dochodzi do pewnego zbliżenia pomiędzy Moskwą a częścią europejskich stolic. Czy grozi nam reset ich relacji z Rosją?
Reset to za dużo powiedziane. Ale nie ulega wątpliwości, że projekty takie jak NS2 zbliżają część krajów europejskich do Rosji, a jednocześnie wywołują napięcia w stosunkach transatlantyckich. Może prowadzić to niektóre kraje, które traktują amerykańskie sankcje jako zagrożenie dla swoich interesów, do wniosku, że przynajmniej taktyczne sojusze z Rosją są konieczne.