Związek Nauczycielstwa Polskiego najpierw zbierze głosy środowiska, potem zdecyduje o formie, bo niekoniecznie musi dojść do strajku.
Do członków ZNP, ale też do pozostałych nauczycieli i pracowników szkół i przedszkoli trafi dziś ankieta sporządzona przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Osoby pracujące w oświacie zostaną w pierwszej kolejności zapytane, czy są za wznowieniem protestu, czy też nie chcą podejmować żadnych działań. Jeśli opowiedzą się za protestem, to w kolejnej części ankiety będą pytania, czy tym protestem ma być wznowienie strajku, a może niewypełnianie nadobowiązkowych zadań w szkole lub przedszkolu albo zwykłe demonstracje i oflagowanie placówek. Pracownicy oświaty zostaną też zapytani, jakie mają inne propozycje. Na tej podstawie 16 września 2019 r. Prezydium Zarządu Głównego ZNP zdecyduje, co dalej. Jeśli nauczyciele i pozostali pracownicy opowiedzą się za wznowieniem strajku, to na przełomie września i października zostanie przeprowadzone referendum. Taką deklarację złożył wczoraj Sławomir Broniarz, prezes ZNP. Przyznał, że referendum może trwać nawet trzy tygodnie, bo to będzie dotyczyć 25 tys. placówek oświatowych.
Reklama
Od tego pomysłu dystansuje się Sławomir Wittkowicz, przewodniczący branży nauki, oświaty i kultury w Forum Związków Zawodowych, który strajkował w kwietniu tego roku razem z ZNP. Jego organizacja pod koniec tygodnia zdecyduje, czy odwieszać strajk. – Opowiadamy się za tym, aby powtórzyć całą procedurę związaną ze sporem zbiorowym, a nie tylko referendum, jak to chce robić ZNP. Nie wykluczamy nawet ponownego strajku, ale dopiero w kwietniu przyszłego roku. Tak, aby był on skuteczny – przekonuje Wittkowicz. Jego zdaniem nie powinno się na pewno robić strajku czy protestów przed wyborami – choć pewnie znaleźliby się chętni nauczyciele, to jego zdaniem nie należy się włączać w spór polityczny. – Opozycja potrzebuje amunicji, a ZNP mogłaby jej ją dostarczyć. Błędem byłoby jednak wejście w te buty i robienie strajku przed wyborami, i narażenie się na zarzut udziału nauczycieli w akcji politycznej – przestrzega Sławomir Wittkowicz.
Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP, podkreśla, że wszystko zależy od tego, jak w tej materii wypowiedzą się ludzie. – Po terminach widać przecież jasno, że jeśli dojdzie do wznowienia strajku generalnego, to będzie on miał miejsce dopiero po wyborach parlamentarnych. Nam zależy, aby nowa ekipa rządowa zadbała o wyższe nakłady i podwyżki dla nauczycieli przy konstruowaniu budżetu na 2020 r. Nie interesuje nas żadna polityka, tylko lepsze warunki płacowe w oświacie – dodaje Baszczyński. Nie wyklucza protestów w terminie, który proponuje Wittkowicz.

Reklama
Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, uważa, że nauczyciele są bardzo sceptyczni co do pomysłu wznawiania strajku. Ekonomicznie mogą tylko na tym stracić. Taki strajk miałby sens, ale trzy lata temu, kiedy przymierzano się do likwidacji gimnazjów – przekonuje. Podobnego zdania jest dr Wiesława Burlińska, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 6 w Bydgoszczy. Według niej nauczyciele są bardzo rozżaleni przerwanym protestem. Wznawianie strajku w obecnych okolicznościach nie ma sensu – dodaje.
Nawet jeżeli nie będzie strajku, to dyrektorzy szkół mają obawy, że jakość edukacji się obniży. – Nauczyciele są zniechęceni. Deklarują, że nie chcą robić nic ponad to, co należy do ich obowiązków – mówi jeden z dyrektorów szkół. W liceum im. Hoffmanowej w stolicy nie pojadą z pierwszymi klasami na wycieczki integracyjne. Była to coroczna tradycja. W tym roku nauczyciele odmówili. Podobnie jest w kilku innych warszawskich placówkach. Jak mówią dyrektorzy, z jednej strony to efekt zamieszania organizacyjnego w związku z reformą, która wymagała od nauczycieli o wiele więcej pracy. Rekrutacja np. przeciągnęła się do końca lipca. – Część nauczycieli musiała zrezygnować z urlopów – mówi jeden z dyrektorów. To także efekt strajku. – Nauczyciele nie spodziewali się tak negatywnego odbioru społecznego. Mieli wsparcie rodziców, ale komentarze pojawiające się w mediach, a także na forach czy portalach społecznościowych, były rodzajem hejtu, który mocno przeżyli – mówi Izabela Leśniewska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 23 w Radomiu.
W jej placówce nauczyciele już teraz zadeklarowali, że nawet jeżeli na początku roku zapadnie decyzja o strajku, nie wezmą w nim czynnego udziału, choć na pewno będą wspierać, np. przez oflagowanie szkoły. Powodem jest też to, że nauczyciele przez strajki dostali po kieszeni. Są osoby, które straciły nawet 2 tys. zł – mówi Leśniewska.
Część nauczycieli zwróciła się o pomoc do Społecznego Funduszu Strajkowego, który zbierał publicznie pieniądze na wsparcie finansowe dla pedagogów. Do 20 sierpnia wypłacono zapomogi 8,6 tys. osób – wysokość to 500 zł brutto.
48,5 proc. tyle placówek oświatowych strajkowało w kwietniu według MEN
70 proc. tyle placówek oświatowych strajkowało w tym czasie według ZNP
14,6 proc. o tyle w tym roku wzrosną pensje nauczycieli
30 proc. takiego wzrostu domagały się ZNP i FZZ