Resort zdrowia robi wszystko, by wywiązać się z obietnicy bezpłatnej ochrony przed pneumokokami. Chce kupić wakcyny za pieniądze z tegorocznego budżetu.
Reklama
W ostatnim dniu października Ministerstwo Zdrowia ogłosiło przetarg na zakup szczepień przeciw pneumokokom. Najpóźniej do 20 grudnia producenci mają dostarczyć 1,2 mln dawek preparatu. Pieniądze mają pochodzić z tegorocznej rezerwy resortu zdrowia, który będzie musiał dodatkowo wygospodarować 166 mln zł, prawie tyle samo, ile obecnie przeznacza na wszystkie 13 szczepień ochronnych (kosztują 170 mln zł.)
Jeszcze tydzień temu ministerstwo oficjalnie przyznawało, że nie ma za co kupić obiecanych szczepionek przeciw pneumokokom. Resort finansów nie dał pieniędzy. W ostatni piątek minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, cytowany przez Radio RMF FM, podczas konferencji poświęconej szczepieniom przeciw grypie, zapowiadał, że cały czas trwa walka, by od 2017 r. były dostępne dla wszystkich szczepienia przeciw pneumokokom. W poniedziałek ogłoszono decyzję. Urzędnicy wdrożyli plan B i sięgnęli do puli przeznaczonej na dotacje dla szkół medycznych i programy zdrowotne.
To prawdziwy wyścig z czasem. Jak tłumaczy Milena Kruszewska, rzeczniczka MZ, podstawę do wydawania pieniędzy na zakup szczepionek mógłby stanowić jedynie nowy kalendarz szczepień, w którym byłaby zapisana taka obowiązkowa ochrona przed pneumokokami dla wszystkich i dodaje, że „procedura legislacyjna nad tym aktem prawnym nie została zakończona”. Obecnie projekt zmian jest po konsultacjach publicznych. Zamówienie zostało jednak już ogłoszone.
Do przetargu przygotowują się producenci, którzy już od wielu miesięcy są w blokach startowych. Projekt zmian – zapowiadający wprowadzenie bezpłatnych szczepionek – pojawił się już w marcu tego roku, później wiceminister Jarosław Pinkas po raz kolejny obiecywał, że bezpłatne szczepienia dla wszystkich dzieci od drugiego miesiąca miałyby zacząć działać już od 2017 r. Jak przyznają pracownicy firm do końca nie mieli pewności, czy ministerstwo wywiąże się z obietnicy. Dlatego mogą mieć problem z dostawą preparatów. Jeden z największych producentów szczepionek przeciw pneumokokom wytwarza je w Belgii, a cykl produkcyjny trwa nawet dwa lata. Firma ma zapasy, jednak wysłanie miliona preparatów jeszcze przed końcem roku mogłoby stanowić problem. Tym bardziej że nie można podzielić dostaw na etapy. – Jeżeli resort zdrowia w tym roku zapłaciłby za całość, to musiałby też w tym roku dostać całą partię. Płatność jest zawsze po otrzymaniu produktu – wyjaśniają urzędnicy.
Aby ułatwić sprawę, ministerstwo rozkłada zamówienia na dwie części – jedna dostawa 600 tys. preparatów miałaby być dostarczona do 15 grudnia, druga, identyczna partia – do 20 grudnia.
Roman Kolek, wicemarszałek województwa opolskiego odpowiedzialny za zdrowie, cieszy się ze zmian, tym bardziej że, jak podkreśla, w jego województwie ruszają szczepienia przeciw pneumokokom ze środków europejskich. – Dzięki temu, że z budżetu będą finansowane dla wszystkich noworodków, to my w regionie zaszczepimy także dzieci urodzone w 2016 r. – tłumaczy.
O wprowadzenie bezpłatnych i obowiązkowych szczepień przeciw pneumokokom od dawna zabiega m.in. Pediatryczny Zespół Ekspertów ds. Programu. Szczepień Ochronnych działający przy ministrze zdrowia. Zakażenie tą bakterią może powodować liczne choroby – od zapalenia ucha, przez zapalenie płuc, po zapalenie opon mózgowych i sepsę. Jednak jak na razie w Polsce szczepienia te zostały włączone do grupy „zalecanych” przez resort zdrowia. A finansowanie znalazło się jedynie dla dzieci, które są bardziej narażone na choroby, np. z cukrzycą, astmą, przewlekłą niewydolnością nerek, chorobami serca czy zakażeniem HIV. Od dwóch lat szczepione są też wszystkie maluchy urodzone przed 37. tygodniem życia oraz te, które przychodząc na świat ważyły mniej niż 2,5 kg.
O korzyściach z wprowadzania obowiązkowych bezpłatnych szczepień dla wszystkich przekonują władze Kielc, gdzie 10 lat temu rada miasta przyjęła „Program profilaktyki zakażeń pneumokokowych”. Od 2006 r. rozpoczęto powszechne szczepienia dzieci stale mieszkających w Kielcach: dwukrotnie w pierwszym półroczu życia oraz w drugim roku życia. – Już po kilku latach odnotowano zdecydowane zmniejszenie zapadalności dzieci, szczególnie najmłodszych, na zapalenia płuc, a jednocześnie stwierdzono spadek zapadalności u osób starszych, co było tzw. efektem populacyjnym – tłumaczy dr Marian Patrzałek, który był inicjatorem programu.
Jak wskazuje Ministerstwo Zdrowia, u dzieci poniżej drugiego roku życia zapadalność na zapalenie płuc wywołane przez pneumokoki spadło o 96,5 proc. między 2005 a 2012 r. U osób między 50. a 64. rokiem na zapalenie płuc chorowało ok. 31 proc. osób mniej, po 65. roku życia aż o 56,8 proc. mniej niż przed wprowadzeniem obowiązkowych szczepień.