Bazydło poinformowała, że w najbliższym czasie medycy planują zmienić formę protestu.

"Przestaje nam sprzyjać pogoda (...). Powoli zaczynamy się organizować w kierunku innych działań, zaczynamy przekształcać naszą formę nacisku. Bo też trzeba zaznaczyć, że białe miasteczko było taką, mimo wszystko, mało uciążliwą, jeśli chodzi o niedobory pracowników, formą" – oceniła.

Wyjaśniła, że białe miasteczko "w tym miesiącu jeszcze nie zniknie". "Damy państwu znać na pewno, kiedy to nastąpi" – mówiła.

Reklama

Bazydło zaznaczyła, że obecnie protestujący zachęcają pracowników służby zdrowia, aby "zadbali o swoje zdrowie, stawiali siebie i swoich bliskich na pierwszym miejscu oraz nie przekraczali limitowanego etatem czasu pracy".

Jej zdaniem, jeśli lekarze i pielęgniarki nie będą brali godzin nadliczbowych, to "w przypadku polskiego systemu nastąpi po prostu zapaść". Przypomniała, że MZ otwarcie mówiło w trakcie rozmów z protestującymi, że nie mogą pozwolić sobie na wprowadzenie norm zatrudnienia lekarzy, ponieważ wtedy nie zepną się grafiki.

"Zachęcamy do tego, by nie brać dodatkowych godzin w swoim miejscu pracy, nie wiązać pracy w kilku podmiotach naraz. Wystarczy nam prawdopodobnie tylko dwa tygodnie na to, żeby system przestał funkcjonować (...). Jeżeli faktycznie dojdzie do tego, że będzie jeden lekarz na jeden etat, jedna pielęgniarka na jeden etat, jeden ratownik, to prawdopodobnie około połowy placówek nie będzie mogło zapewnić ciągłości świadczeń" – oceniła Bazydło.

Zaznaczyła, że protestujący nie biorą pod uwagę "całkowitego odejścia od łóżek pacjentów".

"To jest bardzo drastyczne działanie. Ale mimo wszystko z perspektywy pacjentów, osób szukających pomocy, samo ograniczenie czasu pracy w niektórych miejscach może tak wyglądać, ponieważ brak personelu, brak obstawy, będzie się wiązał z brakiem świadczeń" – powiedziała.