W lipcu przewoźnik zaoferuje kilkadziesiąt wakacyjnych kierunków i wróci na wybrane dalekie trasy np. do USA. Spółka o bliźniaczej nazwie czeka na wydanie certyfikatu umożliwiającego przewozy.
Jako pierwszy o przywróceniu przez LOT połączeń do USA poinformował polski konsulat w Stanach Zjednoczonych. Od początku lipca trzy razy w tygodniu mają odbywać się rejsy na lotnisko JFK w Nowym Jorku i do Chicago. W podobnym terminie LOT zamierza zacząć latać z ograniczoną częstotliwością na innych długich trasach – do Toronto i Tokio.
Powrót startów do USA niektórych trochę dziwi, bo Stany Zjednoczone wciąż nie zniosły obostrzeń dla większości cudzoziemców, w tym dla Europejczyków. Na stronach MSZ możemy przeczytać m.in., że obcokrajowcy, w tym Polacy, mogą nie uzyskać prawa wjazdu na terytorium USA. Na razie bez problemu mogą dostać się tam głównie Amerykanie i ich rodziny.
Biuro prasowe LOT-u potwierdza, że w systemie rezerwacyjnym pojawiły się wybrane rejsy długodystansowe, w tym do USA. Zaznacza, że na razie spółka szerzej nie informuje o tych połączeniach, bo czeka na złagodzenie obostrzeń wjazdowych. Liczy, że stanie się to już wkrótce. Na razie Komisja Europejska rekomenduje państwom strefy Schengen częściowe i stopniowe otwieranie granic zewnętrznych UE po 30 czerwca.

Straty przez opory

Równocześnie przewoźnik ogłosił prawdziwą wakacyjną ofensywę. Do 20 tras z Warszawy, których start od początku wakacji zapowiedziano w zeszłym tygodniu (m.in. do Pragi, Wiednia, Brukseli czy do miast na chorwackim wybrzeżu), wczoraj dołączono 130 nowych połączeń. Od 1 lipca do wielu zagranicznych kurortów będzie można polecieć nie tylko z Warszawy, lecz także z dziewięciu portów regionalnych. Na liście docelowych miast jest 36 turystycznych kierunków w Chorwacji, Hiszpanii, Włoszech, Bułgarii, Czarnogórze, Gruzji, Macedonii, a także na Cyprze czy na wyspach greckich. Pełna siatka wakacyjnych tras będzie oferowana z Warszawy. Z pozostałych portów polecimy do kilku lub kilkunastu miast.
Przewoźnik liczy na dobre wypełnienia samolotów, bo od 1 lipca zniesiony zostanie rządowy zakaz zajmowania połowy miejsc w samolotach. Można się jednak spodziewać, że w najbliższych miesiącach spółka będzie notować straty, bo z powodu niekończącej się pandemii wiele osób nadal będzie mieć opory przed lataniem. Jeśli do tego doliczyć blisko trzyipółmiesięczny okres niemal kompletnego zastoju, to wiadomo, że LOT ma gigantyczny kłopot, jeśli chodzi o finanse.

Przepoczwarzanie

Eksperci są coraz bardziej przekonani, że władze spółki wspólnie z rządem dążą do utworzenia tzw. LOT-u 2.0, czyli powołania nowego przewoźnika na bazie starej linii, która może być postawiona w stan upadłości. Na to wskazują ostatnie działania właściciela LOT-u, czyli kontrolowanej przez Skarb Państwa Polskiej Grupy Lotniczej. Pod koniec maja powołała ona do życia spółkę o nazwie LOT Polish Airlines (w odróżnieniu od starej spółki nazwa pisana jest po angielsku). W ostatnich dniach PGL wystąpiła zaś do Urzędu Lotnictwa Cywilnego o przyznanie nowej spółce certyfikatu przewoźnika lotniczego. – Na wydanie dokumentu mamy trzy miesiące – mówi rzeczniczka ULC Karina Lisowska.
– Nie można starać się o taki certyfikat bez poważnych zamierzeń. Trzeba m.in. przedstawić zaplecze finansowe. Mamy pełne prawo przypuszczać, że jeśli LOT Polish Airlines rozpocznie operacje, to w pełni zastąpi starą spółkę, bo bez sensu byłoby funkcjonowanie dwóch przewoźników o tej samej nazwie – stwierdził Marek Serafin, jeden z byłych dyrektorów LOT-u, w czasie wczorajszej debaty organizowanej przez branżowy portal Pasażer.
Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, w rozmowie z dziennikarzami przyznał, że wariant kontrolowanej upadłości spółki jest możliwy, ale zaznaczył, że „to absolutna ostateczność”.
Eksperci zwracają uwagę, że scenariusza kontrolowanej upadłości nie można potępiać, bo czasem stosują go linie lotnicze, gdy znajdują się w trudnym położeniu. „Przepoczwarzenie” pomogłoby m.in. w wynegocjowaniu lepszych warunków spłaty raty leasingowych za samoloty, co jest jednym z największych obecnych obciążeń. Według szacunków idzie na to ok. 500 mln zł rocznie.
Jednak według Dominika Sipińskiego z portalu ch.aviation i Polityki Insight trzeba określić, jaką rolę ma pełnić Lot 2.0. – Na razie nie przedstawiono pomysłu, czym ma być LOT po kryzysie. Przez trzy miesiące rząd nie powiedział też dokładnie, jak chce pomóc linii. Ujawnianiu planów nie sprzyja okres przedwyborczy – przyznaje Sipiński.
Zdaniem specjalistów przewoźnik raczej będzie musiał zapomnieć o strategii szybkiego wzrostu, którą wdrażał przed pandemią – uruchamiał rocznie kilkanaście nowych połączeń i regularnie powiększał flotę leasingowanych maszyn.
Proces restrukturyzacji może być skomplikowany oraz długotrwały. Według przewidywań potrwa przynajmniej kilka miesięcy, bo trzeba będzie m.in. uzgodnić go z Komisją Europejską. Eksperci spodziewają się, że przy skali obecnych kłopotów pomoc rządowa dla LOT-u będzie musiała być znacznie większa niż w 2012 r., kiedy to LOT otrzymał 400 mln zł. – Szacuję, że tym razem potrzebne będzie kilka miliardów złotych – stwierdził Krzysztof Loga-Sowiński z portalu Pasażer.