S UV-y to najbardziej niedorzeczne samochody, jakie kiedykolwiek wymyślono. Nie potrafię zrozumieć, po co ktoś kupuje auto, które ma gabaryty sporej willi, ale wnętrze przeciętnego kombi lub wręcz auta kompaktowego. Komu przydaje się podwyższony prześwit w mieście? Albo napęd na cztery koła, skoro jedynym trudnym terenem, jaki pokonuje, jest krawężnik przed domem? To tak, jakby do koszenia trawy w ogródku kupić kombajn. To po prostu bez sensu.
Nie zmienia to faktu, że niektóre SUV-y są bardzo dobrymi autami. Znam takie cztery: Audi SQ7 (szybki środek transportu), Porsche Macan (fenomenalne auto sportowe dla kogoś, kto nie lubi porsche), Kia Sorento (rodzinny, wygodny i tani autobus) i Lexus RX 450h (nic tak nie koi nerwów). I właśnie zastanawiam się, czy powinienem zaktualizować tę listę o Range Rovera Sport V8 Supercharged, którym jeździłem w ubiegłym tygodniu. Miał doładowanego ośmiocylindrowca o pojemności pięciu litrów, 510 koni i urodę Daniela Craiga odzianego w idealnie skrojony garnitur, ale z koszulą rozpiętą pod szyją i z papierosem w ręku. Elegancki przystojniaczek, ale luzak.
Przyznacie, że już te trzy ostatnie zdania brzmią tak, że nie widzicie niczego złego w zamknięciu tematu na tym etapie i udaniu się do salonu, żeby obejrzeć to cudo. Być może część z was zdążyła się nawet oblizać. Ale poczekajcie chwilę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.