Kończą studia i zastanawiają się, co dalej. Szukać pracy czy świętego spokoju? Wiązać się na stałe czy unikać wszelkich związków? Kupić mieszkanie czy zostać z rodzicami? Jedno wiedzą na pewno – boją się dorosnąć.
Andrzej idealnie wpisuje się w prześmiewczy stereotyp o informatykach. Cierpi na życiową krótkowzroczność – godzinami wpatruje się w komputer i nie sięga wzrokiem dalej niż czubek swojego nosa. Nie ma pasji, znajomych, dziewczyny ani własnych czterech kątów. Mimo skończonej trzydziestki pomieszkuje u rodziców i wymaga całodobowej opieki. Potrafi godzinami nic nie jeść, jeśli żaden z domowników nie przypomni sobie, że trzeba Andrzejowi zrobić kanapki albo odgrzać obiad. Sam nie kiwnie palcem. Będzie tak czekał do wieczora, a kiedy rodzice nie pofatygują się za niego do lodówki, wstanie obrażony, wyjdzie z domu i pojedzie samochodem do McDonalda – tam go obsłużą. Regularnie w ten sposób daje do zrozumienia ojcu i matce, jak wielka dzieje mu się krzywda z powodu ich zobojętnienia.
Marek właśnie osiągnął wiek chrystusowy. Na zmianę pracuje i imprezuje. Kiedy jego rówieśnicy wychodzą z dziećmi na niedzielny spacer, on leczy kaca po weekendowym obchodzie stołecznych pubów. Nie ma dziewczyny, ale ma kolegów, z którymi w sezonie letnim wyjeżdża na męskie mocno zakrapiane wyprawy nad jezioro. Nie w głowie mu żeniaczka ani opuszczanie rodzinnego gniazda, choć nieźle zarabia i mógłby wreszcie się usamodzielnić. Ma jednak plan na życie – rodzice coś przebąkiwali, że niedługo wyniosą się z Warszawy, wtedy zostawią mu mieszkanie i dzięki temu nie będzie musiał się nigdzie wyprowadzać. Kpi z naiwnych frankowiczów, że tak łatwo dali się podejść banksterom. A w ogóle jak można żyć z kredytem? On nie podzieli losu zapożyczonych do późnej starości znajomych, bo nie ma zamiaru być niewolnikiem banku i dołować się comiesięczną ratą. Kiedy w końcu dorośnie? No przecież mówi – niedługo.