Wypłatę ponad 10 mld euro z funduszy spójności Komisja Europejska blokowała ze względu na ewidentne problemy z niezależnością węgierskiego sądownictwa. 13 grudnia 2023 r. uznała jednak, że Węgry poczyniły wystarczający postęp, by środki odblokować. Doszło do tego ledwie jeden dzień przed unijnym szczytem, na którym przywódcy zgodzili się na rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Ukrainą. Później, w lutym 2024 r., udało się też przeforsować wynoszący 50 mld euro pakiet wsparcia dla Ukrainy. Obie kwestie chciał i mógł zablokować jeden kraj, czyli Węgry. Ostatecznie Viktora Orbana udało się przekonać do ustępstw, jednak duża część europarlamentarzystów uważa, że sposób, w jaki to zrobiono, podważa wartości, na których powinna opierać się Unia.

Fundusze odblokowane, fundusze zablokowane

Podstawą sprawy, która zawisła teraz przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej (C-225/24), jest art. 263 Traktatu o funkcjonowaniu UE (dalej: TFUE). Zgodnie z nim trybunał może kontrolować legalność konkretnego aktu ustawodawczego lub „aktu zmierzającego do wywarcia skutków prawnych wobec podmiotów trzecich”. Nad wnioskiem o skierowanie sprawy do TSUE głosowała najpierw komisja prawna Parlamentu Europejskiego (JURI), gdzie uzyskał on poparcie, ale nie wszystkich członków. W końcu w marcu 2024 r. skarga trafiła do trybunału. PE domaga się w niej stwierdzenia nieważności decyzji z grudnia 2023 r., powołując się m.in. na art. 9 (zasada równości obywateli) oraz art. 15 (zasada otwartości i transparencji) TFUE. Twierdzi również, że komisja nadużyła uprawnień „w zamian za uchylenie przez Węgry weta w odniesieniu do niektórych pilnych decyzji, które wymagały jednomyślności w Radzie Europejskiej”, oraz niewystarczająco dobrze uzasadniła swoją decyzję o uwolnieniu środków.

– Skargę w sprawie, w której dziś wypowie się rzecznik generalny TSUE Tamara Ćapeta, musimy czytać w kontekście tego, co wydarzyło się mniej więcej równolegle do odblokowania funduszy – a mniej więcej równolegle Węgrom wstrzymano inne fundusze na podstawie rozporządzenia o warunkowości – mówi DGP Jakub Jaraczewski, koordynator ds. badań z organizacji pozarządowej Democracy Reporting International. Jak wskazuje, tamte zarzuty również dotyczyły praworządności, a przede wszystkim kondycji sądownictwa.

– Doszło więc do paradoksalnej sytuacji, w której KE z jednej strony wstrzymywała Węgrom pieniądze, ponieważ w jej ocenie węgierskie sądownictwo nie jest niezależne, a równocześnie odblokowała pieniądze wstrzymane innym trybem, stwierdzając, że jest postęp w dziedzinie sądownictwa – mówi.

Rozmówca DGP przyznaje przy tym, że – będąc zakładnikiem jednomyślności obowiązującej w polityce zagranicznej – Komisja Europejska po prostu idzie Viktorowi Orbanowi na rękę.

– Trzeba uczciwie przyznać, że czas, w którym zdecydowano się podjąć sporną decyzję, był geopolitycznie zdecydowanie bardzo trudny. Wyobrażam sobie, że KE uznała, iż ważniejsze od sytuacji węgierskich sądów, w której trudno liczyć na realną poprawę, jest bezpieczeństwo wschodniej flanki – ocenia.

Choć na gruncie czystej logiki trudno odmówić europarlamentarzystom racji, nikt raczej nie wróży pozwowi sukcesu. I tak prof. Ireneusz Kamiński z Instytutu Nauk Prawnych PAN przewiduje, że TSUE podejdzie do sprawy „przezornie”, bo tylko taki kierunek pozwoli utrzymać „pewnego rodzaju równowagę instytucjonalną, która i tak jest już bardzo krucha”.

– Opinia, a tym bardziej wyrok po myśli PE byłyby precedensem otwierającym drogę tysiącom nowych skarg. A powodów do tego byłoby wiele, bo w proces decyzyjny w UE wpisała się już pewnego rodzaju transakcyjność, czego TSUE jest po prostu świadomy – tłumaczy. Jako jeden z przykładów podaje głosowanie nad umową handlową UE–Mercosur.

– Na ostatniej prostej Włochy zdecydowały się zagłosować „za”. Dlaczego? Bo obiecano im, że w przyszłej perspektywie finansowej nie dojdzie do cięć funduszy dla rolników. W przypadku innego z głosowań dotyczącego Zielonego Ładu Rzym dał się przekonać obietnicą, że Włochy nie będą objęte procedurą nadmiernego deficytu. Takie przykłady można by mnożyć – wymienia.

Nie tylko Węgry

To nie pierwszy raz, kiedy przed TSUE zawisł spór dotyczący wypłat z unijnej kasy. Do tej pory uwaga koncentrowała się jednak głównie na obowiązującym od 2021 r. rozporządzeniu o warunkowości. Kilka miesięcy po tym, jak mechanizm wszedł w życie, Parlament Europejski pozwał KE w związku z tym, że ta go nie stosuje, jednak skarga ostatecznie została wycofana (a mechanizm zastosowano). Mniej więcej w tym samym czasie rozporządzenie zostało zaskarżone przez Polskę i Węgry, które wskazywały, że taki sposób ochrony unijnego budżetu narusza obowiązujące traktaty. W lutym 2022 r. TSUE uznał jednak, że nie mają racji.

Tym razem Parlament Europejski powołuje się na rozporządzenie w sprawie wspólnych przepisów z 24 czerwca 2021 r., czyli podstawowy akt prawny regulujący zasady wdrażania ośmiu funduszy UE w perspektywie finansowej 2021–2027 – w tym Funduszu Spójności, z którego środki zostały zamrożone Węgrom. Przywołany jest również załącznik III do rozporządzenia, w którym jako jeden z warunków wypłaty figuruje „skuteczne stosowanie i wdrażanie karty praw podstawowych”.

– Wstrzymując fundusze, Komisja Europejska argumentowała m.in., że Węgry nie respektują art. 47 karty praw podstawowych, który mówi o prawie do sprawiedliwego sądu. Później stwierdziła, że sytuacja się zmieniła, czemu przeczą chociażby wydawane rokrocznie raporty dotyczące praworządności w poszczególnych krajach UE – wskazuje Jaraczewski.

Choć Polska i Węgry obecnie znajdują się po dwóch stronach politycznej barykady, i nasz kraj doczekał się dość podobnej sprawy w TSUE. Chodzi o zatwierdzenie polskiego KPO. Skargę złożyły tu cztery duże europejskie stowarzyszenia sędziów: Stowarzyszenie Europejskich Sędziów Administracyjnych (Association of European Administrative Judges, AEAJ), Europejskie Stowarzyszenie Sędziów (European Association of Judges, EAJ), Sędziowie dla Sędziów (Rechters voor Rechters) oraz Europejscy Sędziowie dla Demokracji i Wolności (Magistrats européens pour la démocratie et les libertés, MEDEL). Na tamtym etapie Polsce nie wypłacono jeszcze żadnych pieniędzy, a organizacje podnosiły wątpliwości co do określonych przez KE kamieni milowych – ich zdaniem były one elastyczne do tego stopnia, że można byłoby je wypełnić, w zasadzie nie stosując się do unijnego prawa.

Sprawa najpierw rozbiła się o legitymację skarżących, ponieważ o ile zgodnie z art. 263 TFUE skargę do TSUE może wnieść każda osoba fizyczna lub prawna, to musi ona wykazać, że zaskarżone akty dotyczą jej „bezpośrednio i indywidualnie”, tymczasem sama decyzja nie odnosiła się bezpośrednio do wnoszących sprawę sędziów. Organizacje nie złożyły jednak broni, a na kwiecień tego roku zapowiedziano w tej sprawie opinię rzecznika generalnego.

Polityka kontra wartości

Analogię między sytuacją Polski i Węgier widzi niemiecki europoseł Zielonych Daniel Freund, jeden z inicjatorów skargi dotyczącej uwolnienia funduszy dla Budapesztu.

– Rozumiem realia polityczne, ale nie można robić karty przetargowej z rzekomo najważniejszych wartości, na których opiera się Wspólnota – mówi w rozmowie z DGP.

Jako decyzję „polityczną” określa zarówno wypłatę funduszy Węgrom, jak i Polsce.

– Trzeba uczciwie przyznać, że sporna Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego została zlikwidowana jeszcze za czasów PiS. Tymczasem to osiągnięcie zostało niejako przypisane obecnie rządzącym, którym nie udało się doprowadzić do wejścia w życie jakiejkolwiek ustawy dotyczącej sądownictwa. Od początku byłem w tej sprawie krytyczny, choć nawet ze strony własnej grupy politycznej słyszałem głosy, żeby odpuścić, bo „wiadomo, jaka jest sytuacja” – mówi Daniel Freund.

Fakt, że w polskiej sprawie TSUE uznał legitymację skarżących organizacji, to duże zaskoczenie. Do tej pory – od wyroku w sprawie Plaumann przeciwko Komisji z 1963 r. (skarga nr 25/62) – wymogi stawiane tzw. skarżącym nieuprzywilejowanym były tak wysokie, że trudno było o przyjęcie skargi.

Na to, że TSUE bardzo ostrożnie podchodzi do legitymacji skargowej osób czy podmiotów, które nie są instytucjami, w rozmowie z DGP wskazuje też Jakub Jaraczewski. Zdarzają się jednak sprawy, w których nie ma wątpliwości co do tego, czy skarżący bezpośrednio odczuł skutki zaskarżonej decyzji. Tak – jak przypomina ekspert – było np. w sprawie Uniwersytet Debreczeński przeciwko Radzie (T-115/23), w której ograniczeniu finansowania węgierskich uniwersytetów sprzeciwiła się jedna z uczelni. Skarga została przyjęta, a sprawa jest w toku. ©℗

Kontrola legalności aktów prawnych dokonywana przez TSUE
ikona lupy />
Kontrola legalności aktów prawnych dokonywana przez TSUE / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe