Choć USA nalegają, to ani Polska, ani Europa nie spieszą się do wykluczania chińskiego giganta z budowy sieci 5G.
Polskiej rekomendacji w sprawie udziału Huaweia we wdrażaniu najnowszego standardu telekomunikacyjnego w naszym kraju możemy się spodziewać w połowie lipca lub jeszcze później. Prace nad nią koordynuje wiceminister cyfryzacji i pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa Karol Okoński. Waszyngton oczekuje od państw NATO twardego kursu wobec chińskiej firmy, bo uważa, że dostarczany przez nią sprzęt to furtka do inwigilacji – a na dodatek toczy z Państwem Środka wojnę handlową.
Natomiast Huawei usilnie zabiega o kontrakty na komercyjne wdrożenie 5G – na całym świecie ma ich obecnie 46 – bo po spowodowanym amerykańskimi restrykcjami załamaniu się sprzedaży smartfonów poza Chinami to jedyny sposób utrzymania pozycji firmy na światowym rynku. – Mamy najwięcej patentów w technologii 5G. Można powiedzieć, że bez nas nie będzie 5G, a przynajmniej będzie znacznie później – stwierdził niedawno Tonny Bao, dyrektor zarządzający Huawei Polska.
Nieoficjalnie wiadomo, że Polska chciałaby się okazać wzorowym sojusznikiem USA, ale zarazem nie zrywać współpracy z Chińczykami. Podobny dylemat mają inne kraje. Niedawno sygnał przychylny dla chińskiego producenta wysłały Węgry. W czwartek minister innowacji i technologii Laszlo Palkovics powiedział Reutersowi, że jego kraj nie widział żadnych dowodów, by technologia Huawei stanowiła zagrożenie dla Węgier, NATO lub Unii Europejskiej – i dopóki ich nie otrzyma, będzie traktował tę firmę jak każdą inną. Zapytany, czy chiński gigant będzie mógł bez ograniczeń uczestniczyć we wprowadzaniu 5G, Palkovics odparł: – Gdy bardziej zaawansowane technologicznie kraje rozpoczną wdrażanie, pójdziemy ich śladem. Jeśli tego nie zrobią, my też nie.
Reklama
Budapeszt ogląda się tu szczególnie na Berlin. A ten do banowania Chińczyków się nie pali. Po wielu miesiącach debaty, czy wprowadzić zakaz, jak chciałby tego Waszyngton, administracja kanclerz Angeli Merkel w marcu kompromisowo ustanowiła surowsze kryteria bezpieczeństwa – ale dla wszystkich dostawców sprzętu telekomunikacyjnego. W ostatni piątek po spotkaniu z szefem Huawei Renem Zhengfei niemiecki minister gospodarki Peter Altmaier stwierdził zaś – jak cytuje Reuters – że Berlin oczekuje, iż „wszyscy operatorzy spełnią nasze wymogi bezpieczeństwa i teraz obowiązkiem Huawei jest pokazanie, iż jest w stanie to zrobić”.
Podczas gdy Europa uprawia dyplomację, filipiński telekom Globe uruchomił w czwartek usługę szerokopasmowego dostępu do internetu w 5G. Chociaż Manila blisko współpracuje z Waszyngtonem, wykorzystano sprzęt marki Huawei. Ponadto kilka dni temu chiński producent poinformował, że Faroese Telecom wykorzystał jego urządzenia do pierwszego połączenia w sieci 5G na Wyspach Owczych. Przewiduje też, że na części obszaru tego zależnego od Danii archipelagu 5G wejdzie niedługo do użytku komercyjnego.
W samej Danii chińskiemu dostawcy poszło gorzej. TDC, największy operator w tym kraju, na partnera do budowy sieci 5G wybrał szwedzkiego Ericssona. Jak podaje „The Copenhagen Post”, telekom oświadczył, że zdecydowały „względy czysto biznesowe”. Duński minister obrony Claus Hjort Frederiksen zwracał jednak wcześniej uwagę na ryzyko związane ze współpracą z chińską firmą – zaznaczając, że nie ma prawnej możliwości zablokowania transakcji z Huaweiem.
Takimi instrumentami dysponuje administracja prezydenta Donalda Trumpa. Według źródeł „The Wall Street Journal” rozważa ona obecnie wprowadzenie wymogu, by sprzęt 5G był projektowany i produkowany poza Chinami. Odbywa się to na bazie ogłoszonego w maju br. rozporządzenia zakazującego używania w USA urządzeń mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.