Przełomowy, bardzo potrzebny i wyczekiwany – o projekcie ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej, który kilka dni temu przedstawiło do konsultacji publicznych Ministerstwo Rozwoju, mówi się w samych superlatywach.

I rzeczywiście – to przełomowy dla około miliona polskich firm rodzinnych projekt. Obecnie, gdy umiera właściciel jednoosobowej działalności, to jego przedsiębiorstwo umiera wraz z nim. Prawo ogranicza możliwość używania nazwy firmy, nie pozwala na korzystanie z numeru NIP, uzyskanych zezwoleń administracyjnych, koncesji. Mało tego: wygasają umowy o pracę, pełnomocnictwa udzielone pracownikom i kontrakty handlowe, a pomoc publiczna – gdy umowy nie zostały jeszcze wykonane – podlega zwrotowi.

Bywa, że – jeśli są spory – zanim zakończy się postępowania spadkowe, nie ma już czego odbudowywać: najlepsi pracownicy odeszli, intratne kontrakty przejęli konkurenci. Aż trudno uwierzyć, że nikt do tej pory nie postarał się tego zmienić. Przez lata politycy i urzędnicy jedynie przytakiwali, że jest problem. Projekt zawiera wiele nowych, nieznanych do tej pory w polskim prawie, instytucji i rozwiązań, np. przedsiębiorstwo w spadku, zarządca sukcesyjny. I co ważniejsze, sankcjonuje możliwość ustanowienia prokurenta przez osobę prowadzącą jednoosobową działalność gospodarczą. Czy teraz sukcesja przebiegnie gładko i bezproblemowo? Jeżeli przedsiębiorca wyznaczy zarządcę za życia, to prawdopodobnie tak. Ale jeżeli tego nie uczyni, rodzina będzie miała tylko dwa miesiące, by podjąć jednomyślnie decyzję o wyborze osoby zarządcy. I w tym szkopuł. Jeżeli jest skłócona, to taki czas może okazać się zbyt krótki. Co więcej: weto jednostki może spowodować, że przedsiębiorstwo w spadku po dwóch miesiącach zakończy byt.