Rosyjskie groźby o ograniczeniu produkcji nie zatrzymały spadku cen. W przyszłym roku Brent ma jednak kosztować powyżej 90 dol.

W ostatnim tygodniu notowania ropy naftowej spadły o ponad 10 proc. W przypadku europejskiego gatunku Brent była to największa tygodniowa przecena od sierpnia - na zamknięcie piątkowej sesji baryłka tego gatunku na londyńskim rynku ICE kosztowała 76 dol. Amerykański gatunek WTI, którego baryłka była wyceniana na rynku NYMEX w Nowym Jorku na 71 dol., od kwietnia tego roku nie spadł tak mocno jak w ostatnich dniach.

Urals przeceniona

Notowania leciały w dół, mimo że ograniczeniem produkcji kilkukrotnie w minionym tygodniu groziła Rosja. Przedstawiciele największego, oprócz Arabii Saudyjskiej, eksportera zareagowali na wprowadzony w poniedziałek limit cen na rosyjską ropę transportowaną drogą morską, ustalony na poziomie 60 dol. za baryłkę. Umowę w tej sprawie podpisały Unia Europejska, grupa G7 (Francja, Japonia, Kanada, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, USA) oraz Australia. Tego samego dnia w życie weszło także embargo na import ropy z Rosji drogą morską, do którego przestrzegania zobowiązały się UE, USA, Kanada, Japonia i Wielka Brytania. W piątek baryłka rosyjskiej ropy Urals kosztowała w Moskwie niecałe 53 dol. i był to najniższa cena od stycznia 2021 r.
Jak ocenia agencja S&P, wprowadzone ograniczenia na rosyjską ropę przyniosły już pierwsze efekty. Powołując się na branżowe źródła, podano, że indyjskie rafinerie, które stały się największym odbiorcą rosyjskiej ropy po tym, jak po wybuchu wojny w Ukrainie jej zakupy ograniczyły państwa europejskie, żądają większych rabatów. Jeszcze w listopadzie cena baryłki Urals miała być dla obiorców niższa od ceny baryłki gatunku Brent o 15 dol., a obecnie oczekiwane dyskonto wzrosło do 20 dol. Z danych zebranych przez agencję wynika, że w porcie w Primorsku 8 grudnia baryłka Urals kosztowała 40 dol. w formule FOB (surowiec jest kupowany w porcie, za jego transport odpowiada nabywca), wobec 53 dol. 2 grudnia.
Mimo wprowadzenia wielu sankcji, które dotknęły rosyjską gospodarkę, w ograniczonym stopniu wpłynęły one na produkcję ropy naftowej. W październiku i listopadzie w Rosji wydobywano ok. 10 mln baryłek dziennie, wobec ok. 11 mln przed agresją na Ukrainę.

Popyt będzie decydował

Część analityków, a także niektórzy sygnatariusze porozumienia ograniczającego cenę rosyjskiej ropy, obawiała się, że limit 60 dol. spowoduje spadek podaży surowca ze strony Rosji i wzrost notowań na globalnych rynkach. Przed jego wprowadzeniem średnia prognoz 38 ekonomistów ankietowanych przez Agencję Reutera wskazywała, że w tym roku cena baryłki Brent utrzyma się powyżej 100 dol., a dopiero w przyszłym znajdzie się poniżej tej granicy. Jednak to nie potencjalne zakłócenia w dostawach, ale obawy o poziom popytu dyktują ceny surowca na rynkach.
- Wszelkie problemy z podażą surowca są drugorzędne wobec obaw o stan gospodarki - ocenił analityk banku Mizuho Robert Yawger, cytowany przez portal CNBC.
Wspólnym mianownikiem obaw w wielu obszarach świata pozostaje zbyt wysoka inflacja. Także w USA, gdzie roczne tempo wzrostu cen konsumpcyjnych obniżyło się z 9,1 proc. w czerwcu do 7,7 proc. w październiku. Jednak listopadowe dane o cenach producentów w USA wskazały na znaczący skok cen usług, co według Yawgera zwiększa prawdopodobieństwo utrzymania wysokiego tempa podwyżek stóp procentowych, co zwiększy obawy przed recesją w amerykańskiej gospodarce. Decyzję w sprawie stóp Fed podejmie 14 grudnia. Na początku listopada podniosła je o 0,75 pkt proc. do 3,75-4,00 proc., najwyższego poziomu od 2008 r.

Pytania o Chiny

Z punktu widzenia rynku ropy ważniejsze nawet od rozwoju sytuacji w gospodarce amerykańskiej wydaje się to, co dzieje się w Chinach. To największy eksporter ropy. W 2021 r. Państwo Środka zużywało jej ok. 15 mln baryłek dziennie (15,5 proc. globalnego zużycia), z czego 70 proc. kupowano za granicą. W tym roku zapotrzebowanie spadło o ok. 0,5 mln baryłek dziennie, ze względu na spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego. Ale już w przyszłym roku popyt ponownie ma wzrosnąć, bo Chiny odchodzą od polityki zero COVID, która ograniczała mobilność mieszkańców. Odrodzenie chińskiej gospodarki to jeden z powodów, dla których większość ośrodków analitycznych utrzymuje prognozy cen ropy naftowej na przyszły rok na poziomie 90-100 dol. za baryłkę.
Jednak stopniowo te prognozy idą w dół. Na przykład amerykańska Energy Information Administration (EIA) obniżyła przyszłoroczną prognozą ceny gatunku Brent o 3 proc., do 92,4 dol. za baryłkę. Jednym z powodów są właśnie Chiny, gdzie narasta kolejna fala zakażeń koronawirusem. Analityk S&P Sun Sijia ocenia, że liczba zakażonych w zimowym sezonie zachorowań przyrasta szybciej od oczekiwań, co będzie skutkować kolejnymi ograniczeniami w przemieszczaniu się ludności. - Ruch drogowy w Chinach spada w związku z rosnącą liczbą przypadków COVID-19, co prawdopodobnie będzie hamować popyt na ropę - ocenia Sun Sijia, cytowany przez portal S&P Global.
Odejście od polityki zero COVID przez chińskie władze, czego przejawem jest m.in. zniesienie obowiązku posiadania negatywnego testu na koronawirusa przed skorzystaniem z komunikacji publicznej, przegrywa z wirusem. Japoński bank Nomura obniżył prognozę wzrostu chińskiego PKB w 2023 r. z 4,3 proc. do 4,0 proc., uzasadniając to m.in. oczekiwaniami zwiększonych restrykcji w związku ze wzrostem zachorowań na COVID-19. W tym roku PKB Chin ma wzrosnąć o 2,8-2,9 proc., wobec 6,8 proc. średnio w poprzedniej dekadzie, i 8,1 proc. w 2021 r. ©℗
Rok wielkich zmian na europejskim rynku surowców i paliw / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe