Na jutrzejszym posiedzeniu rządu wicepremier i szef Ministerstwa Aktywów Państwowych Jacek Sasin ma zgłosić projekt założeń ustawy gwarantującej samorządom i ich jednostkom – szpitalom, DPS, szkołom czy przedszkolom – bardziej atrakcyjne ceny energii elektrycznej. Dziś dostawcy proponują im podwyżki rzędu kilkuset procent.
Projekt ma zapewnić cenę na poziomie maksimum ok. 618,24zł za 1 MWh, czyli znacznie niższą od rynkowej. Koszt wypłacenia rekompensat dostawcom w przypadku samorządowych odbiorców wrażliwych ma wynieść ok. 2 mld zł. Z czego to sfinansować? Jacek Sasin proponuje, by na spółki – nie tylko państwowe, lecz także prywatne – nałożyć podatek od nadmiarowych zysków. – Założenie jest takie, że jeśli ktoś zwiększył swoje zyski o 20 proc. rok do roku, to zapłaci od nadwyżki 50 proc. – tłumaczy rozmówca DGP znający treść tych założeń.
Autorzy pomysłu szacują, że z nowej daniny uzbiera się ok. 13,5 mld zł. Wystarczyłoby zatem na sfinansowanie z tego źródła kosztów obniżek cen energii dla samorządów i ich jednostek, a do budżetu trafiłoby dodatkowo ponad 11,5 mld zł na inne potrzeby. Do pomysłu w weekend nawiązał też premier. – Będziemy opodatkowywać spółki, by mieć środki na finansowanie pomocy i programów socjalnych – mówił.
Reklama
Horrendalne podwyżki cen energii to obecnie temat numer jeden w samorządach. Jeszcze zanim pojawił się pomysł na ustawę, premier polecił MAP, które nadzoruje spółki energetyczne, by wypracowało inny, nowy mechanizm kalkulacji cen. Z naszych rozmów wynika, że ta zapowiedź rozsierdziła otoczenie Jacka Sasina. – Premier wydaje MAP polecenia za pośrednictwem konferencji prasowych – ironizuje nasz rozmówca. Przekonuje, że nie ma możliwości, by spółki inaczej kalkulowały swoje ceny przy obecnych warunkach rynkowych. – Ceny energii dla samorządów są bezpośrednio zależne od stawek na Towarowej Giełdzie Energii (TGE) – mówi Mariusz Majewski, rzecznik prasowy PGE Obrót. Przypomina, że zgodnie z modelem polskiego rynku energii spółki obrotu kontraktują energię na TGE, zaś cena kontraktu 12-miesięcznego na TGE jest obecnie pięć–sześć razy wyższa niż rok temu.
Innego zdania jest nasz rozmówca z KPRM. – Już dziś same spółki udowadniają, że można stosować różne ceny w ofertach dla samorządów, składane nawet w tym samym dniu – twierdzi i wskazuje, że spółki bronią się rzeczywistą ceną krańcową na rynku europejskim. – Tyle że ta cena jest kilkakrotnie wyższa od średniej ceny pozyskania energii na rynku. Składając oferty, zakładają cenę krańcową, a można założyć inną, np. średnią. Działaniem na szkody spółki na pewno nie będzie to, jeśli podmioty użyteczności publicznej będą otrzymywać oferty na podstawie średniej ceny bilansowej – przekonuje rozmówca DGP.
Inny, również z otoczenia premiera, przypomina, że trwają zabiegi o zmianę mechanizmów kalkulacji cen energii na szczeblu unijnym.
Jak wynika z informacji DGP, w rządzie pojawia się też pomysł powrotu do likwidacji obliga giełdowego, czyli obowiązku sprzedaży energii przez firmy energetyczne na giełdach towarowych.
Na razie lokalni urzędnicy, organizując postępowania przetargowe, często przecierają oczy ze zdumienia, bo albo nie wpływa żadna oferta, albo wpływają takie, które zakładają podwyżki o kilkaset procent. We Wrocławiu koszty miałyby wzrosnąć z 66 mln zł w tym roku do 405 mln zł, a w Poznaniu z 87 mln do 409 mln zł. Samorządowcy ze Związku Powiatów Polskich w piśmie do szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego podkreślają, że szpitale otrzymują oferty z podwyżkami rzędu 400–700 proc. lub nie dostają żadnych. Również od największych przedsiębiorstw energetycznych zależnych od Skarbu Państwa.
– Rząd, mając w swoim portfelu jednostki wytwarzające, powinien wprowadzić ceny regulowane energii dla instytucji realizujących zadania publiczne – postuluje Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich RP.
– Nie potwierdzamy, że PGE rzadziej niż wcześniej bierze udział w przetargach organizowanych przez podmioty realizujące zadania publiczne – twierdzi biuro prasowe PGE. Jak słyszymy, spółka PGE Obrót w ostatnich kilku miesiącach złożyła porównywalną liczbę ofert względem analogicznego okresu w roku ubiegłym.
Spór o receptę na tańszy prąd dla samorządów to tylko jedno z pól, na których ostatnio dochodzi do starcia premiera z wicepremierem. ©℗