W miniony weekend padł nowy rekord produkcji w Polsce energii elektrycznej pochodzącej z wiatru Według Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) w sobotnim szczycie infrastruktura pracowała z mocą 6,68 GW, poprawiając najlepszy dotąd wynik z listopada 2021 r. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) podaje, że dzięki wiatrakom udało się zrealizować aż 35 proc. dziennej produkcji energii w kraju. Był to efekt niżu Nadia powodującego wichury, które przeszły przez Polskę. W niektórych miejscach osiągnęły prędkość powyżej 100 km/h.
Przy sprzyjającej pogodzie również inne państwa Europy odnotowały wzmożoną produkcję. W Wielkiej Brytanii w sobotnim szczycie wiatr na lądzie i morzu wygenerował moc 19,5 GW, dzięki czemu została pokryta ponad połowa krajowego zapotrzebowania. Wietrzna pogoda pozytywnie wpłynęła na ceny, które od dłuższego czasu wzrastają za sprawą problemów z dostawami gazu czy wysokimi notowaniami praw do emisji CO2. Na Europejskiej Giełdzie Energii trzeba było za nią zapłacić najmniej od października.
Trudno jednak, by energia wiatrowa trwale powstrzymała tendencję wzrostową. Nawet przy silnym wietrze ceny wciąż są ponad trzykrotnie wyższe niż średnia sprzed 12 miesięcy. Problemem odnawialnych źródeł jest przede wszystkim ich niestabilność. „Generacja wiatrowa zależy od siły wiatru i ma zmienny charakter – ilość dostarczanej przez nią energii często zmienia się z godziny na godzinę. Przykładowo dzisiaj w nocy (z poniedziałku na wtorek – red.) pracowała z mocą ponad 5 GW, a według prognoz po południu będzie to poniżej 1 GW” – tłumaczą PSE. Potencjalnie polskie moce sięgają ok. 7,3 GW – z powodów zmienności pogodowej średnio wiatraki pracują jednak z ok. 40-proc. efektywnością.
Reklama
Energia powstała przy rekordowym wietrze może nie być w pełni wykorzystana, jeśli w czasie podmuchów nie znajdzie odbiorców, a tak może się dziać zwłaszcza w czasie weekendu, gdy zapotrzebowanie jest mniejsze. Obecne nie ma efektywnych sposobów magazynowania energii powstałej w OZE. Nie oznacza to jednak, że wyprodukowane zasoby trafiają w próżnię. – Zgodnie z mechanizmem tzw. merit order najtańsze źródła energii jako pierwsze wchodzą na rynek. Farmy wiatrowe, które nie muszą płacić za surowiec czy uprawnienia do emisji, mogą oferować niższą cenę. Jeżeli generacja z nich zaspokaja dużą część zapotrzebowania, nie ma konieczności uruchamiania najdroższych jednostek konwencjonalnych – tłumaczy Maciej Wapiński z biura prasowego PSE.

Reklama
Branża liczy na to, że wkrótce kolejne rekordy będą coraz częstsze dzięki nowym inwestycjom i potencjałowi, jaki ma nasz kraj. – Mamy w Polsce silne wiatry i bardzo sprzyjające warunki do tego, byśmy rozwijali energetykę wiatrową na lądzie i morzu. To bardzo dobre informacje dla nas wszystkich, bo energia z wiatru to najlepsze lekarstwo na rekordowe ceny prądu – to najtańsza energia, która może realnie obniżyć nasze rachunki – mówi Janusz Gajowiecki, prezes PSEW. Według niego wiatraki już dziś obniżają nam rachunki za prąd. – Konieczna jest modernizacja sieci, ale nawet bez tego ok. 10 GW nowych mocy mogłoby być przyłączonych bez żadnych nowych inwestycji.
Oprócz realizacji zapowiedzi rządu i spółek energetycznych odnośnie do tworzenia farm wiatrowych na Bałtyku branża energetyki wiatrowej oczekuje nowelizacji tzw. ustawy odległościowej, uniemożliwiającej stawianie instalacji nie bliżej od budynków, niż wynosi 10-krotność wysokości wiatraka. Rząd deklaruje gotowość zmian. Stosowne przepisy miałyby być uchwalone jeszcze w I kw. O zmianie przepisów mówi się jednak już od lat, więc branża zachowuje sceptycyzm.
– Nawet rekordowe działanie energetyki wiatrowej ma dziś dość umiarkowany wpływ na polskie zapotrzebowanie na energię. By to poprawić, konieczne są nie tylko zmiany prawne dotyczące ustawy odległościowej, ale też niezbędne jest przemyślenie tego, jak powinny rozwijać się sieci i magazyny energii. Niestety, na razie brak odpowiednich pomysłów. By efektywnie dystrybuować energię uzyskaną z OZE, konieczne są również duże inwestycje w sieci przesyłowe – wskazuje Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.
W kierunku energetyki odnawialnej zmierzają Niemcy, które ogłosiły właśnie nowy plan rozwoju energetyki wiatrowej. Nowy wicekanclerz oraz minister gospodarki i klimatu Robert Habeck ma aspiracje, by budować ok. 10 GW mocy wiatrowych na lądzie rocznie. Miałyby pokryć 2 proc. całkowitej powierzchni kraju. Na razie zapowiedzi te brzmią jednak abstrakcyjnie – w całej Europie w 2021 r. oddano bowiem niecałe 12 GW, a w szczytowym dla niemieckiej energetyki 2017 r. wybudowano ok. 5 GW mocy. Czerwono-zielona koalicja rządząca chce, by OZE stanowiły już w 2030 r. ok. 80 proc. tamtejszego miksu energetycznego.
Na razie jednak musi przekonać do swojego pomysłu nieprzychylne kraje związkowe. Takim jest np. konserwatywna Bawaria, gdzie obowiązuje podobna do polskiej ustawa odległościowa uniemożliwiająca nowe inwestycje. Nowy wicekanclerz niedawno starał się przekonać do swoich pomysłów tamtejszego premiera Markusa Södera. ©℗