Niemiecki rząd będzie musiał długo czekać na rozpatrzenie przez TSUE apelacji w sprawie gazociągu OPAL.
Przygotowana przez niemiecki rząd apelacja trafiła do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej 20 listopada, na dwa dni przed upływem terminu wyznaczonego przez sąd w Luksemburgu. Jak dowiedzieliśmy się w biurze prasowym TSUE, w poprzednich latach średni czas rozpatrywania apelacji wynosił zawsze ponad rok. Aż do chwili zapadnięcia ostatecznego wyroku Gazprom nie będzie mógł zwiększyć użycia gazociągu OPAL, lądowej odnogi Nord Stream. – Apelacja nie ma wpływu na wiążące postanowienia werdyktu TSUE z dnia 10 września – słyszymy.
Ponad dwa miesiące temu unijny Trybunał Sprawiedliwości przyznał Polsce rację. Warszawa zaskarżyła decyzję Komisji Europejskiej z 2016 r. Wtedy Bruksela zgodziła się, aby Gazprom zwiększył użytkowanie OPAL-u z 50 proc. do 80 proc. jego przepustowości. Sąd w Luksemburgu uznał, że Komisja naruszyła unijną zasadę solidarności energetycznej oraz nie uwzględniała „średnioterminowych skutków” zwiększenia bezpośredniego tranzytu do Niemiec „zwłaszcza dla polityki Rzeczypospolitej Polskiej w dziedzinie energetyki”.
Reklama
Niemiecki operator Bundesnetzagentur już 13 września wydał decyzję nakazującą dostosowanie wykorzystania OPAL-u do wyroku TSUE. Dzień później gazociągiem płynęło już mniej rosyjskiego gazu. Dzięki sądowej decyzji roczny przesył na tym odcinku zmniejszy się o ok. 12,8 mld m sześc. rocznie.

Reklama
W październiku frakcja Zielonych skierowała do niemieckiego rządu pytania dotyczące dalszego postępowania w sprawie OPAL-u. Przedstawiciele Zielonych wielokrotnie krytykowali energetyczne interesy niemieckich spółek z rosyjskim Gazpromem, nad którymi polityczny parasol rozpościera rząd w Berlinie. Zieloni oficjalną odpowiedź otrzymali 19 listopada. „Obecnie rozpatrywane jest to, czy rząd federalny wniesie apelację do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej” – brzmi fragment pisma. Dzień później komplet dokumentów uruchamiający apelacje został złożony w Luksemburgu.
Niemieckie Ministerstwo Gospodarki, które formułowało wniosek do TSUE, do zamknięcia tego wydania DGP nie odpowiedziało na naszą prośbę o przedstawienie argumentacji zawartej w apelacji. Wiemy natomiast, że strona niemiecka nie próbowała rozmawiać z polskimi władzami przed podjęciem kroków prawnych. – W zakresie wniesienia odwołania nie były podejmowane żadne konsultacje, ponieważ strona niemiecka reprezentuje stanowisko przeciwne do stanowiska polskiego – poinformowało nas biuro MSZ w Warszawie.
– Wynik nowej procedury sądowej nie jest przesądzony – twierdzi Maciej Zaniewicz z branżowego portalu Energetyka24.com. – Jeśli ostateczna decyzja sądu będzie korzystna dla strony niemieckiej, nie spowoduje to krytycznego zagrożenia dla regionu. Do września br. Gazprom przesyłał w końcu więcej gazu gazociągiem OPAL i nie stanowiło to bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego Polski, choć zdecydowanie było dla Polski szkodliwe i niezgodne z zasadą solidarności energetycznej – uważa ekspert.
Sprawa ma znaczenie również dla Ukrainy. Większe transfery OPAL-em nie będą mogły być użyte przez Rosjan jako jedna z kart przetargowych w rozmowach, które toczą się na linii Moskwa–Kijów. Z końcem tego roku wygasa kontrakt na przesył surowca gazociągiem Braterstwo. Mniejsza dostępna przepustowość gazociągu OPAL powoduje, że Gazprom jest zmuszony do zwiększenia użycia linii biegnącej po terytorium Ukrainy. – Dla tych rozmów większe znaczenie ma termin dokończenia budowy Nord Stream II i ewentualne nałożenie amerykańskich sankcji na spółki biorące udział w budowie – mówi Zaniewicz.
W zeszłym tygodniu niemiecki tabloid „Bild” ujawnił dokumenty, które otrzymał od służb wywiadowczych jednego z „państw zachodnich”. Wynika z nich, że konsorcjum Nord Stream 2 AG ma „wyjątkowo dobry dostęp do urzędu kanclerskiego”. Informatorzy gazety przekonują, że ze względu na te wpływy udało się przekonać gabinet Angeli Merkel do lobbowania w Waszyngtonie przeciwko sankcjom USA wymierzonych w powstanie Nord Stream II.