Wyniki badań przedstawione podczas szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow wskazują na realny 15-krotny wzrost liczby ludności eksponowanej na zabójczo wysokie temperatury. Gdyby globalne temperatury wzrosły o 4 st. C połowa światowej populacji znalazłaby się w stanie zagrożenia morderczymi upałami – twierdzą eksperci.

Kraje tropikalne - w tym Brazylia, Indie i Etiopia - są wymieniane najczęściej wśród państw zagrożonych w najwyższym stopniu „stresem cieplnym”. Również kraje Zatoki Perskiej będą miejscami niezdatnymi do zamieszkania, jeśli nie powstrzyma się ogólnoświatowych wzrostów temperatur. Według badań z 2018 roku Nizina Północnochińska, jeden z najgęściej zaludnionych obszarów na Ziemi, będący najważniejszym regionem produkcji żywności w Chinach, może stać się kolejną śmiercionośną strefą.

„Wszystkie regiony świata, w tym Europa będą odczuwały skutki zmian klimatu” – ocenił prof. Albert Klein Tank, dyrektor Met Office Hadley Centre.

Reklama

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poinformowała, że w ciągu dwóch dekad do 2017 roku ponad 166 tys. ludzi zmarło z powodu fali gorąca. Brytyjskie władze były wielokrotnie ostrzegane przez państwową organizację meteorologiczną, że kraj jest „dramatycznie nieprzygotowany na wzrosty temperatur, zwłaszcza w najbardziej wrażliwych obszarach takich jak szpitalna opieka medyczna i szkolnictwo” – przypomina "The Guardian".

Wiodący ośrodek badań nad przemianami klimatycznymi ocenił działanie kombinacji wilgotności i temperatury, zauważając, że przy wzroście temperatury do 35 st. C, ludzkie ciało nie może się schłodzić przez pocenie, a wówczas nawet na zdrowych ludzi chroniących się w cieniu czeka śmierć w ciągu sześciu godzin.

„Każda modyfikacja klimatu przedstawia przerażającą wizję przyszłości” – powiedział Andy Wiltshire, specjalista ds. obiegu węgla w atmosferze Met Office.