W trakcie protestu nauczycieli rozkręca się także akcja protestacyjna Solidarności. W tym tygodniu działacze mają podjąć decyzję o sposobach wyrażenia swojego niezadowolenia.
Reklama
Czarny scenariusz dla rządu to wizja nie tylko nauczycielskiego strajku, lecz także wielotysięcznych manifestacji w kampanii wyborczej. – Mam nadzieję, że to bardziej próba uwiarygodnienia się Piotra Dudy niż pójścia na konfrontację. Gdyby taki nóż w plecy został nam wbity i to miało wywrócić rząd, to za rok ci sami związkowcy z łezką w oku wspominaliby, jak dobrze się z nami rozmawiało – mówi osoba z rządu.
Ponadto akcja związku może pomóc w tłumaczeniu np. nauczycielom, że rządowe postulaty doszły do ściany. Solidarność odpowiedziała na piątkę Kaczyńskiego żądaniem piątki Dudy. To postulaty podwyżek płac w sferze budżetowej, wprowadzenie stażu jako kryterium uprawniającego do emerytury bez względu na wiek, odmrożenia wskaźnika naliczania zakładowego funduszu świadczeń socjalnych, rozwiązań dla przemysłu energochłonnego oraz niewliczania do minimalnego wynagrodzenia dodatku za wysługę lat.
Źródłem obecnych kłopotów rządu ze związkiem jest nie tyle wyborczy pakiet PiS, ile podwyżki dla służb mundurowych, na które zgodził się w listopadzie 2018 r. szef MSWiA Joachim Brudziński. – To był błąd. Teraz on ma święty spokój, a inni mają problem – mówi osoba z rządu. To samo myślą związkowcy. – Skoro wtedy rząd powiedział „nic się nie stało, można brać lewe zwolnienia, podpisujemy porozumienie i dajemy wam dużą kasę”, to nie dziwi, że inne związki chcą realizacji własnych postulatów – wyjaśnia jeden z działaczy.
Ale zdaniem rządu nie ma dużego pola manewru. To nie tylko kwestia kosztów budżetowych, lecz także stanowiska pracodawców. Podwyżki mogą się spotkać z protestami pracodawców publicznych. Z kolei postulat stażu jako kryterium emerytury niezbyt dobrze przystaje do systemu emerytalnego, który jest oparty na zdefiniowanej składce. Związkowcy proponują, by kobieta mogła otrzymać emeryturę po 35 latach pracy, a mężczyzna po 40. Czyli kobieta czy mężczyzna, którzy poszli do pracy w wieku 18 lat, mogliby przejść na emeryturę siedem lub pięć lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego.
Rząd widzi, że pensje w budżetówce są niskie, ale zdaniem naszych rozmówców masowa i duża podwyżka nie wchodzi w grę. Dlatego można się raczej spodziewać, że protest będzie eskalował. W zeszłym tygodniu pikiety były przed urzędami wojewódzkimi, kolejnym krokiem może być manifestacja w Warszawie. – Pikiety miały pokazać, że Solidarność nie jest przystawką PiS, jak twierdzą niektórzy byli działacze związku – mówi poseł PiS i członek związku Jan Mosiński.
Kiedy i jak duża będzie kolejna akcja związku, zależy od oferty rządu. – Zobaczymy, co zostanie położone na stole. Jeśli część postulatów będzie zrealizowana, zaspokojone grupy nie będą chciały manifestować. Sfera budżetowa to 700–800 tys. pracowników – zauważa rzecznik Solidarności Marek Lewandowski. Rząd liczy, że z Solidarnością uda się dojść do porozumienia, bo związek, choć gra twardo, to jest też racjonalny. W dodatku jest beneficjentem rządów PiS, bo wprowadzono takie jego postulaty, jak obniżka wieku emerytalnego, zakaz handlu w niedziele czy minimalna płaca godzinowa. ©℗