"To jest prawo różnych grup zawodowych, żeby protestować. I wydaje się, że z tego prawa najprawdopodobniej część środowiska (nauczycieli - PAP) skorzysta. Będziemy starali się, żeby zespoły zapasowe, rezerwowe, w tych miejscach, w których nauczyciele zdecydują się protestować, łagodziły skutki tego protestu. Nie chciałbym, żeby na tym sporze ucierpiała młodzież.(..) Mam nadzieję, że do egzaminów przystąpi większość albo wszyscy" - powiedział Radiu Wrocław premier.

Podkreślił w rozmowie, że to rząd PiS rozpoczął podwyżki dla nauczycieli. "W latach 2013, 2014, 2015 były znikome lub zerowe podwyżki dla poszczególnych grup nauczycielskich" (...) "Przez poprzednie 4 lata, w latach Platformy i PSL-u nie było (podwyżek - PAP)" - mówił.

Premier mówił także o podwyżkach dla nauczycieli, które już dostali. "Uszczelniliśmy system podatkowy i przeznaczyliśmy pieniądze m.in: na trzy podwyżki dla nauczycieli. Dwie się odbyły, trzecia będzie we wrześniu" - wyliczał.

"To istotne zmiany finansowe, chociaż oczywiście niewystarczające, jeszcze jakbyśmy dodali do tego obniżkę PIT-u z 18 na 17 proc., tj. o jeden punkt procentowy i jeszcze dodali podniesienie kosztów uzyskania przychodów razy dwa i dodali dla nauczycieli stażystów nasz punkt programu, który mówi o podatku PIT zero procent, to jest to kwota zauważalna. W zależności od tego, czy mówimy o nauczycielu mianowanym, dyplomowanym czy kontraktowym, są to kwoty różniące się między sobą, ponieważ nauczyciele dyplomowani zarabiają więcej niż mianowani, ale są to kwoty znaczące". "Chciałbym, żeby nauczyciele więcej zarabiali, ale budżet to nie jest worek bez dna" - dodał.

Premier wspomniał również o tym, że za rządów PiS udało się zmniejszyć biurokrację, co ułatwiło pracę nauczycielom. Zadeklarował, że minister edukacji Anna Zalewska zaproponuje dalsze działania w tym kierunku.

Odniósł się także do wystąpień prezesa ZNP Sławomira Broniarza dotyczących strajku. "Niedawno się dowiedziałem, że pan Broniarz, przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego ma wybory u siebie, teraz właśnie w tym roku i rozumiem, dlaczego on w ten sposób upolitycznia ten proces" - powiedział premier.

Od 5 marca trwa referendum strajkowe zorganizowane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego w ramach prowadzonego sporu zbiorowego. Potrwa ono do 25 marca. Odbywa się we wszystkich szkołach i placówkach, z którymi w ramach sporu zbiorowego zakończono etap mediacji, nie osiągając porozumienia co do żądania podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych o 1 tys. zł. Jeśli taka będzie wyrażona w referendum wola większości, strajk ma się rozpocząć 8 kwietnia. Oznacza to, że jego termin może się zbiec z zaplanowanymi na kwiecień egzaminami zewnętrznymi: 10, 11 i 12 kwietnia ma się odbyć egzamin gimnazjalny, a 15, 16 i 17 kwietnia – egzamin ósmoklasistów. Matury mają się rozpocząć 6 maja.

W piątek minister Anna Zalewska zaapelowała do nauczycieli o niezakłócanie przebiegu egzaminów. "Centralna Komisja Egzaminacyjna jest przygotowana do przeprowadzenia egzaminów, w szkołach powołano już zespoły nadzorujące. Zwracam się do wszystkich nauczycieli z prośbą o to, by byli przy swoich uczniach" – powiedziała. Kilka godzin później szef ZNP Sławomir Broniarz podkreślił, że to, czy dojdzie do strajku, zależy wyłącznie od szefowej MEN. "Jeżeli pani minister mówi: +opamiętajcie się+, to ja ten apel traktuję, jako apel do koleżanek i kolegów w rządzie: do ministra finansów, do pana premiera, do posłów PiS, aby opamiętali się i nie doprowadzali do sytuacji, w której rzesza kilkuset tysięcy nauczycieli 8 kwietnia odmówi podjęcia pracy" – powiedział.

W poniedziałek 25 marca w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie prezydium Rady Dialogu Społecznego dotyczące kryzysu w oświacie. Ze strony rządu mają w nim wziąć udział m.in minister rodziny pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska i minister edukacji narodowej Anna Zalewska.

Jak szybko będą rosnąć wynagrodzenia