Gdy w 2011 r., po trzech latach walki branży złomowej o zmianę przepisów podatkowych, która zamknie furtkę dla wyłudzeń VAT, w końcu weszły one w życie, wiadomo było, że oszuści szybko się przekwalifikują, aby nadal wyciągać pieniądze z kasy państwa. Niewiadomą był tylko towar, jakim w tym celu zaczną handlować. Dziś już wiadomo. To aluminium, cynk, ołów oraz ich stopy.

Dziurawe prawo

– Na bieżąco są tylko oszuści i ich firmy. Urzędy skarbowe dostrzegą problem za jakieś 4 lata, gdy będą kontrolowały ich rozliczenia – mówi Waldemar Marek, prezes Izby Przemysłowo-Handlowej Gospodarki Złomem.

Według niego winne są przepisy podatkowe.

– Wprowadzenie odwróconego obciążenia VAT na złom (w myśl tego rozwiązania to nabywca, a nie sprzedawca płaci podatek – przyp. red.) wywołało masowe działania w nielegalnym handlu wyrobami hutniczymi. Zmiany dotyczą jednak tylko części wyrobów stalowych oraz z miedzi i jej stopów. Nie objęto nimi jednak wyrobów z cynku, ołowiu czy aluminium. Ale także w obrębie wyrobów z miedzi i jej stopów doszło do paradoksu: odwrócone obciążenie VAT wprowadzono m.in. na pręty, wałki i kształtowniki, ale nie na rury – tłumaczy Waldemar Marek.

Ołów żyłą złota

Oprócz handlu wyrobami z aluminium, cynku i ołowiu oraz ich stopami rozwinął się również nielegalny transport akumulatorów, z których można odzyskać ołów. Masowo wywożone są na Litwę.

– Pół roku po wprowadzeniu mechanizmu odwróconego obciążenia VAT informowaliśmy Ministerstwo Finansów o tym, że mamy sygnały, iż złom trafia do Niemiec i na Litwę, a stamtąd dalej na Łotwę, ale usłyszeliśmy, że skala jest niewielka i że to nie jest zagrożenie – mówi Kazimierz Poznański, prezes Izby Gospodarczej Metali Nieżelaznych i Recyklingu (IGMNiR). Jak twierdzi, izba alarmowała również Straż Graniczną, głównego inspektora ochrony środowiska, a nawet Inspekcję Transportu Drogowego, ale bez skutku.

– Już w 2011 r. nastąpił znaczący wzrost nielegalnego transportu złomu akumulatorowego z 5 do 25 proc. Szacujemy, że rocznie wyjeżdża około 900 transportów – dodaje prezes Poznański. I wylicza: cena rynkowa jednej tony ołowiu to 6 tys. zł. A tych ton, jak twierdzi, wyjeżdża nielegalnie z kraju około 18 tys. rocznie. Wartość nielegalnie wywożonego złomu akumulatorowego to 108 mln zł rocznie. Skarb Państwa traci każdego roku około 20 mln zł z tytułu samego tylko VAT, który zostałby zapłacony, gdyby zużyte akumulatory trafiły do polskich hut, które zajmują się ich recyklingiem. Do tego dochodzą jeszcze utracone wpływy z CIT firm, które handlują nimi na czarno, oraz niezapłacone składki na ZUS.

Jak wygląda proceder

Zużyte akumulatory oddawane są z reguły do sklepów przy okazji kupowania nowych, a sklepy powinny je przekazać do legalnie działających podmiotów zajmujących się zbiórką zużytych baterii i akumulatorów lub bezpośrednio do recyklera.

– Zgodnie z art. 58 ustawy o bateriach i akumulatorach i przepisami ustawy o odpadach sklep ma obowiązek przekazać zużyte akumulatory będące niebezpiecznym odpadem bezpośrednio zakładowi przetwarzania. W praktyce są to ich licencjonowani, autoryzowani przedstawiciele. Nie można jednak wykluczyć, że znajdzie się inny pośrednik, który zaoferuje sklepowi lepszą cenę za zużyty akumulator niż polska huta ołowiu – mówi Michał Korkozowicz, ekspert ds. ochrony środowiska.

W praktyce więc sklep czy warsztat samochodowy sprzedaje je innym podmiotom, które zaoferują lepszą cenę, a następnie podmioty te wywożą je za wschodnią granicę.

– Na Łotwie dopłaca się za ściągnięty z innych krajów Europy cenny surowiec – podkreśla Kazimierz Poznański. Twierdzi, że o ile polskie huty oferują 1,80 zł za kilogram złomu akumulatorowego, o tyle Litwini płacą już 2,85 zł. – To cena, której w Polsce się nie uzyska i która jest w stanie skusić nieuczciwych – mówi Kazimierz Poznański.

Jaka jest skala zjawiska? Zdaniem prezesa IGMNiR polskie huty przerabiają rocznie ok. 110 tys. ton złomu akumulatorowego. Nielegalnie wywożonych jest ok. 18 tys. ton, a kolejne 10 tys. ton jest metodą chałupniczą rozbijane w Polsce.

– Akumulatory znajdują się na tzw. liście bursztynowej i wymagają pełnej kontroli transgranicznego przemieszczania, ale nasze państwo nie jest przygotowane do prowadzenia takiego nadzoru – uważa Waldemar Marek.

– GIOŚ nie jest w stanie udaremnić każdego wywozu, bo ma za mało kontrolerów – broni inspektoratu Kazimierz Poznański. Przyznaje jednak, że izba będzie postulowała kolejną zmianę ustawy o VAT, tak aby wprowadzić mechanizm odwróconego obciążenia także na katody niklowe, gąski aluminiowe czy cynkowe oraz półprodukty z ołowiu.

Konieczna jest szybka wymiana informacji między służbami

Odwrócony VAT nie jest lekarstwem na przestępczość na dłuższą metę. Jest co najwyżej preparatem o krótkotrwałym korzystnym działaniu. Problemem jest to, że przy niezwykle wysokiej mobilności świata przestępczego organy podatkowe i inne organy państwa do walki z przestępczością działają w rytmie spowolnionym. Dlatego konieczne są rzeczywista i szybka wymiana informacji między służbami ministra finansów i innymi jednostkami, wyciąganie wniosków i sprawne działanie państwa. Także profilaktyka. Bez tego nic się nie zmieni w obszarze bezpieczeństwa finansów publicznych, a skutki niezharmonizowanego działania odpowiednich służb państwowych nadal będą ponosić wyłącznie podatnicy nabici w butelkę przez oszustów. Wcześniej wyłudzano VAT w obrocie złotem, stalą, paliwami, a dziś wyłudza się go w obrocie ołowiem, dziewiarstwem i nadal elektroniką. Co będzie w przyszłości, czas pokaże. Wiadomo, że popularne będą te branże i towary, gdzie jest wysoka stopa zwrotu.

Odwrócone obciążenie VAT należy rozszerzyć

Jestem zwolennikiem wprowadzania mechanizmu odwróconego obciążenia VAT na kolejne grupy towarów narażone na wyłudzenia tego podatku. Wymaga to jednak monitorowania sytuacji na bieżąco przez organy państwa. Od tego roku, dzięki zmianie unijnej dyrektywy, uzyskanie zgody Komisji Europejskiej na wprowadzenie odwróconego obciążenia nie jest już takie trudne. Co więcej, komisja zdaje się dostrzegać problem we wszystkich państwach Unii Europejskiej i nie bez kozery uproszczoną procedurę uzyskiwania tej zgody nazwano mianem mechanizmu szybkiego reagowania.