Od początku roku obowiązują nowe normy zatrudnienia pielęgniarek. Ich liczba jest uzależniona od liczby łóżek (patrz infografika). Jeszcze przed wejściem w życie tych przepisów zarządzający szpitalami alarmowali, że wymuszą one zmniejszenie liczebności oddziałów, a już na początku roku informowaliśmy o redukcjach w placówkach. Resort zdrowia i NFZ uspokajały, że likwidowane miejsca miały niewielkie obłożenie, ale w statystykach było widać, że znikają również łóżka na oddziałach, które są najpotrzebniejsze, np. na internie.

Fikcyjna likwidacja?

Teraz okazuje się, że w niektórych miejscach redukcje mogły być pozorne. Bo choć w rejestrach figurują oddziały o zmniejszonej liczebności, pacjentów jest tylu, ilu było wcześniej. Leżą jednak na dostawkach, a zatem nie uwzględnia się ich przy wyliczaniu norm. Oznacza to, że pielęgniarki mają więcej pracy. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP) dostaje sygnały o takich praktykach od swoich członkiń. Prezydium zebrało informacje z poszczególnych regionów i zamierza policzyć rzeczywistą liczbę łóżek.

Iwona Borchulska, rzeczniczka prasowa OZZPiP, mówi, że w tym tygodniu zarząd przekazał te informacje ministrowi zdrowia. – Zgłaszamy to także do NFZ. Będziemy też przekazywać takie sygnały do rzecznika praw pacjenta, bo to uderza w chorych – zapowiada.

W takie praktyki nie chce wierzyć Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP).

– Nie miałem sygnałów, że normy pielęgniarskie są w ten sposób omijane. Około 90 proc. szpitali zlikwidowało łóżka pod normy, to jest do sprawdzenia. Po co więc mieliby teraz dostawiać? Nikt nie chce mieć łóżek na korytarzu, a pacjenci nie chcą na nich leżeć – przekonuje.

Jego zdaniem dostawki są stosowane w wyjątkowych sytuacjach i tylko na chwilę.

– Normy są co kwartał sprawozdawane, NFZ jest w stanie to odnieść do łóżek i na pewno dyrektor nie będzie po cichu dostawiał dodatkowych leżanek – podkreśla szef OZPSP.

Fotele a wskaźnik

OZZPiP sygnalizuje, że kolejnym sposobem na ominięcie norm są fotele. To na nich – zamiast na łóżkach – są kładzeni pacjenci, u których są wykonywane procedury w trybie jednego dnia. Chodzi o takie oddziały jak np. onkologia czy okulistyka.

– Przepisy mówią o łóżkach, nie fotelach, więc na oddziałach stawia się te ostatnie. Pacjenci przychodzą rano, biorą np. cykl chemoterapii i wieczorem wychodzą. Zwykle nie pojawiają się w raportach pielęgniarskich, bo pisze się je na godziny 7 i 19, a takie osoby zazwyczaj przychodzą później i wychodzą wcześniej. Ale są to jednak dodatkowi pacjenci, którymi trzeba się zaopiekować – przekonuje Iwona Borchulska.

Zdaniem OZZPiP fotele również należy uwzględniać. Zwłaszcza że nie zawsze są stawiane na korytarzu jak dostawki, ale znajdują się w specjalnych salach.

– Powinniśmy użyć wskaźnika obowiązującego na oddziałach zachowawczych, czyli 0,6. Na dziesięć foteli wychodzi wtedy sześć pielęgniarek, ale ponieważ pacjenci są od rana do godz. 15, czyli przez jedną zmianę, proponujemy podzielić to przez trzy zmiany. A zatem na te dziesięć foteli potrzeba dwóch dodatkowych pielęgniarek. Nie ma takiego przepisu, więc trudno to wymóc. Tym bardziej że dyrektorzy wciąż borykają się z problemami finansowymi – mówi rzeczniczka OZZPiP.

Czym jest dostawka

Między innymi dlatego w przepisach trzeba określić, czym jest szpitalne łóżko. Wczoraj z takim wnioskiem wystąpił do Ministerstwa Zdrowia Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich.

– Teraz w Polsce takiej definicji nie ma, gdy więc ktoś mówi o dostawkach, to ja pytam, co ma na myśli – podkreśla.

Ma się tym zająć na posiedzeniu w przyszłym miesiącu zespół ds. zdrowia komisji wspólnej rządu i samorządu.

– Wkrótce wejdzie w życie nowelizacja ustawy o prawach pacjenta, która usankcjonuje bezpłatny pobyt rodziców przy hospitalizowanym dziecku (i opiekunów osób z niepełnosprawnościami). Pojawią się dla nich łóżka. Jak mamy je liczyć? Jako łóżko szpitalne i uwzględniać w normach? Przecież dzięki pobytowi opiekunów pielęgniarki mają mniej pracy – podkreśla Marek Wójcik.

– Musimy wiedzieć, co dokładnie mamy liczyć. Tym bardziej że w większości placówek dostosowaliśmy liczbę łóżek do liczby pielęgniarek. Z drugiej strony nie twierdzę, że dyrektorzy szpitali, którzy bywają niezwykle kreatywni, nie mają pomysłów, by na różne sposoby normy omijać. Tym bardziej potrzebna jest precyzyjna definicja – konkluduje ekspert ZMP.